Za czasów PRL-u byłam neutralna politycznie. Byłam neutralna, ponieważ miałam jeszcze zbyt mało lat. Nie bywałam ani w środowisku ludzi partyjnych, ani służb aparatu bezpieczeństwa. Zupełnie nie miałam wyobrażenia, co się wewnątrz tych obu struktur dzieje. Dziesiątki lat usiłuję rozgryźć, jakie tajemnice rozgrywały się w tamtych ścisłych środowiskach peerelu. I doszłam ostatecznie do wniosku, że tam na pewno istniało to, co nazywamy do dziś antykomunizmem. Czyli antykomuniści istnieli zarówno w środowiskach peerelowskiego aparatu, jak i wśród ludności zwykłej. Gdzie więc – skoro byłam politycznie neutralna – powinnam szukać swojego wroga, tego, który uczepił się mnie, a potem mojej rodziny? Wśród komunistów antykomunistycznych czy komunistycznych?
Doszłam też do wniosku, że bardziej niż naród obalenia ustroju komunistycznego chcieli „oligarchowie” PZPR-owscy, dysponujący majątkiem nieuczciwie uzyskanym, willami itp. Mimo majątków czuli się jak ubodzy krewni względem bogaczy Zachodu. To ich – przypuszczam – bolało. I skoro byłam neutralna, to czy wróg mój krył się wśród tych PZPR-owskich nieuczciwych dorobkiewiczów antykomunistów, czy wśród ich przeciwników? Skoro Zachód inicjował i wspierał – jak wiadomo – antykomunizm, to znaczy że wspierał też komunistów antykomunistycznych.
Gdzie jest mój wróg?!!








