Wkurzyłam się wczoraj. Jakiś gówniarz niszczył huśtawkę w ogródku dla dzieci, przed moimi oknami. Z całej siły walił siodełkiem zawieszonym na łańcuchach o rury konstrukcji, na której huśtawka jest zawieszona. Rumor na całe osiedle. Nikt nie reaguje. Stanęłam więc w oknie i udarłam się: „Nie niszcz tej huśtawki!!!”. W pierwszym momencie zaniemówił, a potem zaczął coś głupio mi tłumaczyć, że wcale nie niszczy itp. Na to ja: „Niszczysz, widzę przecież!!! Zostaw, zepsujesz!!! Przyjdzie małe dziecko się huśtać, spadnie i się potłucze!!! ”. Nie uwierzycie może, ale moje wrzaski pomogły. Przestał. Jakaś starsza pani przechodząc obok zainteresowała się awanturą, o coś chłopca zapytała, ten coś jej tłumaczył. Pouczająca historyjka. Chamstwo w tym kraju nas zdominowało, ale przecież trzeba reagować, może inni do nas dołączą.
Huśtawka znajduje się w ogródku o dość sporej powierzchni. Jest tam wiele różnych przyrządów do zabawy. Teren jest ogrodzony. Nocami często stanowi azyl dla pijaczków, hałasują, nie dają spać. Nikt nie reaguje. A co ciekawe, ogródek położony jest pod oknami zaplecza Straży Miejskiej! Za komuny ogródkiem opiekowała się starsza pani. Miała taki etat. Nadzorowała, czy nic złego się nie dzieje, upominała gdy dzieci niebezpiecznie się bawiły lub za głośno krzyczały. Rano bramkę do ogródka kluczem otwierała, wieczorem zamykała. A teraz? Raj dla pijaków: wrzeszczą, klną, sikają po krzakach. Biegają po ogródku psy, zostawiają odchody. Wolny kraj…

