Poszłam do pani doktor, ponieważ postanowiłam powrócić do regularnych treningów w pływaniu. Przerwę w treningach miałam bardzo długą, około aż ćwierć wieku, podczas której zdarzało mi się pływać sporadycznie. W dzieciństwie i wczesnej młodości pływałam wyczynowo. Nie osiągnęłam co prawda poziomu mistrzów Polski, ale w regionie uzyskałam piąte miejsce w moim stylu klasycznym, a nawet zdobyłam mistrzostwo na uczelni krakowskiej. Mogę się jeszcze pochwalić przepłynięciem dystansu 10 km na jednym z mazurskich jezior, pod asekuracją ratownika, który towarzyszył mi płynąc obok łódką.
Dwudziestopięcioletnia przerwa w sporcie to bardzo, strasznie długo. Nie wiadomo, jak starszy organizm zareaguje na wysiłek regularnych treningów. Mogą wyskoczyć jakieś niemiłe niespodzianki zdrowotne, nie wiadomo, na co zwracać uwagę, zwłaszcza na początku powtórnego sportowego życia. Na te dylematy chciałam usłyszeć rady od lekarza. Lansuje się przecież dla starszych ludzi ruchliwy, sportowy styl życia, zachęca do niego wszędzie – publicznie i niepublicznie. Na pewno jednak aktywność, szczególnie sportowa wymaga stałego kontaktu z lekarzem. To oczywiste. A więc poszłam do mojej pani doktor i wyłożyłam, w czym problem. Pani doktor wysłuchała mnie, wyraziła pochwały dla moich ambicji pomimo wieku i… przepisała pigułki na „ciężkie nogi”. Na co mi takie pigułki?! Ciężkie nogi mają przecież osoby, które całymi dniami wysiadują przed telewizorem, a ja potrzebowałam osłony medycznej jako osoba, która podjęła bardzo aktywny fizycznie tryb życia!! Udałam się jeszcze do dwóch innych pań doktor, ale żadna nie wykazała się oczekiwaną przeze mnie wiedzą i świadomością problemu. Trenowałam więc bez medycznej osłony, średnio dwa, czasem trzy razy w tygodniu.
Zaskoczyło mnie na samym początku, że mam mniej siły niż dawniej. Przyzwyczajona do dawnego tempa, które utkwiło gdzieś głęboko w pamięci, zaczęłam pływać w tempie sprzed około ćwierć wieku. Ale okropnie się męczyłam. Musiałam się zastanowić dlaczego i przeanalizować stan rzeczy. Doszłam do odkrywczego wniosku, że przyczyną są moje lata, które potocznie określa się mianem starości. To bardzo dziwne. Nie sądziłam, że wiek człowieka ma aż takie znaczenie! No trudno, tempo musiałam zwolnić. Dopasowałam oddech i ruchy do nowych moich parametrów siły i w tak zoptymalizowany sposób trenowałam systematycznie. Aż któregoś dnia patrzę na moje nogi i widzę, że pojawiło się na nich mnóstwo – no może wiele – pajączków. Wyszło na moje! Osłona medyczna jest konieczna! Trenowałam za ostro i żyły nie zdążyły się wzmocnić. A trzeba było zacząć od treningów lekkich i stopniowo z biegiem czasu, gdy organizm przystosuje się do nowego stylu życia i zwiększonego wysiłku, intensywność treningów sukcesywnie zwiększać.
Kupiłam sobie rower. Zawsze uwielbiałam rowery. Rower to piękny pojazd, a poza tym to wolność. Jedziesz gdzie chcesz, kiedy chcesz, korki uliczne masz w nosie. Zaskoczyło mnie jednak, że jestem słabsza niż dawniej. Znów drogą analizy doszłam do odkrywczego wniosku, że odpowiedzialne za to są moje podeszłe lata. Rower stał się cięższy niż dawniej, a chodzi przecież o to, że to ja mam kierować rowerem, a nie on mną. Musiałam sobie nie tylko przypomnieć, jak jedzie się rowerem, ale przede wszystkim nauczyć się swoich możliwości całkiem od nowa – nauczyć się gospodarować swoją okrojoną już siłą inaczej. Spacerowym – przeważnie – tempem jeździłam sobie po okolicy to tu, to tam. Było cudownie, choć chwilami niełatwo. Doskonalenie się, to może za duże jeszcze słowo, ale było coraz lepiej. Aż pewnego dnia trrrach! Wywróciłam się. Na cholernym krawężniku. Co za debil wymyślił krawężnik, w dodatku półokrągły na ścieżce rowerowej przy zjeździe na odcinek ścieżki przyległy do pasów dla pieszych! Przednie koło jakoś na tym półokrągłym krawężniku się ześlizgnęło, rower zawirował i wywrócił się. Ścieżki rowerowe w Krakowie w ogóle pozostawiają sporo do życzenia – są zbyt wąskie, na nich często napotkać można jak nie zagłębienie lub wręcz dziurę, to na odmianę garb. Poobijana wróciłam do domu na piechotę, prowadząc rower. Gdy ochłonęłam i przetrawiłam całe to zdarzenie, na spokojnie już, popijając kawę, przyjrzałam się swoim nogom, a na nich nie dość że pajączki, to jeszcze sińce i świeże strupy. Strasznie rozśmieszyła mnie myśl, że sport to zdrowie.

