„Wieża Babel we współczesnym świecie” [bryk.pl]
Czy we współczesnym świecie można zastosować określenie Wieża Babel ? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w niniejszej pracy. Należy zacząć od Wieży Babel, którą znamy z Biblii. Na początku ludzie, którzy mówili tym samym językiem, zdecydowali, by wybudować wieżę tak wysoką, aby jej wierzchołek mógł sięgnąć nieba. Ludzie chcieli pokazać Bogu, ze są silni, że dużo potrafią. Chcieli Mu dorównać. Jednak Bóg nie był wyrozumiały, zstąpił z niebios i wszystkim ludziom pomieszał języki. Bóg chciał wszystkim dąć nauczkę. Wieża nigdy nie została dokończona, a ludzie zamieszkali w różnych częściach świata. Temat mojej pracy i postawione w niej pytanie jest tylko przenośnią, bowiem dotyczy równości rożnych języków świata, tego, czy ktoś mówi po angielsku, po polsku, niemiecku czy po arabsku. Sedno sprawy tkwi w tym, czy we współczesnym świecie ludzie potrafią ze sobą rozmawiać i dogadywać się w jednym języku. Czy w obecnych czasach ludzie żyją zgodnie? Czy potrafią wspólnie rozwiązywać problemy i czy się rozumieją?
Czytaj dalej na bryk.pl – wypracowania
To nie nasza wojna!
Wielu napaleńców w naszym kraju żądnych wrażeń czeka na wojnę, a tymczasem niejeden Polak ma już wojnę za sobą. Minione trzydzieści lat, nazywane przez naszą władzę i dziennikarzy niepodległością, dla części społeczeństwa stanowiło tragedię. Sprowadzono nas do poziomu ludu pokonanego i pogardzanego, przez tych, którzy kazali siebie nazywać zwycięzcami. Dla nich byliśmy tylko źródłem zysku. A teraz, też dla zysku, wciąga się nasz kraj w wojnę. Sojusz z Zachodem pozbawił nas prawie całego dorobku wypracowanego przez PRL, a obecnie wystawia się nas na ryzyko strat, jakie zdolna jest uczynić wojna. Już się nachapali, co się dało wyssali z Polski jak wampir, a teraz, my, Polacy przydamy im się do innej roli. Mamy podjąć wojnę o ich kolejny rynek zbytu, taniej siły roboczej i źródło tanich surowców.
„Trzymać się z dala od Anglosasów” [Myśl polska]
Warto przeczytać artykuł, którego fragment tu przytaczam:
Skiwski ostrzegał przez Ameryką. Pisał: „Ameryka jest olbrzymią rozpędzoną maszyną, z którą nie może być żadnych „dyskusji” i która jest nastawiona na pożeranie. Dosłownie: na pożarcie świata (…) Wszystkie sentymentalne „ale” popiskujące w jej stalowych kiszkach nie zmieniają ani na włos planu zakreślonej marszruty. Ameryka choruje na przerost mięśni. Jej potęga materialna wylewa się poza brzegi. Podstawą jej potęgi jest technika i mowy nie ma o zwekslowaniu potęgi amerykańskiej na jakieś „inne tory”.
„Myśl polska”
Dla tych co walczą (po polsku) o Ojczyznę

Zabiliście nas!
Znam takie określenia jak: broń psychotroniczna, psychotronika, broń elektromagnetyczna, broń skierowana. Nie jestem zawodowcem w tej dziedzinie, ale wiem, że taka broń istnieje, choć nie mam pewności, czy dokładnie rozumiem znaczenie wymienionych tu określeń. Dla ludzi, którzy tym tematem się nie interesują, bo nie muszą lub nie chcą, dziedzina ta jest czarną magią, zaliczają ją do science-fiction lub sądzą, że to sprawa dopiero dalekiej przyszłości. Dziwią mnie niedowiarki, bo przecież nie trzeba być fizykiem, by skojarzyć, że odbieranie słabiutkich sygnałów emitowanych przez mózg i ciało jest w dzisiejszych czasach wykonalne. Nie za sprawą cudu NASA uzyskuje dane z krańców galaktyki, steruje swoimi łazikami na Marsie i nie za sprawą cudu działają nasze smartfony, które bez żadnego przewodu drogą powietrzną przesyłają i odbierają sygnały.
Po mózgu krąży prąd elektryczny – to dzięki niemu myślimy, czujemy, rozumiemy. Fizycy, matematycy, chemicy, biolodzy i psychologowie łączą swe siły, aby śledzić jego ścieżki. Wspierając się wzajemnie, coraz lepiej rozumieją, w jaki sposób i gdzie ów prąd powstaje, dlaczego w danym momencie biegnie akurat do tego, a nie innego miejsca.
„Myśli i uczucia płyną z prądem”
Nasze polskie służby i wojsko są w posiadaniu urządzeń pełniących rolę broni psychotronicznej, elektromagnetycznej, skierowanej. Osiągnęli wysokie umiejętności, posługują się tymi urządzeniami z dużą precyzją, a nawet perfidią. Zostali doskonale przygotowani, z przysłowiową amerykańską perfekcją, pod względem psychologicznym – z psychologii terroru i okrucieństwa. Ale czy dla obrony narodu? Na podstawie moich doświadczeń wnioskuję, że nie dla obrony narodu, lecz realizacji celów strategii zachodniej, w tym Stanów Zjednoczonych. Może przede wszystkim Stanów Zjednoczonych? Co to za różnica? Jawią się całemu światu wraz z innymi krajami zachodnimi jako jeden solidarny front, a pokłócić się mogą między sobą co najwyżej w kwestii podziału łupów. A które państwo temu frontowi przewodzi, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Tak oto, mamy służby i wojsko świetnie przygotowane do wojny… w obronie zachodnich interesów. Do tego stopnia przygotowane, że nasi teoretyczni obrońcy nabyli umiejętność bicia przedstawicieli narodu polskiego, swoich rodaków, a to bez dociekania, po co i dlaczego wystawiono tą czy inną ofiarę na cel.
„Amerykańscy dyplomaci mogli być poddani działaniu szkodliwej energii elektromagnetycznej” PAP
Gdybym nie znała faktów, popłakałabym się nad losem amerykańskich dyplomatów potraktowanych bronią elektromagnetyczną! Śmiesznie mało przekazują Amerykanie do publicznej wiadomości na temat możliwości tej techniki. Dowiadujemy się, że poszkodowani cierpią na tzw. „syndrom hawański”, a oto skromny opis skutków oddziaływania tej broni:
„Syndromem hawańskim” określa się zespół dolegliwości, w tym zawroty i bóle głowy, karku, a także nudności, przemęczenie, problemy ze słuchem, ciśnieniem tętniczym krwi, pamięcią, czy poważniejsze zaburzenia pracy mózgu.
„Amerykańscy dyplomaci mogli być poddani działaniu szkodliwej energii elektromagnetycznej” PAP
Wymienione dolegliwości wobec rzeczywistych możliwości tej techniki to niewinne pieszczoty. Przecież technika psychotroniczna to straszna, makabryczna broń. Polska jest w nią wyposażona. Jednocześnie psychologicznie przystosowano obsługujących ją żołnierzy i pracowników służb, by ślepo przyjmując rozkazy zdolni byli godzić w swoich rodaków.
Mięso armatnie czy worki z ziemniakami?
Ponad osiem lat pracowałam nad internetowymi stronami, głównie jako koder, czasem jako grafik. Miałam 123 klientów, dla niektórych wykonałam po kilka stron. Dzięki mojej pracy zaistniało w Internecie dość sporo stron. Myślę, że mogę śmiało stwierdzić, że w pojedynkę osiągnęłam dużo – mam się czym pochwalić.
Wracam czasem do moich prac, przyglądam im się w Internecie, w 99%-tach jestem z siebie zadowolona. No, może w 95-ciu, ale przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, o czym każdy koder wie. Moje strony wyglądają i działają całkiem profesjonalnie. Naprawdę jakby nie powstawały w kuchni. W niedużej kuchni 2 na 3 m kw., w kącie obok kaloryfera.
Za plecami matka choleryczka ciska garami, nie zważając na to, że pracuję, co chwilę zadaje pytania jak do podkuchennej jakiejś, a to na odmianę gulgoce przekleństwa wściekła na cały świat i mnie. Ponieważ na każdą moją prośbę o spokój dostaje szału, rzadko kiedy reaguję. Kulę się w sobie, usilnie koncentruję na moich kodach — znoszę to, bo prymitywna awantura szarpie moje nerwy i wytrąca z równowagi na długie godziny, uniemożliwiając pracę nie mniej niż ten chamski za plecami rumor. Udało mi się wypracować jeden sukces: już nie dostaje szału, gdy odmawiam próbowania gotowanych przez nią potraw. Nasze gusty kulinarne różnią się, a na krytykę reaguje w skali od prychnięcia ze wzrokiem pełnym morderczej nienawiści, po wielodniową obrazę poprzedzoną inwektywami. Nie udało mi wypracować sukcesu w kwestii kipienia. Zrywam się niejednokrotnie, biegnę w kierunku kuchenki na złamanie karku, bo garnek szczelnie przykryty, płomień gazu na full, a mamcia ogląda telewizję w pokoju.
W takiej oto scenerii powstawały moje strony. W pewnym momencie zarejestrowałam sobie firmę – miałam więc firmę całkiem serio, z opłacaniem podatków i składek ZUS. Klientów ani kontrahentów-grafików do domu, do tej kuchni zapraszać oczywiście nie mogłam, kontaktowaliśmy się online. A dlaczego mam takie podłe warunki? Bo jakiś skurwiel prześladowca uczepił się mnie wiele, wiele lat temu i wraz ze swoją bandą, uważaną za legalne służby państwowe, torpedował wszystkie moje życiowe cele. A ponieważ w kraju zapanowała ślepa wiara w to, że w III Rzeczypospolitej prześladowców już nie ma, to dlatego nie udało mi się „upolować” tego zwyrodnialca i uzyskać pomocy należnej mi z racji prawa polskiego i międzynarodowego. W międzyczasie okazało się, że nici od „mojego” zwyrodnialca i jego bandy wiodą aż poza granice naszego kraju, na Zachód. A Zachód w dupie ma tą jakąś „brudną Polkę”, natomiast zwyrodnialcy i wszelkie bandy są bardzo mile widziani. Zachód generalnie wrzucił nas, Polaków, do grupy państw, które nadają się wraz z ludnością do wyzyskania, bo do czego innego dawne demoludy – według Zachodu – się nie nadają.
Bestialskie czasy nastały. Osoby cywilne w rejonach działań służb specjalnych i wojska bywają traktowane w sposób absolutnie nieludzki. W rejonach konfliktów zbrojnych, gdzie spadają bomby i odbywają się starcia wojsk, okrucieństwo wobec ludności cywilnej jest oczywiste. Niszczy się dobytek osób cywilnych, ich domy, narażone są na rany, a nawet śmierć. Tracą nieraz dorobek całego życia. Takie tragedie da się opowiedzieć i udokumentować. Da się też udzielić pomocy humanitarnej. Natomiast tragedie osób cywilnych w wyniku działań zakamuflowanych, przeprowadzanych przez służby tajne, w tym wojskowe, pozostają poza wiedzą opinii publicznej. Nie ma możliwości je udokumentować, a nawet ciężko opowiedzieć, bo mogą wydać się nieprawdziwe.
Osoby cywilne w czasie działań wojennych podlegają ochronie. Zabronione są ataki na ludność cywilną jako taką lub na osoby cywilne, zabronione są też akty i groźby przemocy, których głównym celem jest zastraszenie ludności cywilnej oraz ataki bez rozróżnienia (nie skierowane przeciwko określonemu celowi wojskowemu). Szczegółowo opisuje to Pierwszy Protokół Genewski (1978) w art. 51.
Wikipedia
W udowadnianiu poważnych przestępstw popełnianych przez „czarne owce” w służbach polskich i wojsku, służby te uczestniczyć nie chcą. Wykonałam bowiem kilka kroków, wysłałam pisma powiadamiające w kilka ważnych miejsc, z nadzieją (choć bardzo słabą), że może służby zechcą wesprzeć mnie dowodami, którymi dysponują. Najcięższe z przewinień – jak się okazuje – tolerowanych to: nieludzkie traktowanie i tortury, niewolnicze wykorzystywanie osoby cywilnej, działania rozbójnicze.
Cytat na dziś — nie siadajcie wspólnie do posiłku
9 Napisałem wam w liście, żebyście nie obcowali z rozpustnikami. 10 Nie chodzi o rozpustników tego świata w ogóle ani o chciwców i zdzierców lub bałwochwalców; musielibyście bowiem całkowicie opuścić ten świat. 11 Dlatego pisałem wam wówczas, byście nie przestawali z takim, który nazywając się bratem, w rzeczywistości jest rozpustnikiem, chciwcem, bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem lub zdziercą. Z takim nawet nie siadajcie wspólnie do posiłku.
/1 Kor 5/
Zdrada wszech czasów! Początki hybrydowej wojny.
/…/ Warto również podkreślić, że to polityka technokratycznej ekipy Edwarda Gierka zapoczątkowała powolną erozję socjalizmu w Polsce i uzależniła nasz kraj od międzynarodowych instytucji finansowych. Zaciąganie kredytów miało swoją cenę, podobnie jak promowanie konsumpcyjnego stylu życia, które doprowadziło do wzrostu oczekiwań i wytworzenia się postaw roszczeniowych szerokich rzesz społecznych. Również działaczom partyjnym zaczęło bardziej zależeć na „urządzeniu się” w życiu niż na działalności społecznej i pomyślności kraju. To właśnie pokolenie działaczy zaczynających swoje partyjne kariery za czasów Edwarda Gierka, tak łatwo zrezygnowało ze szczytnych haseł socjalizmu i zawarło pakt z częścią opozycji solidarnościowej przy Okrągłym Stole. To właśnie to pokolenie było gotowe podzielić się władzą w zamian za możliwość uwłaszczenia się i czerpania dalszych zysków z majątku wypracowanego w czasie Polski Ludowej. To właśnie to pokolenie nie miało oporów przed zmianą sojuszy międzynarodowych i wejściu Polski w amerykańską strefę wpływów, byleby tylko utrzymać się na powierzchni. Warto pamiętać o tym wszystkim promując postać Edwarda Gierka. Bo mam wrażenie, że wielu o tym zapomniało…
„Selektywna pamięć o Edwardzie Gierku” – „Myśl polska”
Cóż tak płaczą „styropiany”, że reżim, że okupacja?!! Na przykładzie rządów Gierka i jego ekipy widać, że Sowieci dali PRL-owi dużo swobody w nawiązywaniu relacji z państwami zachodnimi. Nasuwa mi się porównanie do państwa Nicolae Ceaușescu. Można o tym poczytać na Wikipedii. Też Związek Radziecki pozostawił Ceaușescu pełną swobodę w utrzymywaniu kontaktów z Zachodem.
Tzw. dekada gierkowska, czyli okres sprawowania przez Edwarda Gierka władzy w latach 1970–1980, charakteryzowała się w pierwszej połowie dynamicznym rozwojem gospodarczym Polski, aby w drugiej połowie zakończyć się wieloaspektowym kryzysem gospodarczym, który w efekcie doprowadził do kresu jego rządów, a w perspektywie kolejnej dekady do upadku systemu socjalistycznego w Polsce.
/…/
Wielu inwestycji nigdy nie ukończono, głównie z powodu źle skonstruowanego programu inwestycyjnego, który nie bilansował się, co spowodowało zbyt duże dysproporcje w całej gospodarce, doprowadzając przede wszystkim do kryzysu energetycznego i transportowego, związanego z brakiem rozbudowy infrastruktury kolejowej (największe środki przeznaczono na drogi państwowe).
/…/
Jednocześnie nastąpiło całkowite oderwanie cen detalicznych żywności od kosztów produkcji. Stałe i niskie ceny żywności oraz relatywnie szybki wzrost dochodów ludności spowodowały powstanie rynku producenta i wzrost dotacji budżetowych do produkcji rolnej w miarę jej intensywnego wzrastania.
Załamanie wzrostu produkcji rolnej nastąpiło w 1975, przy wciąż wzrastających potrzebach konsumpcyjnych. Zaczęto ograniczać eksport produktów rolnych, by nasycić rynek wewnętrzny, co spowodowało zmniejszenie nakładów na unowocześnianie rolnictwa i wzrost wydatków dewizowych na import żywności i pasz. Dodatnie przez cały okres powojenny saldo w handlu zagranicznym żywnością po raz pierwszy stało się ujemne.
W sierpniu 1976 rozpoczęło się reglamentowanie sprzedaży cukru (wprowadzono kartki). Jednocześnie występowały coraz większe problemy z zakupem innych towarów, głównie mięsa i jego przetworów. Jednak propaganda sukcesu nie pozwalała ówczesnym władzom na jakąkolwiek korektę linii rozwojowej gospodarki – począwszy od 1976 nastąpił stopniowo upadek polityki wzrostu gospodarczego ekipy Edwarda Gierka, opartej w dużym stopniu na systemie pożyczek zagranicznych, które rosły w lawinowym tempie. W 1970 r. zadłużenie zagraniczne było minimalne, pod koniec 1971 wyniosło 1,2 mld, w 1975 osiągnęło już 8,4 mld dolarów amerykańskich, w 1977 – 14,9 mld, aby w 1979 przekroczyć kwotę 23,8 mld. Pieniądze te przeznaczono na unowocześnianie przemysłu, zakładając, iż produkcja nowoczesnych artykułów pozwoli na sprzedaż ich na Zachód i na spłatę zaciągniętych kredytów, jednak w warunkach gospodarki socjalistycznej spowodowało to przeinwestowanie sektora przemysłu ciężkiego, wydobywczego i elektromaszynowego, kosztem nakładów na przemysł produkujący artykuły dla ludności, np. włókienniczego i spożywczego. Gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię dla wybranych gałęzi gospodarki, wzmocniony światowym kryzysem paliwowym z lat 70. XX wieku, związaną z nim (wprowadzoną przez RWPG) podwyżką cen ropy naftowej oraz marnotrawstwo spowodowały stopniowo pojawianie się oznak kryzysu gospodarczego. Równolegle systematycznie rosły koszty obsługi zadłużenia zagranicznego, co spowodowało nadmierne obciążenie budżetu państwa i brak funduszy na import artykułów niezbędnych do kontynuacji produkcji przemysłowej w nowych zakładach, pasz dla rolnictwa i zbóż – w efekcie nastąpiło zakłócenie ciągłości cyklu produkcyjnego w kluczowych dla gospodarki sektorach oraz generujących wymierne straty finansowe przestojów w pracy fabryk, głównie z powodu braku surowców, niezbędnych podzespołów i rosnącego deficytu energii.
Wikipedia
Polityka gospodarcza Gierka okazała się zdradziecka. Diabeł tkwi w szczegółach, takich jak te, które wynikają z powyższych cytatów z Wikipedii. Nie rozumiał Gierek, co robi? Przecież widać, że zagraniczne pożyczki miały na celu doprowadzić PRL do gospodarczego upadku.
Dalej Wikipedia:
W wielu kręgach politycznych uznawano Edwarda Gierka za robotniczego populistę, ale ponieważ znał język francuski i przebywał przez pewien czas we Francji i w Belgii, to zyskał sympatię prasy zachodniej, rozbudzając tym samym nadzieje społeczne na zmianę polityki społeczno-gospodarczej PZPR.” – i czytając między wierszami należałoby dodać, że rozbudzając zachodnie nadzieje na upadek Układu Warszawskiego.
Ponadto:
Polska stała się krajem tranzytowym dla arabskich grup terrorystycznych, takich jak Hezbollah czy Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, które za pośrednictwem Polski transferowały broń lub wykorzystywały ją jako bazę dla swoich przywódców. W Polsce w latach 80. przebywali Ilich Ramírez Sánchez, Abu Abbas oraz współautorzy masakry w Monachium sprzed ośmiu lat – Abu Nidal (do 1987) i Abu Daoud (na którego w 1981 dokonano w Warszawie nieudanego zamachu).
Czyli sumując: Gierek mamił naród obietnicami, podczas gdy w rzeczywistości prowadził działania mające na celu doprowadzić do kryzysu PRL-u, a w efekcie do rozbicia Układu Warszawskiego. Przecież tak zaczęła się wielka ekspansja Zachodu na demoludy. To było preludium do tego co rozegrało się potem i trwa do dziś.
Meduzy
Scena z jakiegoś amerykańskiego filmu: Idzie dziadzio z wnuczkiem wzdłuż wybrzeża, a na piasku leży mnóstwo meduz wyrzuconych przez sztorm. Dziadzio bierze jedną, wrzuca do morza, potem drugą, trzecią. Wnuczek pyta: dziadku, po co ty to robisz, przecież to wszystko jedno, nie uratujesz każdej, jest ich tak dużo. Dziadek spojrzał na meduzę, którą trzymał w rękach, i odparł: ale jej nie jest wszystko jedno. Czy amerykańscy politycy oglądają amerykańskie filmy? Sądząc po ich polityce i strategii, to chyba nie albo byle jak. Szkoda, bo świat mógłby dziś wyglądać całkiem inaczej.
„Ukraina to suma wszystkich nieszczęść?” [Obserwator polityczny]
Ukraina to suma wszystkich nieszczęść? Lęków, bólu i dramatów, jakie nagromadziły się w postjałtańskiej przestrzeni buforowej w Europie Środkowej? Terytorium Ukrainy rządzone przez oligarchów nie służy dzisiaj ani pokojowi międzynarodowemu, ani na pewno zamieszkującej je ludności. Dla wielu, którzy tam jeszcze pozostali to nieszczęście i zmarnowane życiorysy. Chociaż jeszcze nie tak dawno, poziom życia tam – był wyższy, niż w Polsce, a kraj swoim potencjałem po wyjściu z ZSRR – nie różnił się od potencjału Francji. Miał technologię, wielką bazę przemysłową, miliony specjalistów, był w istocie diamentem oszlifowanym przez lata wzrostu, stabilizacji i dobrobytu, jaki zapewnił ZSRR.
„Obserwator polityczny”
Zdecydowanie artykuł w całości polecam, koniecznie łącznie z komentarzami pod spodem.
