TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

Autor: admin

„Samozadowolenie kultury Zachodu” – przekroj.pl

Emigracje oraz globalne zjawisko przyjmowania przez różne narody zachodniego stylu życia sprawiają, że tu i ówdzie można natknąć się na argument o „wyższości kultury Zachodu”. Opiera się on na założeniu, że cywilizacja euroamerykańska miałaby być odpowiedzią na powszechne ludzkie potrzeby. Rozważmy ów argument w jego najogólniejszej postaci.

Najkrócej mówiąc, można traktować go jako przejaw ogromnej ignorancji historycznej i narcystycznego samozadowolenia. Jak zauważył słynny francuski antropolog Claude Lévi-Strauss, przyjmowanie zachodniego modelu życia nie jest skutkiem spontanicznego wyboru, lecz braku wyboru. Imperia mezoamerykańskie, plemiona afrykańskie i australijskie nie porzuciły ochoczo swoich wierzeń i kultur po zetknięciu się z białym człowiekiem. Jego pojawienie się w ich świecie bezpośrednio lub pośrednio zniszczyło te kultury, tak że struktury ich tradycyjnego świata bezpowrotnie przestały istnieć. Zachodnie wojska, misjonarze, poszukiwacze złota, plantacje cukru czy atlantyckie niewolnictwo postawiły wiele społeczeństw wobec alternatywy: albo dołączyć do Zachodu, albo podjąć z nim nierówną walkę. Zauważmy przy okazji, że współczesna pozycja cywilizacji euroamerykańskiej nie byłaby zapewne tak silna, gdyby nie stulecia wykorzystywania siły roboczej innych nacji, złóż położonych na ich terytoriach czy opanowywania niezachodnich szlaków handlowych.

Jeśli pod jakimiś względami Zachód przewyższa inne kultury, nie znaczy to, że dzieje się tak w każdej dziedzinie. Przykładowo, przeciętna wiedza botaniczna czy zoologiczna Europejczyka jest wręcz żenująco niska w porównaniu z tą, jaką mają pewne plemiona „pierwotne”. Etnografka Laura Bohannan naukę języka jednego z plemion afrykańskich zaczęła od lokalnych nazw roślin. Wybrana metoda okazała się fatalna. Tubylcy przynosili jej setki próbek, których badaczka nie potrafiła zidentyfikować. Nawet dziesięciolatki prześcigały w znajomości roślin oraz ich zastosowania tę wykształconą na zachodnią modłę uczoną, nie mogąc uwierzyć w jej niewiedzę. Wspomnijmy też o przypadku użytkowników papuaskiego języka tewa, w którym morfologiczny opis liści zawiera aż 40 terminów, a sadzonki kukurydzy określa się 15 różnymi słowami!

Na koniec warto także przypomnieć jedną z najbardziej uniwersalnych skłonności ludzkich: etnocentryzm. Podobnie jak ludy Zachodu uważają się za najbardziej cywilizowane, tak przedstawiciele nawet „najprymitywniejszych” – z naszej perspektywy – plemion uznają się za jedynych „prawdziwych” ludzi. Ilekroć antropolog Curt Unckel Nimuendajú opuszczał badane przez siebie plemiona brazylijskie, by na jakiś czas wrócić do „cywilizacji”, tubylcy popadali w istny lament: współczuli mu, że opuszcza ich wieś, będącą w ich odczuciu centrum świata.

Przekrój

Należałoby tu jeszcze dodać przykład rozprawienia się przez Zachód z komuną. Zachód, nie licząc się z prawem, narzucił swoje kryteria, co jest dobre, a co złe. Dobrem okazało się nawet napadanie na ludność cywilną po domach. Zachodni antykomunizm okazał się kolejnym aktem niszczenia.

Regiony:

Straszenie Ruskimi

Stanisław Kania pełnił funkcję I sekretarza KC PZPR w latach od 6 września 1980 do 18 października 1981. Straszono nas wtedy Ruskimi między innymi takim hasłem:

Pójdzie Kania przyjdzie Wania
będzie koniec wałęsania.

Straszy się nas Ruskimi od czterdziestu lat po dziś dzień, a Ruskich wciąż na polskich ziemiach nie widać.

Regiony:        

Noc 7/8 stycznia

Jest trzecia nad ranem.

Im więcej środków komunikacji, tym mniej porozumienia między ludźmi i państwami. Komórki, Internet, kontakt bezpośredni falami, którym dysponują i posługują się służby większości krajów świata. A jednocześnie działają w świecie siły, które szalenie intensywnie i agresywnie pracują nad tym, żebyśmy się nie porozumiewali i nie porozumieli. Jedną z metod jest sianie strachu. Czy strach pomaga w rozumieniu siebie nawzajem? Nie, ponieważ strach człowieka otumania, a więc przeszkadza, a nie pomaga. Zabija inteligentne myślenie, a budzi prymitywne emocje. Strach jest orężem w walce przeciw porozumiewaniu się ludzi. A więc, jeśli siejesz strach, to walczysz po stronie tych, którzy nie chcą, aby ludzie i państwa się porozumiewały.

obrazek

SEARCH GOOGLE – „mózg kurczy się strach”

Regiony:

Sprzeczne cele

Ja całe życie dążę do tego, żeby mieć co jeść, mieć co na siebie włożyć i mieć dach nad głową. Stany Zjednoczone naprodukowały tyle uzbrojenia, że teraz dążą do tego, by udowodnić swoim podatnikom (i całemu światu), że naprodukowały to uzbrojenie z uzasadnionego powodu. Tak więc moje dążenia i dążenia USA stoją w sprzeczności. Dążymy do przeciwnych celów.

Ja to tylko taka przenośnia, bo do tego samego celu co ja dąży każdy jeden Polak. Czyli nazwijmy to, że ma cele pokojowe, że jest pacyfistą. Ale sprawa się komplikuje, gdy ten Polak pracuje w wojsku lub innych jakichś służbach. Komplikuje się dlatego, że usiłuje on zrealizować te dwa sprzeczne cele jednocześnie: pacyfistyczny i ten amerykański.

obrazek
Regiony:    

„Była atrapa i jest atrapa” – Jerzy Domański

Ubiegły tydzień zaczął się od pogrzebu polityków, którzy po wojnie tworzyli w Londynie kolejne rządy na uchodźstwie i obdarowywali się tytułami prezydentów, premierów i ministrów. Sami sobie wręczali odznaczenia i ordery. Świat ich nie uznawał, Anglicy zaś traktowali jak polityczne dziwadła. Jaka jest wdzięczność Anglików, przekonali się po wojnie bohaterscy polscy lotnicy i żołnierze Andersa. Generałowie pracowali w cywilu jako barmani i portierzy. Kabaretowe władze londyńskie reanimował Lech Wałęsa, co przy jego wiedzy nie dziwi, a bardziej śmieszy. Podobnie jak ta pompatyczna uroczystość w warszawskiej świątyni. Z Macierewiczem w roli głównego gościa. Jeśli tak ma wyglądać Panteon Wielkich Polaków, to władze Kościoła są na najlepszej drodze do kompletnego ośmieszenia tej idei. Prezydent Duda i premier Morawiecki to już chyba ostatni politycy, którzy będą się meldowali na każdy gwizdek hierarchii. Można więc się spodziewać wzmożonego parcia na rozmaite dotacje i inwestycje. Bo i o nie tu przecież chodzi. Reszta jest atrapą. Tak jak atrapą było londyńskie uchodźstwo. Jedno prawdziwe zdanie, które padło w Wilanowie, dotyczyło tego, że jest ono nieobecne w pamięci Polaków. Bez słowa samokrytyki, bo przez ponad 30 lat prawica i Kościół mogły coś w tej sprawie zrobić. Jeśli oczywiście wierzą w tę rzekomą wielkość londyńskich polityków. A dlaczego są oni nieznani? Bo brak im zasług na miarę Panteonu. I żadne sztuczki z windowaniem ich na pomniki tego nie zmienią. Polska jest jedna. Od tak oczywistych słów zaczął swoje wystąpienie prezydent Duda. I jak to on, natychmiast sobie zaprzeczył. Wykreślając z historii całe 45 lat Polski Ludowej. Jeśli coś mnie u Dudy zastanawia, to jego alergia na PRL. Ustrój, któremu jego rodzina tyle zawdzięcza.

Znacznie mniej elokwentny był prezydent Duda, gdy ukraińska rakieta zabiła dwóch Polaków w Przewodowie. Rakieta wystrzelona z Ukrainy, a nie z Rosji czy Białorusi.

Jak celnie zauważył w tym numerze prof. Widacki, Przewodów nie stał się drugim Sarajewem, od którego zaczęła się I wojna światowa. Minister Rau, zamiast włączyć sobie jakąś stację amerykańską, wezwał ambasadora Andrejewa i wręczył mu notę dyplomatyczną, która tak się ma do Przewodowa jak piernik do wiatraka. A mógł wcześniej się dowiedzieć od Amerykanów, że Polaków zabili Ukraińcy. Po tym wydarzeniu Polacy wiedzą, że w razie podobnych wydarzeń na terenie Polski trzeba słuchać Bidena, a nie Dudy.

Wersję o ataku rosyjskim podtrzymuje tylko prezydent Zełenski. Jakby koniecznie chciał dowieść, że w czasie wojen wszyscy kłamią.

tygodnikprzeglad.pl
Regiony:    

„Mały apel majowy” – ks. Mietek Puzewicz

Środa 1 maja 2013

Może bardziej czujemy niż wiemy, że obecny kształt cywilizacji jest jak kolos na glinianych nogach i prędzej czy później rozsypie się z hukiem. Kierunek, w jakim toczy się cywilizacja nie ma żadnego sensu. Zdominowany jest przez kilka procesów, które da się opisać w pojęciach: szybciej, więcej, głośniej i mocniej. Oczywiście upraszczam, ale nie miejsce tu na elaborat.

Coraz szybsze mamy samochody, samoloty, rakiety, motocykle, pociągi, komórki (w sensie przesyłu danych) i komputery. Zyskujemy dzięki temu więcej czasu, który zwykle inwestujemy w osiąganie czegoś „więcej” – pieniędzy, rzeczy, przedmiotów, gadżetów. Głośniej i mocniej to z kolei wyznaczniki dobrej zabawy, gdzie dominującą rolę odgrywa produkcja adrenaliny.

Nikt nie umie sensownie odpowiedzieć na pytanie dlaczego ma być szybciej, więcej, głośniej i mocniej. Zresztą chodzi właśnie o to, abyśmy nie zadawali sobie (i innym) pytania o sens. Jeśli ktoś stawia takie pytanie, jest uważany za dziwaka, który nie rozumie współczesności, nie wie „o co idzie”. Dana rzecz, zjawisko, wydarzenie, nie musi być mądra, dobra czy pożyteczna, musi jedynie spełniać kryteria szybkości, wielkości i mocy. Absurdy mają się dzięki temu dobrze i coraz lepiej.

Po kolei wiekopomne instytucje i dzieła ludzkości zmieniają znaczenie. Polityka, w miejsce służby ludziom (społeczeństwu), stała się grą półinteligentów, sztuką uwodzenia wyborców. Gospodarka gotowa jest produkować nie rzeczy potrzebne i trwałe, ale takie, które uda się ludziom wcisnąć (dzięki mocy reklamy). Media posługują się w równej mierze kłamstwem, prawdą, prowokacją, skandalem, wszystkim co da się wymienić na zysk. Kultura porzuciła wymóg piękna, harmonii i poznania, w imię epatowania głównie innością i gabarytem wulgaryzmu. Nie skarżę się, nie narzekam, zupełnie na chłodno oglądam i słucham, co się dzieje.

Jasne, wiem, że mój głos „Król jest nagi!”, nie ma znaczenia. Mam nadzieję, że krzyknie to ktoś, kogo głos wstrząśnie globalnie. Coś w tej sprawie dzieje się w najnowszej historii Kościoła, niedawno za sprawą głosu Jana Pawła II, teraz w gestach i mowach Franciszka.

Kiedy chcę mieć jakiś naprawdę świeży news, wolę otworzyć okno niż Internet. Za oknem dzieje się wiele rzeczy prawdziwych i pięknych, w Internecie trzeba pompować bzdety, aby stały się „czymś”. Cieszę się, że wciąż nikt nie wymyślił patentu na pogodę i mamy tak często zupełnie inną niż oczekiwalibyśmy. I mam nadzieję, że nikt nie złamie kodu porozumiewania, jakim posługują się jelenie i żurawie.

Jestem też pełen wiary w zdolność otrząsania się z głupoty i małostkowości, w czujny zmysł dobra i mądrości, które wielu ludzi pielęgnuje w sobie. I mam taki mały majowy apel – pomóżmy, żeby ten kolos na glinianych nogach rozchrzanił się prędzej. Po prostu bądźmy pomimo wszystko dobrzy i lepsi, niekoniecznie szybsi i więksi. Bądźmy bardziej szczerzy i ufni, niekoniecznie głośniejsi i mocniejszy.

I dzielę się z wami wiarą, że ten kształt cywilizacji może się bardzo szybko zmienić, w Cywilizację Miłości.

itinerarium.pl
Regiony:    

Zlecenie

Czy mógłby ktoś z sił sprzymierzonych zadźgać bądź w inny sposób unicestwić gościa, który stosuje metodę zadawania wyjątkowo perfidnego bólu przełyku i zwieracza odbytu? Aktualnej nocy właśnie popisuje się swoim upodobaniem do metod stosowanych przez wiadomo jakie formacje wiadomego okresu historycznego. Na służby obronne Polski nie liczę, co chyba nikogo nie dziwi.

W latach pierwszych osiemdziesiątych, czyli wtedy gdy tworzyła się „Solidarność” i gdy coraz bardziej wyraźny stawał się program ruchu niepodległościowego, a także wtedy gdy walka o niepodległość nabrała rozpędu (wiece, strajki, marsze), różne osoby starały się przekonać innych do wspierania tego ruchu i współudziału w jego działaniach. Argumentowały, ukazywały, dlaczego antykomunistyczna Polska, bez dominacji obcego państwa będzie lepsza. A kwestie były dwie: kwestia niepodległości i kwestia zmiany ustroju. Nie stosowano tylko zimnych, pustych haseł oddziałujących na emocje i mających poderwać ludzi do działania, ale też omawiano dokładnie i porównywano cechy systemu, w którym dotąd tkwiliśmy, z tym, który pragną zbudować. Zwracam na to uwagę dzisiejszym macho, bo nadużywają swojej siły w imieniu państwa, a czy w ogóle myślą i czy obchodzi ich, o co tym haniebnym sposobem walczą?! Przekonywano nas wtedy do ustroju kapitalistycznego i wykazywano korzyści dla narodu, gdy kraj stanie się kapitalistyczny. Istotny jest problem prawa własności. Twierdzono, że w ustroju komunistycznym ludzie pracujący są słabo umotywowani do dbałości o firmy, w których pracują, o ich rozwój i powodzenie. Słabo są zainteresowani dbałością o wszystko, co jest własnością wspólną czyli społeczną: o ławki i trawniki w parku, o czystość w miejscach publicznych, o stan taboru kolejowego itp. Uważano, że to co jest własnością wspólną, traktowane jest przez ludzi jak własność niczyja.

Regiony:    

Tajny Współpracownik (TW)

Degradacja życia politycznego na świecie zaczęła się w chwili nazwania komuny zbrodnią. Tym sposobem tą kwalifikacją skażony jest każdy człowiek zasłużony dla swojego komunistycznego kraju. Każdy jest zdegradowany i pozbawiony praw „wolnego świata”. Szczytem arogancji jest dopominanie się o cywilizowane traktowanie i uznawanie zasług dokonanych za komuny. Każdy TW powinien — zgodnie z tą kwalifikacją — chodząc ulicami, ze wstydu wbijać wzrok w ziemię. Czuć się jak zbrodniarz, wyrzutek. Jak szmata do podłogi, po którą sięgnąć może każdy i zrobić z nią, co mu się podoba.

Dla porównania:

KONWENCJA GENEWSKA O TRAKTOWANIU JEŃCÓW WOJENNYCH
z dnia 12 sierpnia 1949 r.

Regiony:    
Page 53 of 90
1 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 90

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds