Nie mogłam sobie poradzić ze zwykłymi sprawami, z powodu antykomunistycznego przewrotu. Spodziewałam się reakcji i postępowania władz, instytucji państwowych, do jakich byłam przyzwyczajona. Spodziewałam się na przykład, że zwracając się pisemnie do władz Krakowa, uzyskam jakieś mieszkanie, choćby bardzo skromne. Nie uzyskałam. Nie spodziewałam się tak brutalnej ingerencji w moje kolejne prace zarobkowe. Nie wady komuny spowodowały, że nie udało mi się zorganizować życia dla siebie i syna, lecz tajna ingerencja jakichś sił. Ingerencja, która starannie dbała o to, żebym nie uzyskała mieszkania i nie zarabiała jak wszyscy inni wokoło, przynajmniej na poziomie przeciętnym. Za komuny samotna matka, która chciała wychować dziecko, była dla kraju wartością. Była szanowana za ten trud i ambicję. Nie przypuszczałam, że może być inaczej. Nie spodziewałam się ataku. Dla mnie prawa zmieniły się, jeszcze zanim upadł komunizm. Stały się inne niż dla wszystkich wokół mnie. Gorączkowo i rozpaczliwie zastanawiałam się dlaczego. Do ogłoszenia stanu wojennego działałam w „Solidarności” i KPN. W pierwszych dniach stanu wojennego odwiedził mnie kolega i poradził, abym zaniechała działalności, bo mam dziecko. Zaniechałam. A mimo to po pół roku przybyli do mnie oficerowie SB na przeszukanie. Dlaczego? Do dziś AKTYWNIE szukam odpowiedzi na to pytanie.
Do niedawna jeszcze łudziłam się, że starsza pani, tak samodzielna i ambitna, ucząca się i zarabiająca samodzielnie pomimo trudności, znajdzie szacunek w tym kraju. Przecież byłam w kraju chyba jedyną starszą panią, która nauczyła się wykonywać internetowe strony i na tej umiejętności zarabiała. Zamiast tego wmanewrowano mnie w zabójczy potrzask. Jak działa machina, która tego dokonała? Nalot, który zaczął się za sprawą tej machiny jesienią 2016 r., nie mógł dla mnie skończyć się inaczej: długi i licytacja mieszkania. Nie da się przecież pracować, będąc regularnie torturowanym i w różny sposób nękanym. Równie dobrze ktoś mógłby napaść na mnie z bronią w ręku, porwać i uwięzić na kilka lat.
