TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

Polska

Śnieżna kula, czyli coś z niczego

Unia Europejska

Jak powstają wojny? Wojny powstają z niczego. Wszyscy żyją sobie normalnie, pracują ewentualnie, itd. To jest pierwszy akt, a w ostatnim szaleje kompletna zawierucha wojenna. Można by nawet sporządzić receptę, na podstawie współczesnych czasów, jak doprowadzić do wojny.

Przypominam sobie, jakie było moje nastawienie do państw Europy, jeszcze przed 1989 rokiem – pozytywno-entuzjastyczne. Mijały lata, a moje nastawienie stopniowo zmieniało się. Coraz więcej wydarzeń wzbudzało moją nieufność, aż w końcu mój entuzjazm zgasł definitywnie. Nie umiała Europa stworzyć klimatu rodziny państw. Nie odczuwam komfortu z przynależności Polski do Unii, lecz niepewność, a nawet strach. Wielką obawę budzi nieustająca kampania parcia na Wschód. Niesmakiem napawają wieczne kłótnie i obłudne słowa zarzutów pod adresem Polski. Obłudne dlatego, bo przecież pod wpływem Europy Polska jest taka jaka jest. Politycy europejscy czepiają się nie tych akurat szczegółów, które są istotne. To, co trzeba by naprawdę zmienić w Polsce, przemilczają. Rzecz w tym, że Polska słaba bardzo Europie odpowiada. Problem, z którym ja walczę od dekad i który przyczynił się do zrujnowania życia mnie i mojej rodzinie, jest dla Unii i państw Unii tematem tabu. Problemem tym jest system bezpieczeństwa i skandaliczne praktyki popełniane przez służby. Tak oto z pięknych marzeń o spokojnej Europie nie zostało nic, a powstał zaczyn wojenny.

DOM

Przeciętna osoba cywilna z przeciętnie światłej rodziny reaguje na wrogie względem niej działania zwyczajnie – zgłasza na policję lub do jakichś innych państwowych stosownych władz. I tak być powinno. Gdy dzieje się człowiekowi krzywda, pierwszą myślą jest zgłosić gdzie należy. Nie ma znaczenia, jaki w kraju panuje ustrój, czy kraj jest akurat w okresie stabilnym czy przełomowym, czy panuje wojna czy pokój. Trzeba zgłosić, bo samemu przecież nic się nie zdziała. Nie zdziała się dlatego, że do walki z wrogiem potrzeba sił, środków i czasu. Żeby była jasność: zgłoszenie wrogich działań stosownym władzom, to nie jest wina.

Już dawno temu usilnie starano się wpędzić mnie w poczucie winy za to, że podjęłam działania w samoobronie znanym mi w/w sposobem, czyli zwracając się do stosownych władz. Zaczęłam więc praworządnie dywagować: może jakieś służby dają mi tą metodą znać, że czegoś ode mnie chcą? Aby jednak wymyślić, czego służby chcą, trzeba mieć warunki do myślenia. Czterdzieści lat daję do zrozumienia, że nie mam warunków myśleć o niczym poza swoimi obowiązkami. Nikt nigdy i w żaden sposób o warunki do myślenia dla mnie się nie postarał! Bicie mnie i prześladowanie niczego nie zmieniały i nie zmienią, ponieważ problemem nie jest brak woli z mojej strony, lecz warunki!

WARUNKI

Przeciętna cywilna osoba pochłonięta jest w całości sprawami osobistymi typu praca, utrzymanie rodziny itp. I choćby się służby specjalne zesrały nawet, to przeciętna cywilna osoba nie może zrezygnować ze swoich osobistych obowiązków i nie może przestać zarabiać, bo przecież ma na utrzymaniu rodzinę, w tym dzieci. Jeśli osoba taka jest w rodzinie jedynym żywicielem – jakim ja byłam wówczas – tym bardziej zaniedbać swoich osobistych obowiązków nie może.

Ciemnota uważa, że praca kobiety żony i matki, to nie praca. Mężczyzna pracuje, najczęściej ciężko, wraca z pracy wykończony, natomiast kobieta w domu – jak uważa ciemnota – zbija bąki. I podobnie służby państwowe stawiające wobec obywatela wymagania ponad siły uważają, że osobiste obowiązki takiego obywatela to jakieś lekkie średniego znaczenia zajęcie. Uchylanie się od wymagań współpracy ze służbami traktowane jest w naszym kraju jak rodzaj zbrodni.

WARUNKI

Gdyby zaistniały odpowiednie warunki zamiast codziennego kieratu, wówczas mogłabym porządnie, a nie wyrywkowo i powierzchownie zastanowić się nad tym, co się wokół mnie dzieje i czego się ode mnie oczekuje. Tkwiłam niestety w zamkniętym kole i to służby były w stanie koło to przerwać, nie ja. Więcej powiem, całe życie starannie służby dbają o to, bym warunków bytowych umożliwiających współpracę z nimi nie miała. I to jest paranoiczna sytuacja. Trwa czterdzieści lat. Nie komunizm czy antykomunizm, terroryzm czy antyterroryzm motywują moją niechęć do służb, przeszkodą są warunki. A to z kolei stwarza dogodne możliwości dla wszelkiego rodzaju manipulantów, którzy usilnie robią coś z niczego, przypisując mi coraz to inne motywy i przynależność polityczno-strategiczną.

Rozumuję tak: żeby rozszyfrować całą skomplikowaną rzeczywistość, skomplikowaną w kraju i na świecie, muszę mieć stały dostęp do informacji oraz spokojny umysł. W tym celu muszę mieć pieniądze i mieszkanie. Dążyłam do tego we własnym zakresie, lecz moje dążenia systematycznie torpedowano. Nasuwa się wniosek, że moja niestabilność materialno-mieszkaniowa jest więc zamierzonym celem. Daje komuś dogodność do wszelkich manipulacji, mających za zadanie przypisać moim działaniom zmyślone cele. Coraz to inne cele.

Całe życie walczę o swój dom, w znaczeniu dosłownym oraz ogniska domowego. Nie zwyczajnie zabiegam i staram się, lecz walczę. Ten osobisty mój cel jest systematycznie unicestwiany, co kiedyś nazywano prześladowaniem, a należałoby nazwać w odniesieniu do mnie i mojej rodziny wyniszczaniem. Mam przesłanie dla sprawców: puknijcie się w czoło!! Bo walcząc o swój osobisty cel walczę jednocześnie o dostęp do wiedzy na temat bieżących wydarzeń krajowych i światowych. Chcąc podjąć decyzję, jaką postawę wobec tych wydarzeń przybrać, trzeba mieć wiedzę!

TRZEBA MIEĆ WIEDZĘ!!

Przez całe życie staram się o tą wiedzę na własny koszt, uszczuplając swoje dziadowskie środki utrzymania! Dziadowskie, bo celowym działaniem spychana jestem non-stop w nędzę!

NIE INWESTUJESZ, NIE WYMAGAJ!!

Kto nie chce pracować, niech też nie je! /2 Tes 3, 10/

Regiony:        

Jak moje wiano wylądowało na śmietniku

Moi rodzice założyli mi książeczkę mieszkaniową i wpłacali na nią regularnie. Gdy osiągnęłam pełnoletniość, wkład na książeczce miał wartość mieszkania „kawalerki”. Potem poznałam przyszłego męża, urodził nam się syn. Mieszkaliśmy w mieszkaniu jego rodziców. Zlikwidowałam książeczkę, licząc, że wspólnie z mężem stopniowo – jak każde małżeństwo – będziemy się dorabiać. Pieniążki z mojej książeczki wydaliśmy na ślub, urządzenie się w pokoju u teściów i na wyprawkę dla dziecka. Niestety wszystko się pokręciło, doszło do rozwodu. Wyprowadziłam się do pustostanu, który był marną „pojedynką”. Z wiana zostały mi meble.

 „Pojedynkę” zajęłam 13 grudnia 1981 r., zachęcona wypowiedzią dziennikarza z Kroniki Krakowskiej, który w trakcie jednego z programów doradzał, by Krakowianie niemający gdzie mieszkać, zajmowali pustostany, zgłaszając jednocześnie władzom Krakowa fakt. Pustostany w Krakowie istniały dlatego – jak twierdził dziennikarz – ponieważ położyli na nich łapę towarzysze z PZPR-u. Za radą dziennikarza zajęłam wspomniany pustostan, powiadamiając o tym Urząd Miasta Krakowa i prosząc jednocześnie o rozwiązanie mojego problemu mieszkaniowego. Otrzymałam odpowiedź. Urząd skierował decyzję do niższej instancji. Z decyzji wynikało, że niższa instancja ma rozważyć możliwość przyznania mi tego lub innego pomieszczenia zastępczego. Ponieważ nic w sprawie się nie działo, udałam się do Prezydenta Miasta. Solidarnościowy pan Prezydent ochrzanił mnie słowami potępienia za mój czyn zajęcia pustostanu, bo „co by to było, jak by wszyscy samowolnie zajmowali pustostany”. O skorumpowanych i obrzydliwie uprzywilejowanych partyjniakach z PZPR nie wspomniał nic.

Do Okrągłego Stołu sukcesywnie składałam podanie do Urzędu Miasta o przyznanie mi jakiegokolwiek pomieszczenia mieszkalnego. Kolejka oczekujących przesuwała się z roku na rok, tak że moje nazwisko znajdowało się co roku wyżej, aż znalazło się pewnego roku prawie u samej góry. Jakimś cudem nigdy nie przekroczyłam tego poziomu wzwyż, od którego mieszkanie należałoby mi się. Ostatecznie po Okrągłym Stole otrzymałam pismo, że władze państwowe kasują wszystkie starania obywateli o mieszkanie. Tak skończyła się historia moich starań o mieszkanie, starań według praw PRL-u. Musiałam się z pustostanu wyprowadzić.

Na tymczasem zamieszkałam z synem u matki, nie mogłam zabrać ze sobą moich mebli – nie było ich gdzie wstawić. Poza tym matka nie godziła się na jakieś zmiany: „Nie będziesz mi tu meblować!”. Po czasie Urząd Miasta Krakowa opróżnił „pojedynkę” i meble zabrał do magazynu. Ponieważ długo nie odbierałam ich od Urzędu, wylądowały na śmietniku, zgodnie z prawem.

Regiony:    

Mały przeciek

Ciekawej rzeczy się dowiedziałam z Wikipedii:

Układ Warszawski miał obowiązywać przez 30 lat (art. 11). 26 kwietnia 1985 roku jego ważność przedłużono o następne 20 lat, z możliwością przedłużenia o dalsze 10 lat w razie niewypowiedzenia.

Ciekawe, dlaczego nie mówiono o tym w środowisku solidarnościowo-niepodległościowym? Ale to tylko dygresja, bo nie o tym chciałam pisać.

Nasze państwo jest jak dwupiętrowy tort, a najciekawsze dzieje się w części tajnej owego tortu. Tam panuje ustrój zupełnie niewyobrażalny dla przeciętnego obywatela. Jest to ustrój terrorystyczny. Panuje tam hierarchia. Ale według stopni nie takich jak w policji czy wojsku. Najwyżej znajdują się ci, którzy zdolni są popełniać największe okrucieństwa. Ci szantażują niższe poziomy. I tak aż do samego dołu, hierarchicznie tajny aparat państwowy szantażuje i jest szantażowany.

Regiony:

Zimna struktura systemu

Miałam szczery zamiar napisać coś w rodzaju opracowania na temat historii poszczególnych partii po Okrągłym Stole. Najpierw zabrałam się za to od strony nazwisk postaci polskiej sceny politycznej – ale przecież oni wszyscy przechodzili od partii do partii tam i z powrotem. Istny żywioł! Potem zabrałam się od strony nazw partii – łączyły się i dzieliły, powstawały nowe. Istny horror! Poddałam się – nie da się takiego opracowania napisać. Scena polityczna po Okrągłym Stole jest to po prostu JEDNA PARTIA z ogromnym mnóstwem niby-partii, powstałych dla stworzenia pozoru demokracji. Jest to taka piramida polityczno-finansowa. Przedtem był system jednopartyjny z PZPR-em, a teraz jest z tą JEDNĄ PARTIĄ. Oni tak naprawdę kłócą się między sobą na niby, a łączy ich jeden „szczytny” cel – kasa!

Regiony:

Ewolucja… wsteczna

Zaangażowałam się w ruch solidarnościowo-niepodległościowy dwa lata przed stanem wojennym. Potem wszystko się pogmatwało – zaczęły się jakieś dziwne działania wobec mnie i mojej rodziny. Dziwne dlatego, bo szczególnie okrutne, o wiele bardziej niż wobec innych działaczy, a poza tym – jak udało mi się ustalić – nie pochodziły z ręki aparatu PRL-u. Mój los od tego momentu kształtowany był nie przeze mnie, ale jakieś tajne struktury. Moje ustalenie, że to nie aparat PRL-u mnie atakował, można by potraktować jako błąd w ocenie, ale po Okrągłym Stole, z biegiem lat i utrzymujących się akcji agresywnych wobec mnie, coraz bardziej stawało się jasne, że sprawcami faktycznie nie są tajne struktury komunistyczne.

Jak człowiek ma się wobec takiej sytuacji zachować? Jest atakowany, materialnie utrzymywany na poziomie ubóstwa, izolowany od społeczeństwa, a potem nawet od członków rodziny rozmaitymi oszczerstwami, zaznaje strasznych aktów terroru. Co może zwykły przeciętny człowiek uczynić, by siebie wyratować?

To rujnowanie mnie materialnie i nieludzkie traktowanie spowodowały, że wiodącym motywem moich działań stała się chęć wydostania się z tego piekła. W jakikolwiek sposób. Doszłam do wniosku, że niezależnie od moich poglądów i światopoglądu takie traktowanie mnie jest po prostu przestępstwem – wyjątkowo brutalnym. I szokuje mnie fakt, że popełniane jest wbrew międzynarodowym prawom, wyrażonym między innymi w „Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania)”. 

Jak brzmi mój system wartości? Co sądzę o wydarzeniach w świecie? Jak oceniam politykę Polski? Mam wrażenie, że świat zwariował. Że stoi na głowie. Jakże inaczej można ocenić świat, w którym możliwe jest zrealizowanie tego, co zrealizowano wobec mnie? To jest generalny kryzys wartości i w ogóle cywilizacji. Uważam, że trzeba przewartościować wszystko, począwszy od metod przeprowadzania przewrotów w państwach. Przecież te wszystkie zrywy społeczne są sterowane. Przecież to nie sprzeciw społeczny, lecz teatr kukiełkowy! Państwom nie rewolucje są potrzebne, ale ewolucje. Ewolucje intelektualne. Ale „spryciarze” światowi już się zabezpieczyli przed ewolucją intelektualną – przed myśleniem. Zaatakowali po prostu mózgi!

Regiony:        

Wszystko się zawaliło

Pierwszą stronę internetową wykonałam na zlecenie w 2008 roku. Pracowałam nad nią półprzytomna, chora z niedospania. Uznałam wówczas, że pora odważyć się i po wielu miesiącach samodzielnej nauki kodowania zadebiutować w środowisku twórców stron. Wcześniej czytałam dużo o webmasterstwie w internetowych gazetkach, uczyłam się zasad kodowania na rozmaitych kursach online, przyglądałam się kodom stron i zastosowanym sposobom oraz grafice, ćwiczyłam, bo – jak wiadomo – praktyka czyni mistrza. Bywałam często na forach poświęconych tworzeniu stron, gdzie z innymi userami wymienialiśmy się doświadczeniem. Poznałam dużo ludzi, z niejednym potem współpracowałam przy tworzeniu stron. Na początku podejmowałam się drobnych zleceń, na przykład polegających na korekcie i usprawnieniu kodu. Ponieważ bandyckim traktowaniem doprowadzono mnie do biedy, każdy zarobiony grosz był dla mnie cenny.

Stawałam się samodzielna, zaczęłam przyjmować coraz poważniejsze zlecenia. Wykonując kolejne strony, szlifowałam swoje umiejętności. Początkowo zdarzały się zgrzyty z klientami, ale też bardzo miłe pochwały. Nagromadziłam sobie sporą grupę klientów, którzy do mnie wracali lub polecali mnie innym. Rozkręcałam się, aż w końcu mogłam uznać, że to moje zajęcie jest po prostu moją pracą. Wyszłam z długów. Przez kilka lat utrzymywałam matkę, bo z kolei ona w długi strasznie się pogrążyła. Utrzymywałam naszego kota 🙂 Za zarobione pieniądze robiłam bieżące zakupy, kupiłam wiele drobiazgów koniecznych w mieszkaniu, zwłaszcza w kuchni, których brakowało. Do chwili rozpoczęcia fatalnej akcji jesienią 2016 r. finansowo byłam ustabilizowana. Czyste konto w BIK-u, zawsze popłacone wszystkie rachunki, opłacałam abonament multiroom TV+Internet. Obie z matką oraz kot byliśmy dożywieni. Gdy przyznano mi emeryturę w 2014 r., wreszcie zyskałam zdolność kredytową. Rok później założyłam firmę. Wzięłam kredyt, kupiłam za niego dwa komplety ładnych mebli, wejściowe porządne drzwi, nowy komputer, porządny fotel obrotowy, mały telewizorek na biurko i jeszcze parę innych potrzebnych drobiazgów. Raty spłacałam regularnie, BIK pozostawał czysty.

Za komuny, gdy ktoś nie mógł pracować na etacie, na przykład matka opiekująca się niemowlęciem lub ktoś chory, można było podjąć pracę chałupniczą, np. malowanie i ubieranie laleczek ludowych do Cepelii, złocenie literek do metek itp. W latach dziewięćdziesiątych szukałam tego rodzaju pracy, w związku z tym, że z kolejnych prac mnie wyrzucano na tkzw. „własną prośbę”, a potem nękano falami i nie pozwalano się wysypiać. Szukałam takiej pracy, ale nie udało mi się znaleźć. Chyba ta forma zatrudnienia upadła. Były jedynie jakieś oferty nieuczciwe. Tak więc profesja, której się samodzielnie wyuczyłam, okazała się zbawienna. Cieszyłam się nią, cieszyłam się, że nie muszę się użerać z żadnym szefem. Wydawało mi się, że tej pracy już nikt nie będzie w stanie mnie pozbawić. A jednak…

Przy bankomacie, wypłacając pieniądze, odczuwałam ogromną satysfakcję i często powtarzałam sobie w duchu: „moje własne, zarobione pieniądze. A miałam jeść – według moich prześladowców – trawę”. Na prawdę smakowałam każdą taką chwilę przy bankomacie. Nie wypłacałam pieniędzy machinalnie, ale zawsze z poczuciem satysfakcji, wręcz zwycięstwa, z namaszczeniem niemal.

Regiony:

Przypominam, że…

Według programu „Solidarności”, Polska miała być krajem suwerennym. Nie było mowy o jakiejś strukturalnej przynależności typu Unia Europejska. Każdy zwolennik przynależności Polski do Unii, który nosi znaczek „Solidarności” i powołuje się na tą organizację, czyni to bezprawnie.

Po drugie, armia miała być zawodowa. Wyłącznie. Stoi to w kompletnej sprzeczności do „wizyt” armii po domach osób cywilnych, co jest praktykowane od dekad.

Regiony:            

Mydlenie oczu, Panie Premierze

Czy dużo takich ludzi jest, którzy w pojedynkę potrafią zarobić 15 tysięcy w miesiącu?

jednym z warunków do skorzystania z ulgi jest uzyskanie przychodu (w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku) w wysokości maksymalnie 300 proc. prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej w 2020 r., czyli 15 681 zł.

Tarcza antykryzysowa

Regiony:

Nie chcę podwyżki!

Sprytni przywódcy naszego Matrixu obdarzają nas, emerytów, kolejną podwyżką ok. 70 zł. Ale ja nie chcę, bo znów na tym stracę! W tamtym roku straciłam 250 zł. Sprawa wygląda następująco: Mam bardzo małą emeryturę. Tak małą, że kwalifikuje mnie do zasiłku z Opieki Społecznej. W tamtym roku, po podwyżce 70 zł, Opieka zabrała mi 250 zł. Czyli straciłam 180 zł miesięcznie. I teraz na pewno będzie tak samo. Trzeba by wyliczyć, ile państwo wypłaci emerytom łącznie w ramach podwyżki, oraz ile zaoszczędzi Opieka Społeczna łącznie na wszystkich zasiłkach dla emerytów. PIS w ramach swoich kampanii wyborczych powinien podawać do wiadomości publicznej obie kwoty.

obrazek
Regiony:

Nie taka była umowa

Miał być kapitalizm, mieliśmy wejść do rodziny państw zachodnich. A co się stało? Zamieniliśmy Moskwę na Brukselę. Nie taka była umowa! Podczas zrywu solidarnościowo-niepodległościowego w ogóle nie było mowy o jakimś parlamencie poza Polską, któremu będziemy podlegać. Nie takie były hasła i nie taki był program „Solidarności” i KPN-u. Mieliśmy stać się państwem kapitalistycznym i niepodległym.

Urodziłam się w roku, w którym umarł Stalin. Ludzie, którzy urodzili się w i po 1953 r. żyli w systemie już nie stalinowskim. Ten etap komunizmu, po śmierci Stalina, stopniowo ewoluował i moje wspomnienia z lat dzieciństwa i młodości nie są zasnute żadnym cieniem „reżimu komunistycznego”. Szkoła, sport, życie rodzinne – wszystko pozbawione było ingerencji komunistycznych władz. Nie zaznałam przejawów indoktrynacji czy sowietyzacji. W Polsce nie miała miejsca ani jedna interwencja sił Układu Warszawskiego. Nazywano PRL najweselszym barakiem w obozie komunistycznym.

Mam wrażenie, że kolejne władze Polski pokomunistycznej pominęły nasze pokolenie, jakbyśmy zupełnie nie istnieli. Utknęły w czasach stalinowskich i karmią nas spreparowanymi „prawdami”, jak duchy epoki stalinizmu. Metodą goebbelsowską wlewają w nasze dusze nienawiść do czegoś, czego nie zaznaliśmy. Indoktrynują nas.

Przed telewizorem mam ochotę na przemian postawić sobie klęcznik albo chwytać za karabin maszynowy. Niepokalane potwory sceny politycznej i władz realizują wobec Polski wrogi, wyniszczający plan. Straty liczone w miliardach złotych, obszary nędzy, nieustające afery i prymitywne, ordynarne kłótnie – machina dywersji przemiela nasz kraj, począwszy od Okrągłego Stołu. Modeluje człowieka bez duszy i system bez duszy. My, obywatele, stajemy się cyborgami dyspozycyjnymi dla obcego kapitału.

Regiony:        

Ustawowo biedni

“Dobry” pan premier oznajmił nam, że dla niektórych obywateli podatki będą mniejsze. Ale – panie premierze – nie podatki są problemem, lecz składki ZUS. Nie podatki nas rujnują, lecz ZUS. Wiem na pewno, że dotyczy to jednoosobowych firm jak moja (wykonywanie internetowych stron), i pewnie dotyczy również wszelkich innych małych firm. Nie wiem, w jakim stopniu dotyczy to firm wielkich.

My, Polacy pragnący zarobić na własnej działalności lub dorobić do pensji czy emerytury, stanowimy ogromny procent narodu. Uderza w nas i rujnuje ZUS. Do chwili uzyskania praw do emerytury trzeba płacić aż 1431,48 zł (2020 r.). Potem, po uzyskaniu emerytury, trzeba opłacać składkę zdrowotną wysokości 362,34 zł (2020 r.). Nie musi opłacać tej składki w danym miesiącu ktoś, kto:
– otrzymuje miesięczne świadczenie mniejsze niż 2250 zł (brutto)
– uzyskuje dodatkowe przychody tytułu działalności mniejsze niż 550 zł (50% najniższej emerytury w 2019 r.)

„Dobroć” polegająca na wprowadzeniu „Małego ZUS-u” działa tylko przez 3 lata. Potem powraca się do „normalnego” ZUS-u (czytaj: praca „na czarno” lub plajta).

obrazek

Zaczęłam się zastanawiać, czy nie skorzystać z „dobroci” naszych rządzących w związku z tym, że zdjęli z nas obowiązek rejestrowania działalności gospodarczej w CEIDG, jeśli osiągamy niskie z tej działalności dochody tj. mniej niż 1300 zł miesięcznie (2019 r.). Okazało się niestety, że mnie ta „dobroć” nie dotyczy – ta forma przewidziana jest wyłącznie dla osób, które nie prowadziły działalności w ciągu ostatnich 60 miesięcy.

Wniosek: NIE WOLNO mi będzie przez 5 lat przyjmować zleceń, jeśli zamknę swoją firmę. Czyli MUSZĘ zachować swoją działalność gospodarczą, jeśli zamierzam do mojego niskiego świadczenia emerytalnego na zleceniach dorabiać.

Inna „dobroć” naszych rządzących też mnie nie dotyczy: składka zdrowotna, do opłacania której zobowiązani jesteśmy my, prowadzący działalność emeryci, nie podlega zmniejszeniu w ramach „Małego ZUS-u”. Czyli nadal muszę lawirować tak, aby z tytułu firmy nie zarobić więcej niż 550 zł miesięcznie, bo jeśli zarobię 551 zł, będę musiała ZUS-owi zapłacić 362,34 zł.

Regiony:
Page 47 of 48
1 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds