TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

Prasówka

„Samozadowolenie kultury Zachodu” – przekroj.pl

Emigracje oraz globalne zjawisko przyjmowania przez różne narody zachodniego stylu życia sprawiają, że tu i ówdzie można natknąć się na argument o „wyższości kultury Zachodu”. Opiera się on na założeniu, że cywilizacja euroamerykańska miałaby być odpowiedzią na powszechne ludzkie potrzeby. Rozważmy ów argument w jego najogólniejszej postaci.

Najkrócej mówiąc, można traktować go jako przejaw ogromnej ignorancji historycznej i narcystycznego samozadowolenia. Jak zauważył słynny francuski antropolog Claude Lévi-Strauss, przyjmowanie zachodniego modelu życia nie jest skutkiem spontanicznego wyboru, lecz braku wyboru. Imperia mezoamerykańskie, plemiona afrykańskie i australijskie nie porzuciły ochoczo swoich wierzeń i kultur po zetknięciu się z białym człowiekiem. Jego pojawienie się w ich świecie bezpośrednio lub pośrednio zniszczyło te kultury, tak że struktury ich tradycyjnego świata bezpowrotnie przestały istnieć. Zachodnie wojska, misjonarze, poszukiwacze złota, plantacje cukru czy atlantyckie niewolnictwo postawiły wiele społeczeństw wobec alternatywy: albo dołączyć do Zachodu, albo podjąć z nim nierówną walkę. Zauważmy przy okazji, że współczesna pozycja cywilizacji euroamerykańskiej nie byłaby zapewne tak silna, gdyby nie stulecia wykorzystywania siły roboczej innych nacji, złóż położonych na ich terytoriach czy opanowywania niezachodnich szlaków handlowych.

Jeśli pod jakimiś względami Zachód przewyższa inne kultury, nie znaczy to, że dzieje się tak w każdej dziedzinie. Przykładowo, przeciętna wiedza botaniczna czy zoologiczna Europejczyka jest wręcz żenująco niska w porównaniu z tą, jaką mają pewne plemiona „pierwotne”. Etnografka Laura Bohannan naukę języka jednego z plemion afrykańskich zaczęła od lokalnych nazw roślin. Wybrana metoda okazała się fatalna. Tubylcy przynosili jej setki próbek, których badaczka nie potrafiła zidentyfikować. Nawet dziesięciolatki prześcigały w znajomości roślin oraz ich zastosowania tę wykształconą na zachodnią modłę uczoną, nie mogąc uwierzyć w jej niewiedzę. Wspomnijmy też o przypadku użytkowników papuaskiego języka tewa, w którym morfologiczny opis liści zawiera aż 40 terminów, a sadzonki kukurydzy określa się 15 różnymi słowami!

Na koniec warto także przypomnieć jedną z najbardziej uniwersalnych skłonności ludzkich: etnocentryzm. Podobnie jak ludy Zachodu uważają się za najbardziej cywilizowane, tak przedstawiciele nawet „najprymitywniejszych” – z naszej perspektywy – plemion uznają się za jedynych „prawdziwych” ludzi. Ilekroć antropolog Curt Unckel Nimuendajú opuszczał badane przez siebie plemiona brazylijskie, by na jakiś czas wrócić do „cywilizacji”, tubylcy popadali w istny lament: współczuli mu, że opuszcza ich wieś, będącą w ich odczuciu centrum świata.

Przekrój

Należałoby tu jeszcze dodać przykład rozprawienia się przez Zachód z komuną. Zachód, nie licząc się z prawem, narzucił swoje kryteria, co jest dobre, a co złe. Dobrem okazało się nawet napadanie na ludność cywilną po domach. Zachodni antykomunizm okazał się kolejnym aktem niszczenia.

Regiony:

„Była atrapa i jest atrapa” – Jerzy Domański

Ubiegły tydzień zaczął się od pogrzebu polityków, którzy po wojnie tworzyli w Londynie kolejne rządy na uchodźstwie i obdarowywali się tytułami prezydentów, premierów i ministrów. Sami sobie wręczali odznaczenia i ordery. Świat ich nie uznawał, Anglicy zaś traktowali jak polityczne dziwadła. Jaka jest wdzięczność Anglików, przekonali się po wojnie bohaterscy polscy lotnicy i żołnierze Andersa. Generałowie pracowali w cywilu jako barmani i portierzy. Kabaretowe władze londyńskie reanimował Lech Wałęsa, co przy jego wiedzy nie dziwi, a bardziej śmieszy. Podobnie jak ta pompatyczna uroczystość w warszawskiej świątyni. Z Macierewiczem w roli głównego gościa. Jeśli tak ma wyglądać Panteon Wielkich Polaków, to władze Kościoła są na najlepszej drodze do kompletnego ośmieszenia tej idei. Prezydent Duda i premier Morawiecki to już chyba ostatni politycy, którzy będą się meldowali na każdy gwizdek hierarchii. Można więc się spodziewać wzmożonego parcia na rozmaite dotacje i inwestycje. Bo i o nie tu przecież chodzi. Reszta jest atrapą. Tak jak atrapą było londyńskie uchodźstwo. Jedno prawdziwe zdanie, które padło w Wilanowie, dotyczyło tego, że jest ono nieobecne w pamięci Polaków. Bez słowa samokrytyki, bo przez ponad 30 lat prawica i Kościół mogły coś w tej sprawie zrobić. Jeśli oczywiście wierzą w tę rzekomą wielkość londyńskich polityków. A dlaczego są oni nieznani? Bo brak im zasług na miarę Panteonu. I żadne sztuczki z windowaniem ich na pomniki tego nie zmienią. Polska jest jedna. Od tak oczywistych słów zaczął swoje wystąpienie prezydent Duda. I jak to on, natychmiast sobie zaprzeczył. Wykreślając z historii całe 45 lat Polski Ludowej. Jeśli coś mnie u Dudy zastanawia, to jego alergia na PRL. Ustrój, któremu jego rodzina tyle zawdzięcza.

Znacznie mniej elokwentny był prezydent Duda, gdy ukraińska rakieta zabiła dwóch Polaków w Przewodowie. Rakieta wystrzelona z Ukrainy, a nie z Rosji czy Białorusi.

Jak celnie zauważył w tym numerze prof. Widacki, Przewodów nie stał się drugim Sarajewem, od którego zaczęła się I wojna światowa. Minister Rau, zamiast włączyć sobie jakąś stację amerykańską, wezwał ambasadora Andrejewa i wręczył mu notę dyplomatyczną, która tak się ma do Przewodowa jak piernik do wiatraka. A mógł wcześniej się dowiedzieć od Amerykanów, że Polaków zabili Ukraińcy. Po tym wydarzeniu Polacy wiedzą, że w razie podobnych wydarzeń na terenie Polski trzeba słuchać Bidena, a nie Dudy.

Wersję o ataku rosyjskim podtrzymuje tylko prezydent Zełenski. Jakby koniecznie chciał dowieść, że w czasie wojen wszyscy kłamią.

tygodnikprzeglad.pl
Regiony:    

„Mały apel majowy” – ks. Mietek Puzewicz

Środa 1 maja 2013

Może bardziej czujemy niż wiemy, że obecny kształt cywilizacji jest jak kolos na glinianych nogach i prędzej czy później rozsypie się z hukiem. Kierunek, w jakim toczy się cywilizacja nie ma żadnego sensu. Zdominowany jest przez kilka procesów, które da się opisać w pojęciach: szybciej, więcej, głośniej i mocniej. Oczywiście upraszczam, ale nie miejsce tu na elaborat.

Coraz szybsze mamy samochody, samoloty, rakiety, motocykle, pociągi, komórki (w sensie przesyłu danych) i komputery. Zyskujemy dzięki temu więcej czasu, który zwykle inwestujemy w osiąganie czegoś „więcej” – pieniędzy, rzeczy, przedmiotów, gadżetów. Głośniej i mocniej to z kolei wyznaczniki dobrej zabawy, gdzie dominującą rolę odgrywa produkcja adrenaliny.

Nikt nie umie sensownie odpowiedzieć na pytanie dlaczego ma być szybciej, więcej, głośniej i mocniej. Zresztą chodzi właśnie o to, abyśmy nie zadawali sobie (i innym) pytania o sens. Jeśli ktoś stawia takie pytanie, jest uważany za dziwaka, który nie rozumie współczesności, nie wie „o co idzie”. Dana rzecz, zjawisko, wydarzenie, nie musi być mądra, dobra czy pożyteczna, musi jedynie spełniać kryteria szybkości, wielkości i mocy. Absurdy mają się dzięki temu dobrze i coraz lepiej.

Po kolei wiekopomne instytucje i dzieła ludzkości zmieniają znaczenie. Polityka, w miejsce służby ludziom (społeczeństwu), stała się grą półinteligentów, sztuką uwodzenia wyborców. Gospodarka gotowa jest produkować nie rzeczy potrzebne i trwałe, ale takie, które uda się ludziom wcisnąć (dzięki mocy reklamy). Media posługują się w równej mierze kłamstwem, prawdą, prowokacją, skandalem, wszystkim co da się wymienić na zysk. Kultura porzuciła wymóg piękna, harmonii i poznania, w imię epatowania głównie innością i gabarytem wulgaryzmu. Nie skarżę się, nie narzekam, zupełnie na chłodno oglądam i słucham, co się dzieje.

Jasne, wiem, że mój głos „Król jest nagi!”, nie ma znaczenia. Mam nadzieję, że krzyknie to ktoś, kogo głos wstrząśnie globalnie. Coś w tej sprawie dzieje się w najnowszej historii Kościoła, niedawno za sprawą głosu Jana Pawła II, teraz w gestach i mowach Franciszka.

Kiedy chcę mieć jakiś naprawdę świeży news, wolę otworzyć okno niż Internet. Za oknem dzieje się wiele rzeczy prawdziwych i pięknych, w Internecie trzeba pompować bzdety, aby stały się „czymś”. Cieszę się, że wciąż nikt nie wymyślił patentu na pogodę i mamy tak często zupełnie inną niż oczekiwalibyśmy. I mam nadzieję, że nikt nie złamie kodu porozumiewania, jakim posługują się jelenie i żurawie.

Jestem też pełen wiary w zdolność otrząsania się z głupoty i małostkowości, w czujny zmysł dobra i mądrości, które wielu ludzi pielęgnuje w sobie. I mam taki mały majowy apel – pomóżmy, żeby ten kolos na glinianych nogach rozchrzanił się prędzej. Po prostu bądźmy pomimo wszystko dobrzy i lepsi, niekoniecznie szybsi i więksi. Bądźmy bardziej szczerzy i ufni, niekoniecznie głośniejsi i mocniejszy.

I dzielę się z wami wiarą, że ten kształt cywilizacji może się bardzo szybko zmienić, w Cywilizację Miłości.

itinerarium.pl
Regiony:    

„ISW: Kreml próbuje naprawić wizerunek Putina jako lidera czasu wojny” [PAP]

Nagłośnione publicznie spotkania Władimira Putina wskazują, iż Kreml próbuje naprawiać jego wizerunek prezentując go jako kompetentnego lidera czasu wojny i przywódcę mającego kontakt ze społeczeństwem – ocenia amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW).

PAP

Artykuł 11 Układu Warszawskiego mówi:

Art. 11 Układu deklarował jego rozwiązanie w przypadku utworzenia w Europie systemu bezpieczeństwa zbiorowego i zawarcia w tym celu Ogólnoeuropejskiego Układu o bezpieczeństwie zbiorowym, do czego wytrwale dążyć będą Układające się Strony.

Wikipedia

I powstała Unia Europejska, ale Unia okazała się agresywna wobec Rosji, zresztą wobec Polski również. Na pewno Rosja ma powody do prowadzenia działań obronnych. Operacja na Ukrainie, czy inne działania Rosji, to nie są jakieś tam wojenki z nudów, lecz wojna o istnienie tego kraju. Wizerunek Putina ma znaczenie strategiczne, o czym doskonale wiedzą ci, którzy na wszelkie sposoby usiłują zdyskredytować i spłycić postać prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Regiony:        

„Media: od 1933 r. Niemcy bogacili się wywłaszczając i grabiąc majątki żydowskich przedsiębiorców” [PAP]

Państwo nazistowskie umożliwiło milionom Niemców czerpanie korzyści z wywłaszczania i grabieży majątków żydowskich przedsiębiorców. Przymusowy proces tzw. aryzacji, polegający na przekazywaniu żydowskich majątków w ręce nowych, aryjskich właścicieli, był rabunkiem na gigantyczną skalę – opisuje portal „Spiegel”.

Tekstylny dom towarowy Alsberg był znaną, wiodącą siecią handlową w Republice Weimarskiej. „Od Bochum przez Osnabrueck aż do Drezna żydowska firma sprzedawała odzież i jedwabie w prawie 30 lokalizacjach. Po dojściu do władzy narodowych socjalistów w 1933 roku filie przejęli biznesmeni nie będący Żydami, w większości znacznie poniżej wartości rynkowej” – opisuje „Spiegel”.

Alsbergowie nie byli jedyną żydowską rodziną, która w tamtym czasie z sukcesem prowadziła przedsiębiorstwo handlowe. Jak szacują eksperci, w Niemczech w 1933 roku działało blisko 100 tys. żydowskich biznesów, z czego do 1945 roku nie przetrwało ani jedno – wszystkie one przeszły w ręce „aryjskie” lub uległy likwidacji.

Czytaj więcej PAP

Jak ja mam, w duchu dobrosąsiedzkich stosunków z Niemcami, uniknąć porównania wyniszczania Żydów do KATASTROFY PRZEMYSŁOWEJ W POLSCE PO 1989 ROKU?? Więcej linków na ten temat mam TUTAJ. I czemu ja w tym kraju czuję się jak „brudna Polka”??

Regiony:    

„Sprawa Juliana Assange’a” – Jan Opielka [2022] [dziennikarzerp.org.pl]

„Jestem szczególnie zaangażowany w tę sprawę, ponieważ jej znaczenie wykracza daleko poza Juliana Assange’a jako osoby, a także poza bezpośrednio związane z jego sprawą państwa. (…) Sprawa Assange’a to opowieść o człowieku, który jest prześladowany i maltretowany za ujawnianie brudnych sekretów władzy, zbrodni wojennych, tortur i korupcji. Jest to historia najpoważniejszej arbitralności sądowniczej w zachodnich demokracjach, które w innych przypadkach lubią być pionierem w dziedzinie ochrony praw człowieka. To historia celowej zmowy wywiadowczej i rządowej za plecami opinii publicznej i parlamentów narodowych. (…) To opowieść o człowieku, którego wszyscy uczyniliśmy kozłem ofiarnym za porażkę naszego społeczeństwa w walce z korupcją administracji i sankcjonowanymi przez państwo przestępstwami. Jest to więc opowieść o każdym z nas, o naszej własnej wygodzie, samooszukiwaniu i współodpowiedzialności za polityczne, gospodarcze i ludzkie tragedie naszych czasów. Sprawa Juliana Assange’a stanowi mrożący krew w żyłach precedens, kiedy bowiem mówienie prawdy stanie się przestępstwem, wszyscy będziemy żyć w tyranii”. [Nils Melzer — przyp. red.]

dziennikarzerp.org.pl

No comment…

Regiony:

„Wredny” – Joanna Czartoryska [2014][dziennikarzerp.org.pl]

Wredny! To słowo robi niezwykłą wprost karierę. Otwieram „Newsweek, a tu naczelny nie może napisać wstępniaka bez tego słowa. Otwieram „Politykę”, a tu cały ogromny tekst czołowych publicystów, w którym słowo to jest wymieniane wiele razy. Co się dzieje?

WREDNY! Oto słowo klucz. Do czego? Do opisu sytuacji w dzisiejszej Polsce, do porównania przeciwnika do siebie, oczywiście w kontrapunkcie. A co to słowo tak naprawdę znaczy? Ja używam go czasami, doprawdy bardzo rzadko, wtedy, gdy nie mogę znaleźć już gorszego określenia na czyjeś negatywne zachowanie. Nie ma w moim słowniku mocniejszego określenia na czyjeś złe zachowanie.

Z ciekawości zajrzałam do słowników języka polskiego. I co się okazało? Otóż, w słowniku języka polskiego PWN z 1968 roku w ogóle tego terminu nie ma! No cóż, słownik jest Mały (chociaż ma 1033 strony). Następnie zajrzałam do słownika języka polskiego PWN z 1989 roku. Tu już „wredny” jest. Jak należy je rozumieć? Podkreślam, że słowo oznaczone zostało, jako pospolite. „Wredny” to człowiek fałszywy, obłudny, zły (wredny człowiek, kolega, typ, uśmiech a w przenośni – wredna droga, pogoda). A co w nowszych czasach? W internetowym wielkim słowniku języka polskiego – „wrednie” to podle, nieprzyjemnie, zaś w internetowym słowniku języka polskiego PWN „wredny” to (też słowo potoczne), taki, który jest pełen fałszu i podłości, trudny do zniesienia, budzący niechęć.

Wróćmy do wskazanych elitarnych tekstów. Otóż w jednym z nich „wrednym” nazwane jest nasze państwo! Dalej użyte są jeszcze słowa: niebezpieczne i bezmyślne. Wszystko to w kontekście „sprawy Trynkiewicza”. Nie chcę się wypowiadać w tej sprawie, choć jako prawnik wykonujący w życiu wiele lat zawód prokuratora i adwokata, mam wiele do powiedzenia, i od strony merytorycznej i formalnej. Jednak, jako czytelnik prasy opiniotwórczej stanowczo protestuję!

Jestem w stanie zrozumieć konieczność używania zabiegów marketingowych, zwiększających poczytność pisma. Nie odmawiam nikomu, kto ma, talentu, przenikliwości, trafności w wielu ocenach i talentu dziennikarskiego. Jednak, nie spodziewałam się, że ulegając owczemu pędowi, tygodnik uchodzący za opiniotwórczy i w pewnym sensie elitarny zejdzie do poziomu obecnego w przestrzeni internetowej. Gdy będę chciała pooglądać zalew panującej tam nienawiści, to otworzę sobie komputer i wybiorę dowolną stronę z komentarzami. Zobaczę jak wygląda nienawiść w czystej postaci. O nie, przepraszam, nie czystej, bo z wszechobecnymi błędami ortograficznymi. Jednak nie chcę! Nie obchodzi mnie, jakim językiem operują ludzie, którzy nie mają odwagi powiedzieć komuś w oczy, co złego myślą. Wychowano mnie, że anonimy to coś obrzydliwego! Otwierając tygodnik „na poziomie” chcę mieć informacje, komentarze „na poziomie”, jaki jeszcze pamiętam z czasów słusznie minionych. Dobrze, że minionych pod wieloma względami. Ale, nie pod wszystkimi! Nie chcę, aby minęła polszczyzna, jaką operowali ludzie uważający siebie i sobie podobnych za elitę intelektualną. Co więcej, taką elitą byli i równanie do nich było programem, wskazówką, a nawet zaszczytem! A dzisiaj? No cóż, wszystko się zmieniło. Przede wszystkim wartości. Ludzie też!

Podobnie rzecz się ma z tekstem „Wredna mowa” M. Janickiego i W. Władyki w „Polityce”. Jeżeli obu autorom zdaje się, że w tym tekście są lepsi od krytykowanych, to powinni się zastanowić, na ile cytując obficie wstrętne wypowiedzi internetowych hejterów dają im satysfakcję swym zainteresowaniem i nagłaśniają to, co tamci piszą. Wydaje mi się, że chyba rozumiem ideę zabiegu cytowania, ale pisząc o tym, że „wredna mowa” jest zaraźliwa, pokazali równocześnie, że mikroby choroby i na nich mają pewien wpływ. I nie zmienia tego faktu, że oni ciągle jeszcze krytykują „wredną mowę”. Swymi wiwisekcyjnymi cytatami dają możliwość oswojenia się czytelnikom z zalewającym nas – powiedzmy to wprost – chamstwem nie tylko w mowie i piśmie, ale i obyczajach. Powtarzają wszystkie obrzydliwe zniewagi, przyczyniając się do ich utrwalania. Myślę, że nie to było ich zamiarem.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że aż się prosi krzyknąć, kolokwialnie właśnie: stop kapela, resetujemy! Od teraz gramy inaczej! Od początku!

U mnie w domu mówiło się, że pewnych rzeczy się nie robi. Po prostu, nie i już! Jakich? Zwykłych – nie używa się pewnych słów, a poza tym nie obraża innych, nie rani ich uczuć, nie obmawia, nie sprawia przykrości, a jak się zrobi coś złego, to trudno, trzeba się przyznać i ponieść skutki. Tak po prostu, tak normalnie: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Naiwnie? Być może, jak na dzisiejsze czasy, ale obawiam się, że jeśli nie zostanie powstrzymany ten zalew złych myśli, brutalnych zachowań, a także złych słów, to czeka nas…..Czy ktoś pamięta jeszcze, co w polskim języku oznacza Sodoma i Gomora? Tego właśnie oczekiwaliśmy od wolności?

dziennikarzerp.org.pl

Jeszcze nasrać, nakichać i narzygać na ten kraj!

Regiony:    

Nie obronili flanki!

W środę w godzinach porannych agencja AP poinformowała za źródłami w administracji Stanów Zjednoczonych, że według wstępnych ustaleń w Przewodowie eksplodował pocisk ukraińskiej obrony przeciwrakietowej, który został wystrzelony w kierunku rakiety nadlatującej z Rosji i omyłkowo trafił w terytorium Polski.
Eksplozja w Przewodowie
We wtorek o godzinie 15.40 na terenie wsi Przewodów w powiecie hrubieszowskim w województwie lubelskim doszło do wybuchu pocisku produkcji rosyjskiej, w wyniku czego śmierć poniosło dwóch obywateli Rzeczypospolitej Polskiej – przekazało polskie MSZ w komunikacie w nocy z wtorku na środę.

PAP – „CNN: samolot zwiadowczy NATO zarejestrował tor lotu rakiety, która eksplodowała w Przewodowie”

Zełenski: stało się to, przed czym od dawna przestrzegaliśmy

PAP

Taaaak, stało, się, Wasza rakieta spadła na polską ziemię!

Regiony:        

„Premier o Wojskach Obrony Terytorialnej: Są w gotowości, by odeprzeć wroga” [interia.pl]

obrazek

W czasach trudnych i najtrudniejszych – czasach wojny, które oby nie nadeszły na naszą ziemię, są w gotowości, aby służyć naszej ojczyźnie, odeprzeć wroga, obronić niepodległość – mówił Mateusz Morawiecki podczas uroczystości zaprzysiężenia żołnierzy 18. Stołecznej Brygady Obrony Terytorialnej. Zaznaczył również, że utworzenie Wojska Obrony Terytorialnej było właściwym krokiem.

interia.pl – patrz komentarze!

Julian Tuwim „Do prostego człowieka”

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić „historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”.
– O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

Do prostego człowieka – interpretacja

W pierwszej części swego utworu podmiot liryczny obnaża machinę wojennej propagandy. Szyderczo opisuje metody i kłamstwa, jakimi posługują się werbownicy bez problemów sięgający po szumne hasła, wzniosłe argumenty oraz misternie pogrywający na najsubtelniejszych uczuciach, by osiągnąć swe przyziemne cele. 

Wyrachowane odwoływanie się do tradycji narodowych, poczucia tożsamości z przodkami, najbardziej wyrafinowana żonglerka argumentami nie racjonalnymi, a uczuciowymi, by zawładnąć ludzkimi duszami i osiągnąć swój cel – to wszystko w walce o mięso armatnie jest stosowane. Bolesne jest nawet wprowadzanie sacrum do zdecydowanego profanum, aby i do uczuć religijnych się uciec w imię zwerbowania jak największej ilości ludzi, żenujący jest ironicznie opisywany przez Tuwima tumult, który zaciągnięciu się do armii ma nadać sztafażu widowiska: Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin/pobłogosławić twój karabin,/bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,/że za ojczyznę bić się trzeba/Kiedy rozścierwi się, rozchami/wrzask liter z pierwszych stron dzienników/a stado dzikich bab kwiatami/obrzucać zacznie żołnierzyków. 

Cała ta groteskowa fasada nie zmieni tego, co zostanie nagim faktem: że trzeba iść i z armat walić,/mordować, grabić, truć i palić. W całym przekazie podmiotu lirycznego widać dobitnie jego obrzydzenie fałszywym językiem, jakim posługuje się propaganda, pełnym wyrachowanych środków, za pomocą których tumani się tytułowych prostych ludzi. Brutalnością i dosadnością używanych na ów proceder określeń podmiot liryczny definiuje, co sądzi o tych mechanizmach (np. w przywoływanym już wyżej fragmencie: rozścierwi się, rozchami/wrzask liter z pierwszych stron dzienników). 

Opisawszy zaś dobitnie prawidła rządzące kampanią wojenną, podmiot liryczny przystępuje do bezpośredniego apelu, zwracając się bezpośrednio: O przyjacielu nieuczony/mój bliźni z tej czy innej ziemi/wiedz… – od tego momentu ton jego wypowiedzi przestaje być zjadliwy, a staje się gorący, zaangażowany, pełen mocy w potrzebie przekonania tytułowego adresata, by nie ulegał wcześniej opisywanym mechanizmom. Najpierw obnaża prawdziwe intencje agitatorów, którzy tak wielu pięknych słów używali, by zwabić jak największą ilość ludzi i zasilić ich życiem swe armie: Wiedz, że to bujda, granda zwykła,/gdy ci wołają „broń na ramię”/że im gdzieś nafta z ziemi sikła/i obrodziła dolarami/że coś im w bankach nie sztymuje,/że gdzieś zwęszyli kasy pełne/lub upatrzyły tłuste szuje/cło jakieś grubsze na bawełnę. 

Ukazawszy smutną prawdę, podmiot liryczny rzuca krótkie i dobitne: Rżnij karabinem w bruk ulicy/Twoja jest krew, a ich jest nafta/I od stolicy do stolicy. Buntownicze i zawadiackie, zawołanie: Bujać – to my, panowie szlachta!jest mocnym akcentem finalnym tego radykalnego wezwania do stanięcia na przekór, które przysporzyło Tuwimowi sporo krytyków, zbulwersowanym otwartym przesłaniem do uchylenia się od służby na rzecz kraju. Nadrzędną intencją poety jest jednak otwarcie oczu prostych ludzi na manipulacje, którym są poddawani ze strony cyników.

bryk.pl
Regiony:
Page 15 of 26
1 … 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds