
Polskie służby stosują tortury polegające na oddziaływaniu falami na wnętrzności człowieka. Jest to niewyobrażalnie bestialska metoda. Bestialska niezależnie od tego, który z organów wewnętrznych organizmu jest atakowany. Nie trzeba chyba nikomu uświadamiać, jak przykre może być na przykład drażnienie falami serca. Każdy ma na tyle własnej wyobraźni, by zrozumieć jak okrutna i przerażająca jest metoda drażnienia serca falami. Osoba w ten sposób zaatakowana ma wrażenie, jakby ktoś dotykał jej serca dłonią — ściskał czy choćby lekko trącał. To, o czym piszę, to nie jest science-fiction. Istnieją w Polsce jakieś służby, które w technikach torturowania falami przygotowane zostały doskonale. Z biegiem czasu, z biegiem lat, a raczej dekad, pracownicy tych służb osiągnęli perfekcję, a jednocześnie odczłowieczyli się zupełnie. Torturują już całkowicie bez żadnych oporów, z zimną krwią. Wydaje się, że szczególnie upodobali sobie system trawienny ofiar, a zwłaszcza system wydalania. Tu wykazują się ogromną fantazją — bawią się treścią jelit jak plasteliną. Nie jest trudno sobie wyobrazić, że falami da się pobudzić jakiś organ nad miarę lub wyhamować, trochę lub bardzo. Można na przykład przyhamować ruch robaczkowy jelit, co skutkuje tym, że kał zbyt pomału się przesuwa, lub nawet prawie się nie przesuwa. Można równocześnie przyhamować prace gruczołów trawiennych, co skutkuje tym, że kał zbija się w grudy twarde jak kamienie. Takich kamieni nie da się w sposób naturalny wypchać z siebie. Pokrótce opisałam tu, w jaki sposób polskie służby wykorzystują wysoko specjalistyczny sprzęt militarny, który powinien być w rękach wysokiej klasy profesjonalistów wojskowych, nieskazitelnych pod względem wierności i lojalności Ojczyźnie oraz Narodowi polskiemu. Wiedząc to, co wiem, wstydzę się przed całym światem przyznać, że jestem Polką. I na pewno nie jestem odosobniona. Polecam mój wpis dowódcom stosownych służb i szczebla według właściwości.
Taki polski HAMAS.
