Spotkałam na przystanku panią, mniej więcej w moim wieku. Zapytała mnie, o której godzinie przyjedzie autobus. Tłumaczyła się – niepotrzebnie – że niedowidzi cyferek na rozkładzie jazdy. Faktycznie miała na nosie okulary z grubymi szkłami. Chętnie jej odpowiedziałam. Poczuła się najwyraźniej, jakbyśmy się dobrze znały, bo zaczęła gaworzyć.
– Oj! Zapomniałam wziąć ze sobą torebkę. Bo widzi pani, ja się przeprowadzam. Jadę do tego nowego mieszkania, a po torebkę wrócę jutro, i tak nie muszę niczego po drodze kupować.
O ile dobrze zrozumiałam, przeprowadzka była przymusowa, bo to mieszkanie straciła z kimś za długi. To nowe to pewnie jakieś zastępcze.
– Za dużo nabrałyśmy.
Zrobiło mi się straszliwie smutno, w końcu sama jestem w podobnej, choć trochę innej sytuacji. Wracając później do domu pustą ulicą, płakałam. Co się stało z tym krajem? Przeohydne bestie rządzą nami. Tacy Talibowie, tyle że po polsku. Zjawili się nagle. Ich „ideał” nie został ukształtowany w ciągu wieków trwania narodu, nie stanowi naturalnej naszej cechy narodowej. Został przez nich rozpropagowany na potrzeby chwili, a zaczęło się od KOR-u, później od założycieli „Solidarności”, procentowo wąskiej grupy narodu. Przez kilkadziesiąt lat rozgryzam ten ich „ideał”. Dlaczego tak długo? Bo przecież nie da się do licha wymyślić, na czym polega coś, co pojawia się nagle i z czym nie miało się dotąd do czynienia! Co powstało w jakiejś głowie gdzieś na drugim końcu świata – w umysłach jakichś amerykańskich generałów!
Jest na przykład taki „Wij”, który stosuje metodę postarzania organizmu człowieka. Polega to postarzanie na systematycznym, długotrwałym dostarczaniu ofierze negatywnych, forsujących psychicznie, nerwowo i fizycznie doświadczeń, różnego typu. I po co? Upatrzona ofiara to wróg ojczyzny? Wróg „ideału”? Nie da się tego odgadnąć. Osoba stopniowo traci zdrowie, szarpie się nerwowo, walczy z celowo mnożonymi jej kłopotami i tragediami, biega tu i tam w poszukiwaniu pomocy i zrozumienia. Aż zauważa, że czuje się jak zajeżdżony samochód. Czuje się coraz słabsza, zamęczona i szczęście jeśli jest z natury silnego zdrowia. A jeśli nie jest silnego zdrowia? Może ma słabe serce, może istnieje ryzyko wylewu itp.? Niby nic niezwykłego nie widać, nic niezwykłego się nie dzieje, a jednak ma miejsce zbrodnia doskonała.
Można takiej ofierze dodatkowo dozować stresy i przerażenie. Można jej dać dobitnie do zrozumienia, że jest celem. Że jest celem bez uzasadnionego niczym powodu. Że jest celem dożywotnio. I co ma począć taka ofiara? Znajomi i rodzina powiedzą, że przesadza, a służby państwowe doradzą jej wizytę u psychiatry. Polski Ku-Klux-Klan. Polski?
