Polskie służby stosują tortury polegające na oddziaływaniu falami na wnętrzności człowieka. Jest to niewyobrażalnie bestialska metoda. Bestialska niezależnie od tego, który z organów wewnętrznych organizmu jest atakowany. Nie trzeba chyba nikomu uświadamiać, jak przykre może być na przykład drażnienie falami serca. Każdy ma na tyle własnej wyobraźni, by zrozumieć jak okrutna i przerażająca jest metoda drażnienia serca falami. Osoba w ten sposób zaatakowana ma wrażenie, jakby ktoś dotykał jej serca dłonią — ściskał czy choćby lekko trącał. To, o czym piszę, to nie jest science-fiction. Istnieją w Polsce jakieś służby, które w technikach torturowania falami przygotowane zostały doskonale. Z biegiem czasu, z biegiem lat, a raczej dekad, pracownicy tych służb osiągnęli perfekcję, a jednocześnie odczłowieczyli się zupełnie. Torturują już całkowicie bez żadnych oporów, z zimną krwią. Wydaje się, że szczególnie upodobali sobie system trawienny ofiar, a zwłaszcza system wydalania. Tu wykazują się ogromną fantazją — bawią się treścią jelit jak plasteliną. Nie jest trudno sobie wyobrazić, że falami da się pobudzić jakiś organ nad miarę lub wyhamować, trochę lub bardzo. Można na przykład przyhamować ruch robaczkowy jelit, co skutkuje tym, że kał zbyt pomału się przesuwa, lub nawet prawie się nie przesuwa. Można równocześnie przyhamować prace gruczołów trawiennych, co skutkuje tym, że kał zbija się w grudy twarde jak kamienie. Takich kamieni nie da się w sposób naturalny wypchać z siebie. Pokrótce opisałam tu, w jaki sposób polskie służby wykorzystują wysoko specjalistyczny sprzęt militarny, który powinien być w rękach wysokiej klasy profesjonalistów wojskowych, nieskazitelnych pod względem wierności i lojalności Ojczyźnie oraz Narodowi polskiemu. Wiedząc to, co wiem, wstydzę się przed całym światem przyznać, że jestem Polką. I na pewno nie jestem odosobniona. Polecam mój wpis dowódcom stosownych służb i szczebla według właściwości.
Pokątnie mi tu sugerowano, że istnieje potrzeba tajnego kontaktu służb Polski ze służbami Rosji, a to w celu wyjaśnienia różnych spraw z przeszłości. Spodobał mi się ten pomysł, był zdecydowanie lepszy niż wyjaśnianie spraw drogą wojny. Nie sądziłam wówczas, że ten kontakt będzie się odbywał na mój koszt.
Zniszczyliście mój dom rodzinny, zniszczyliście Kambodżę. Przywłaszczyliście sobie dom rodzinny mój i moich rodziców i przerobiliście na Waszą bazę. Od końca lat siedemdziesiątych, to już nie jest dom, lecz Wasza tajna baza. Usiłuję odtworzyć rodzinny dom, ale mi to aż do teraz uniemożliwiacie. Jak ja mam teraz wyjaśnić swojej rodzinie blisko pół wieczny okres agresji przeciwko mnie, ale też — czego nie rozumieją — przeciwko nim? Udał Wam się antykomunizm? Ja zostałam pogrążona, a Wam udał się antykomunizm? I koniec, tak? Jedna meduza więcej, jedna mniej, co to za różnica, nieprawdaż? Dla tej Operacji „jesień 2016” nawet nie postaraliście się o dobry pretekst: na żywca, głównie falami i drogą fal dążyliście do tego, co jest teraz — nędza i obrabowanie z własności, którą stanowiło mieszkanie. Bo ta cała procedura komornicza jest formą rabunku. Pieniądze, które pożyczałam od parabanków, przeznaczałam na podstawowe potrzeby bytowe. Wiedzieliście z góry, że bijąc mnie falami, urządzając non-stop rozmaite sesje w mojej głowie i ciele przerwiecie mi moją pracę zarobkową. Wiedzieliście z góry, że to zmusi mnie do zaciągania pożyczek na podstawowe potrzeby bytowe.
Już się raz z Waszych łap wydobyłam, samodzielnie, przeogromnym, heroicznym trudem. I przyszliście zabrać mi i to… Tu nie było nic Waszego!!
Ukradłeś? Oddaj! I przestań zwykły rozbój, zwykłą kradzież ubierać w szaty antykomunizmu czy innego jakiegoś wyższego celu! A przy okazji tematu antykomunizmu: antykomunizm, Szanowni Państwo, to była do dupy impreza. Autorzy tej „reorganizacji” świata wychodzili z założenia, że są wyższym gatunkiem homo sapiens, niż my, społeczeństwa Bloku Wschodniego. I domagają się od nas wiecznego pokłonu dla ich marszu tryumfalnego przemierzającego krainy dawniej komunistyczne: na kolana, hołota! Do skończenia świata całujmy ich po dupie za to, że ONI nam zorganizowali antykomunizm! Otóż ja nie jestem Wam wdzięczna za zorganizowanie nam, Polakom, antykomunizmu! To był rozbój, a nie antykomunizm! A jeszcze prawda jest i taka, że zawsze Zachód czegoś potrzebuje ode mnie, a nie ja od Zachodu — od czasów „Solidarności” po dziś. Nie mercedesa, tylko rower, i nie kupił sobie, tylko mu ukradli.
Wracając do sprawy egzekucji komorniczej, zaznaczam, że na prawnika mnie nie stać. Nie wiem, jakie przysługują mi prawa w trakcie takiej egzekucji. Gdzie i jak mogę się starać o jakiekolwiek inne lokum. A zresztą i tak, na skutek non-stop osłabiania mojego organizmu falami nie mam siły włóczyć się po kancelariach prawniczych, szukać jakichś doradców-cudotwórców-oszustów. A Wam niedługo braknie na F-16, tyle pochłania kosztów ta Operacja. Osłabiając mój organizm falami, wiedzieliście z góry, że to proces bezpowrotny, niezależny więc od mojego nastawienia względem Was. Wyrok bezwzględny.
MY HOUSE IS MY CASTLE – taka była obietnica standardów zachodnich. Prawo własności miało być święte, miało być atrybutem kapitalizmu. A tymczasem służby przywłaszczyły sobie mój dom jak hitlerowcy w czasie II Wojny Światowej. W tym służby obce, oczywiście. I wygrywają sobie te swoje gry na naszej rodzinie jak na fortepianie, bez najmniejszego śladu obietnicy gratyfikacji. Czy to już ostatnia z gier — wyrzucanie z mieszkania matki (90 lat) spędziła tu 70 lat i mnie (70 lat) spędziłam tu 70 lat (z przerwą na małżeństwo)?
Pytanie: po co rozpoczęła się Operacja „jesień 2016”? To mi przypomina rok 1982, kiedy przysłano mi do domu SB, mimo że od pół roku już nie prowadziłam działalności w ramach „S” i KPN. Zarówno Operacja, jak i wizyta SB nastąpiły bez powodu z mojej strony.
Polska powinna wypracować rozwiązania dla tej sprawy, a nie podążać jak barany za wskazówkami Zachodu — NATO, USA, GB, Francji i diabli wiedzą czyimi jeszcze! Ale czy jest jeszcze sens tak apelować, skoro polskie służby już się przyzwyczaiły, że w Polsce muszą być ofiary takie jak na przykład ks. Popiełuszko czy wielu innych? Z tą uwagą, że dziś ks. Popiełuszkę mordowalibyście Wy, bez zmrużenia oka. Polskie służby stały się nowoczesne bardzo… Z kolei jakieś wyspecjalizowane służby posiadły umiejętności zarówno psychiczne jak i techniczne (w obu znaczeniach), jakich nie powstydziliby się oprawcy z SS. Po co Polsce takie służby??!! A gdy zgłasza się do premiera taki fakt, pan premier omc. szanowny udaje, że takiego zgłoszenia nie otrzymał. Zupełnie jak przed katastrofą w Smoleńsku. Zanim nastąpiła, też władze najwyższe Polski udawały, że nie otrzymały zgłoszenia faktu stosowania w kraju bestialskich praktyk. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz — ciśnie się na usta. Takie same gorące podziękowania za ten rozlew krwi należy złożyć kontrwywiadowi na Montelupich — też udawali, że zgłoszeń wielokrotnych nie otrzymali. Nie można było tej katastrofie zapobiec? Można było, ale nikt nie chciał.
Przede wszystkim wbijcie sobie do głowy, że Zachód nas traktuje jak kraj podbity, a nie sojusznika. Oficjalnie politycy zachodni mówią o sojuszu, ale to kłamstwo.
Walka nierzetelna, w której arogancko stosuje się metody nieetyczne i bezprawne (presję fizyczną, poniżanie godności osobistej, szantaż, udręczenie psychiczne, podżeganie do relacjonowania narzuconych treści, wprowadzanie w błąd co do przysługujących uprawnień), jest, w zestawieniu z zasadami kryminalistycznej taktyki walki, alternatywą nieporównanie gorszą.
Rozważając zasadność funkcjonowania w polskim porządku prawnym instytucji TW, konieczne jest także przeanalizowanie poszczególnych rozwiązań będących jej elementami składowymi. W stosunku do niektórych z nich można bowiem sformułować wiele zastrzeżeń, a jednocześnie zaproponować takie rozwiązania, które mogą być nie tylko efektywne, lecz także zgodne z polskim porządkiem prawnym. W szczególności dotyczy to faktycznego przywileju niekaralności, którym obdarza się TW i kontroli instytucji wymiaru sprawiedliwości w odniesieniu do zasadności zastosowania tego instrumentu prawnego
Jeden z porwanych przez kartel w Meksyku musiał przed śmiercią ściąć głowę przyjacielowi. Telewizja wyemitowała przerażające nagranie
Do Meksyku powróciły czasy, w których więzieni przez kartel ludzie musieli walczyć na śmierć i życie między sobą. Tym razem jeden z porwanych studentów musiał ściąć głowę kumplowi. Potem sam zginął.
Na przerażających zdjęciach uchwycono ostatnie chwile pięciu przyjaciół zamordowanych przez meksykański kartel – w tym mężczyznę, którego zmuszono do ścięcia głowy swojemu przyjacielowi z dzieciństwa, zanim sam został zabity.
Wszystkie ofiary mają twarze posiniaczone, usta zaklejone taśmą, a ręce związane z tyłu. Nie wiadomo, dlaczego trafili w łapy kartelu Jalisco New Generation.
Jakim prawem do cholery odbywa się wobec mnie operacja militarna, począwszy od jesieni 2016 r.?!!! Oddaj moją kasę, bandyto!!! Marzy Wam się scenariusz jak z Lepperem i sprawa pójdzie pod dywan?!!
Teraz gdy komornik prowadzi wobec mnie egzekucję, prawo względem mnie działa, ale gdy rozpoczynano operację „jesień 2016”, wtedy prawo względem mnie nie działało.
Załączony obrazek i sam tytuł wpisu wymagają oczywiście komentarza. Dla osób wtajemniczonych, czyli służb zamierzałam pozostawić tylko obrazek. Doszłam jednak do wniosku, że to za mało. Otóż ten typ, którego przedstawiłam ilustracją, jest to pracownik dysponujący służbowym urządzeniem emitującym fale. Podatnicy powinni wiedzieć, na co polskie służby wydają pieniądze i w jaki sposób bronią naszej niepodległości. A przede wszystkim powinni poznać poziom pracowników służb i poziom samych służb.
Czy możemy czuć się bezpieczni, gdy nasze bezpieczeństwo znajduje się w łapach takich typów? Typ, o którym mowa, używa wyżej wymienionego urządzenia do bicia, ale nie wrogów ojczyzny, lecz obywateli. Dlaczego? Bo tak ma poukładane w głowie. Dla tego typa ulubionym miejscem do bicia jest krocze ofiary. Tak oto nasz dzielny wojownik, dysponujący super specjalistyczną maszyną, stanowiącą część polskiego uzbrojenia, pojmuje ideę obrony kraju. Rzecz jasna emisja fal jest szalenie kosztowna dla państwowego budżetu. Utrzymywanie takiej jednostki też jest nadzwyczaj kosztowne. Pracownicy tej jednostki pracują przecież na zmiany okrągłą dobę. Na pewno korzystają z kuchni, łazienki — nawet to kosztuje. Non stop używają prądu zarówno dla potrzeb osobistych, jak i wypełniając te swoje „nadzwyczajnej wagi” obowiązki służbowe.
Z kilku porządnych gości zrobili sobie żywą tarczę. Psychologiczną tarczę. Gdyby nie oni, wybór miałabym prosty!
Przyśnił mi się w nocy Pakt Ribbentrop-Mołotow Bis. Polska znalazła się pod panowaniem z jednej strony Niemiec, a z drugiej Rosji. Co Wy na to? To nie byłoby wcale takie złe. Przynajmniej straciliby do nas dostęp Amerykanie.
Dla mnie to korzyść. Wreszcie mój dom przestałby być amerykańską bazą tajną. Dom powinien być domem. Atak na dom to po prostu atak na dom. To nie miejsce na operacje wojskowe i służb specjalnych. Od tego są plenery wszelkie, poligony, salony polityczne etc. Atak na osoby cywilne to po prostu atak na osoby cywilne. Przed atakiem w 2016 roku w moim domu nie działo się nic, co miałoby prawo znaleźć się w zainteresowaniu tajnych służb, a już zwłaszcza zagranicznych. To już szczyt szczytów, rekord ludzkości wszech czasów — atak na spokojny dom! Ciągnie się ta operacja i ciągnie jak guma do żucia — już prawie siedem lat! Uniemożliwiono mi normalne funkcjonowanie, zarabianie. Sprzeniewierzono się podstawowym prawom człowieka. Stało się już ewidentne, że ta operacja to nie operacja, lecz atak. Ta blisko siedmioletnia akcja bardziej przypomina bombardowanie stolicy Kambodży przez wojska amerykańskie niż operację, ponieważ skutki dla naszej rodziny są katastrofalne.
Kiedyś za „brzydkich” czasów mieszkanie zajęte przez służby nazywało się Lokalem Konspiracyjnym, w skrócie LK, i właściciel mieszkania otrzymywał za to pieniądze. A teraz służby wdzierają się człowiekowi do domu jak do własnej stodoły, rujnują mu życie osobiste, bez konsekwencji. Wdzierają się w imię jakiejś większej sprawy, większej strategii, przy czym wiarę w cel działań każdy z atakujących ma inną. Każdy wierzy w to, co mu się wydaje albo co mu podsunięto, a część pracowników tajnych postępuje z wyrachowaniem i pełną świadomością celu. Wśród tych wyrachowanych zapewne są jeszcze ci, którzy wobec mnie i mojej rodziny popełniali zbrodnie w przeszłości. Operacja najwyraźniej z ich usług skorzystała, są więc bezkarni. Otoczeni zostali ochroną przez autorów bieżącej operacji. A autorzy są gdzie? Tajemnica poliszynela. Mocarstwo atomowe, a żebrze po cywilnych domach skromnych ludzi. Zdemoralizowani zwyrodnialcy stanowią dla nich wartość. Nie mieliście prawa tu wejść, nie mieliście nawet pretekstu.
Już cztery pokolenia w naszej rodzinie skrzywdzone są przez Zachód. Piszę ogólnie „Zachód”, a myślę o USA. Ciekawe, nie? Cztery pokolenia zostały dotknięte, w różny sposób, przez i z powodu zachodniej strategi. I znów piszę „zachodniej”, a myślę, że amerykańskiej. Już tak Stany Zjednoczone zdominowały Zachód! Ogromną rolę w działaniach przeciw mojej rodzinie odegrała psychotroniczna broń. Zastanawiam, się, co by było, gdyby tej techniki nie wymyślono. O, na pewno jaśnie panom z USA byłoby o wiele, wiele trudniej! Zarówno szarogęsić się po świecie, jak i dobierać do pojedynczych osób. Zwiedzając swój własny blog przy okazji porządkowania wpisów, natknęłam się na wpis „Bronie do zdalnej manipulacji mózgu”. Przytoczyłam tam bardzo mądry artykuł, z jednej strony wstrząsający, bo ukazujący, jak makabryczna jest to technika, a z drugiej wzbudzający nadzieję, że pewne kraje i osoby podjęły realne działania, aby uratować nas, ludność, przed zwyrodnialcami, którym całkiem już przewróciło się w głowach od nadmiaru władzy.
Ktoś gdzieś na drugim końcu świata upatrzył sobie moją rodzinę i trwa to chore zainteresowanie nami już cztery pokolenia. Najpierw moi rodzice doświadczyli nękania, potem ja, mój syn, a w końcu odczuwają skutki także moje wnuki. Nie jestem w stanie się z tym pogodzić! Może Stany Zjednoczone trwają w jakimś tajnym związku z Kim Dzong Unem?? Toż przecież w Korei Północnej karane są całe rodziny za „przewinienia” jednego z członków. Ale czy aż cztery pokolenia?? Obawiam się, że wielcy amerykańscy zleceniodawcy nieszczęścia mojej rodziny przebili samego Kima!
Nie mogę się doprosić podania mi powodu operacji tajnej, której byłam celem, obiektem, wręcz rzeczą i która rozpoczęła się jesienią 2016 roku, w moim prywatnym mieszkaniu. Nie uzyskałam wyjaśnień, choć się o nie starałam, różnymi drogami, między innymi domagałam się wyjaśnień w piśmie, które wysłałam do Konsulatu USA w Krakowie. Nie podano mi do tej pory powodu, dlaczego zmuszono mnie do przerwania mojej pracy nad stronami internetowymi, w ramach mojej działalności gospodarczej, w mojej jednoosobowej firmie „kodstudio.com”. Ponadto, dlaczego narażono mnie na inne straty i nieludzkie cierpienia. Nie nastąpiła najmniejsza przesłanka, bym mogła mieć nadzieję na zwrot kosztów i stosowne zadośćuczynienie za doznane krzywdy.
Spotkała mnie niewyobrażalna tragedia. Po ośmiu latach ciężkiej pracy, przeważnie od świtu do nocy, a czasami w nocy, udało mi się wydobyć z kompletnej nędzy, w którą zepchnięto mnie poprzednimi bestialskimi napadami, rozbojami (to jest właściwe słowo) i ciągiem w różnej formie prześladowań. Wydobyłam się z tego dna sama, uczyłam się fachu webmastera sama, pracowałam sama, nikt mi niczego nie dał! Ani w żaden inny sposób nie pomógł! Działała pełna izolacja — metoda, jaką zastosowano wobec mnie, rozgłaszając „wilczy bilet” dla mnie po urzędach i szerząc oszczerstwa na mój temat wśród znajomych, sąsiadów i w rodzinie. Spreparowano mi wizerunek czarnej owcy, osoby zdeprawowanej i wyrzutka, co procentuje do dziś! Mimo to i wbrew temu wydobyłam się z dna, cieszyłam się i byłam dumna ze swoich osiągnięć, odzyskałam nadzieję, że tamto to już przeszłość. Okazało, się, że nie przeszłość!! Jakim prawem?!!
Jakim prawem jesienią 2016 roku zainicjowano wyżej wymienioną tajną operację? Przeprowadzono ją od początku w sposób szalenie brutalny, na pewno angażując do niej pracowników służb, którzy wykazywali się nie mniejszą brutalnością w przeszłości, o czym pisałam w pierwszych latach XXI wieku, w pismach do USA, prowadząc swoją kampanię obronną. Skoro w 2016 roku zaangażowano do operacji te same osoby, to można było się spodziewać, że tym razem również posłużą się przestępczymi, skrajnymi metodami. Nie wolno było przeprowadzać operacji tymi osobami. Prawo mówi, że gdy toczy się jakieś postępowanie, na przykład z ramienia prokuratury czy policji, to nie wolno ofiary przestępstwa narażać na kontakt z jej oprawcami i na ryzyko, że znów zostanie zaatakowana. Prawo to ustanowiono nie bez powodu. Wymyślił je cywilizowany świat!
Chętnie zamienię się z panem Nawalnym na miejsce pobytu. Wkurzyłam się do czerwoności, bo w ogródku zabaw dla dzieci, pod moimi oknami pijacka hołota urządziła sobie przyjęcie! Drą mordy od kilka godzin — teraz jest czwarta rano. Zadzwoniłam na policję, przyjechał dwuosobowy patrol, grzecznie przywitali się z hołotą, grzecznie poprosili o opuszczenie ogródka, po czym wyszli spacerowym kroczkiem i odjechali — a libacja trwa nadal! Idzie lato i takie noce będą zdarzać się nagminnie, co wiem z doświadczenia oczywiście. Tym bardziej teraz będą się zdarzać, bo ogródek od kilku miesięcy poddany był gruntownemu remontowi, utworzono przytulne alejki, których wcześniej nie było, powstawiano nowe sprzęty do zabaw, nowiuteńkie, piękne i wygodne ławki, w sam raz dla pijackiej hołoty!! Tak więc nie śpię do tej pory, w dzień odespać się nie da, bo na odmianę przyjdą tu dzieci, szczęśliwe, że mają piękny atrakcyjny ogródek, a dzieci — jak wiadomo — zachowują się bardzo głośno. W jaki sposób służby od fal wcisną się ze swoimi nocami w zapowiadający się z powodu pijaków ciąg nieprzespanych letnich nocy?! Zazdroszczę panu Nawalnemu, bo ma spokój w nocy, na pewno łóżko porządniejsze od mojego, za darmo dach nad głową i darmowe żarcie. Jeśli chodzi o „atrakcje” nękania przez służby, to uważam, że mam o wiele gorzej. O tyle jeszcze pan Nawalny ma lepiej, że nie musi całodobowo opiekować się schorowaną bardzo wiekową matką, z postępującą demencją, zdalnie sterowaną lojalną kukłą wiadomych służb. Nie musi co dzień gotować jej obiadów, chodzić na zakupy, odpowiadać na durne pytania, wysłuchiwać — pożal się boże — politycznych poglądów, które zmieniają jej się średnio co pół dnia.
Możecie się już czuć całkiem zamerykanizowani, choć mam odrobinę wątpliwości, czy nie odwzorowaliście amerykańskiej metody niedbale. Mam na myśli metodę, którą zaobserwowałam na filmach USA. Polega ona na wzbudzaniu wrogości narodu do władz. Własnego narodu. Po co? Wrogość narodu do władz jest to rodzaj alibi. Wrogość jest powszechna i gdy — przykładowo — jakiś policjant zastrzeli obywatela Stanów, to wówczas może się bronić, że zabił, bo tamten zachowywał się wrogo. Pod wrogie zachowanie można podciągnąć panikę, paniczny strach osoby przed policjantem, osoby niekoniecznie winnej przecież. Człowiek, który panicznie się boi, nie panuje nad sobą, przeżywa stan w rodzaju afektu, może wykonywać jakieś nieskoordynowane gesty, coś groźnie brzmiącego wykrzykiwać. Na filmach USA zawsze gdy pracownicy FBI wchodzą do prywatnego domu, witani są wrogością, najczęściej w formie obelg, a bywa, że bronią ostrą. Doświadczając traktowania mnie przez polską władzę, przez polskie służby, przypominały mi się uparcie sceny z takich filmów. Jakimś ważnym celem polskich służb, może wiodącym, było wzbudzanie we mnie nienawiści, której dotąd nie żywiłam — ani do polskich służb, ani do krajów Europy, ani do USA. I teraz gdy ja się bronię, między innymi prowadząc mój blog, macie alibi!!
A dlaczego przypuszczam, że odwzorowaliście amerykańską metodę niedbale? Bo po co aż tyle skrajnego okrucieństwa? Okrucieństwa zasługującego na wpisanie do Księgi Guinnessa? Mówiąc o skrajnym okrucieństwie, nie zapominam o okresie wiele lat temu, gdy służby pastwiły się nade mną, samotną wówczas matką i jedyną żywicielką. Obdarzono mnie „wilczym biletem”, co przejawiało się między innymi w ten sposób, że wyrzucano mnie na tajne polecenie z kolejnych miejsc pracy, innymi metodami także utrzymywano mnie w materialnej nędzy, a przecież to, co zarobiłam, musiałam dzielić między siebie i dziecko. Od około czterdziestu lat walczę o siebie. Nie kombinujcie więc, bo sprawa jest prosta — walczę o siebie. Ogrom okrucieństwa!! Nie mogliście mnie po prostu na ulicy zastrzelić?!!