Znam takie określenia jak: broń psychotroniczna, psychotronika, broń elektromagnetyczna, broń skierowana. Nie jestem zawodowcem w tej dziedzinie, ale wiem, że taka broń istnieje, choć nie mam pewności, czy dokładnie rozumiem znaczenie wymienionych tu określeń. Dla ludzi, którzy tym tematem się nie interesują, bo nie muszą lub nie chcą, dziedzina ta jest czarną magią, zaliczają ją do science-fiction lub sądzą, że to sprawa dopiero dalekiej przyszłości. Dziwią mnie niedowiarki, bo przecież nie trzeba być fizykiem, by skojarzyć, że odbieranie słabiutkich sygnałów emitowanych przez mózg i ciało jest w dzisiejszych czasach wykonalne. Nie za sprawą cudu NASA uzyskuje dane z krańców galaktyki, steruje swoimi łazikami na Marsie i nie za sprawą cudu działają nasze smartfony, które bez żadnego przewodu drogą powietrzną przesyłają i odbierają sygnały.
Po mózgu krąży prąd elektryczny – to dzięki niemu myślimy, czujemy, rozumiemy. Fizycy, matematycy, chemicy, biolodzy i psychologowie łączą swe siły, aby śledzić jego ścieżki. Wspierając się wzajemnie, coraz lepiej rozumieją, w jaki sposób i gdzie ów prąd powstaje, dlaczego w danym momencie biegnie akurat do tego, a nie innego miejsca.
„Myśli i uczucia płyną z prądem”
Nasze polskie służby i wojsko są w posiadaniu urządzeń pełniących rolę broni psychotronicznej, elektromagnetycznej, skierowanej. Osiągnęli wysokie umiejętności, posługują się tymi urządzeniami z dużą precyzją, a nawet perfidią. Zostali doskonale przygotowani, z przysłowiową amerykańską perfekcją, pod względem psychologicznym – z psychologii terroru i okrucieństwa. Ale czy dla obrony narodu? Na podstawie moich doświadczeń wnioskuję, że nie dla obrony narodu, lecz realizacji celów strategii zachodniej, w tym Stanów Zjednoczonych. Może przede wszystkim Stanów Zjednoczonych? Co to za różnica? Jawią się całemu światu wraz z innymi krajami zachodnimi jako jeden solidarny front, a pokłócić się mogą między sobą co najwyżej w kwestii podziału łupów. A które państwo temu frontowi przewodzi, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Tak oto, mamy służby i wojsko świetnie przygotowane do wojny… w obronie zachodnich interesów. Do tego stopnia przygotowane, że nasi teoretyczni obrońcy nabyli umiejętność bicia przedstawicieli narodu polskiego, swoich rodaków, a to bez dociekania, po co i dlaczego wystawiono tą czy inną ofiarę na cel.
„Amerykańscy dyplomaci mogli być poddani działaniu szkodliwej energii elektromagnetycznej” PAP
Gdybym nie znała faktów, popłakałabym się nad losem amerykańskich dyplomatów potraktowanych bronią elektromagnetyczną! Śmiesznie mało przekazują Amerykanie do publicznej wiadomości na temat możliwości tej techniki. Dowiadujemy się, że poszkodowani cierpią na tzw. „syndrom hawański”, a oto skromny opis skutków oddziaływania tej broni:
„Syndromem hawańskim” określa się zespół dolegliwości, w tym zawroty i bóle głowy, karku, a także nudności, przemęczenie, problemy ze słuchem, ciśnieniem tętniczym krwi, pamięcią, czy poważniejsze zaburzenia pracy mózgu.
„Amerykańscy dyplomaci mogli być poddani działaniu szkodliwej energii elektromagnetycznej” PAP
Wymienione dolegliwości wobec rzeczywistych możliwości tej techniki to niewinne pieszczoty. Przecież technika psychotroniczna to straszna, makabryczna broń. Polska jest w nią wyposażona. Jednocześnie psychologicznie przystosowano obsługujących ją żołnierzy i pracowników służb, by ślepo przyjmując rozkazy zdolni byli godzić w swoich rodaków.
