TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

Miesiąc: wrzesień 2023

Ofiary milczą (kartka z pamiętnika 3 listopada 2007)

Byłam na wycieczce do innego świata. To znaczy zajrzałam na fora, gdzie bywam, i poczytałam co nieco. To jest inny świat niż mój. Zupełnie inny. Jakby inny kraj. Polacy tak jak ja, ale żyją w innej rzeczywistości i należałoby powiedzieć także, że żyją inną rzeczywistością. Ich rzeczywistość pozbawiona jest tego, co w tym kraju przeżywam ja. Oni mogą pisać otwarcie, co myślą, co wiedzą na dany temat polityczny — ja nie, ponieważ nikt by mi nie uwierzył. Jeden kraj, a nikt by nie uwierzył w to, czego tutaj doświadczyłam. Oni są Polakami i ja, a dzieli nas więcej niż gdyby dzieliła nas granica państwowa. To, czego tu doświadczyłam, to skutek działania służb państwowych.

Taaak… służby państwowe są w stanie stworzyć człowiekowi inną rzeczywistość…

Mój obraz kraju jest więc o wiele, wiele pełniejszy niż ich, po prostu więcej wiem. Hmmm… Ale jak to opowiedzieć?? Udaję więc, że wiem mniej niż wiem, a tylko czasem usiłuję coś przemycić. Jest to jednak syzyfowa praca, ponieważ przeciw sobie mam gigantyczną propagandę – krajową i międzynarodową, całkowicie spójną. Tak, to autentyk: jest taka międzynarodowa zmowa. Innymi słowy, spisek. Międzynarodowy spisek w pewnej kwestii.

Hmmm… Kwestia jest natury zbrodniczej.

Taaak… Dzieje się coś zbrodniczego, a cały świat trwa w zmowie milczenia. Nie, nie przedstawię zaświadczenia od psychiatry, Drogi Czytelniku. Z całą pewnością się nie mylę. Zresztą skoro w temacie ludobójstwa w Czeczenii cały świat trwa w zmowie milczenia, dlaczego nie wydaje Ci się możliwie, że milczy zgodnie o czymś, co jest w Polsce? W Polsce nie mogą dziać się takie rzeczy?? Niby dlaczego?

Po powrocie z wycieczki do innego świata zawsze jest mi przykro. Bywa, że opanowuje mnie gniew. To w zależności od kondycji psychicznej danego dnia. Nie jestem z żelaza i powrót z innej rzeczywistości do mojej zawsze jakoś boli. Podejrzewam, że więcej jest takich ludzi w forumowym towarzystwie, którzy „urywają” się na chwilę ze swej rzeczywistości, a potem równie dotkliwie odczuwają powroty. Życie w Polsce dla większości nie jest łatwe, lecz obowiązuje styl narzucony przez media – co prawda styl propagandy sukcesu i radosnej sielanki z epoki III Rzeczpospolitej wyblakł nieco, ale nadal jest. I jeśli nawet dyskutuje się o czymś poważnym, jeśli nawet coś lub kogoś krytykuje się ostro, zawsze nie przekracza to pewnego poziomu temperatury dyskusji. W stosunku do realiów jest to moim zdaniem sztuczne. Jest wizytowe. Lecz warunki w Polsce dla większości wcale wizytowe nie są. Ubieramy się więc na tą chwilę w wizytowe ciuchy, po czym… znów włazimy w obrzydliwe łachy. Nic dziwnego, że jest nam wtedy smutno.

Nie chodzi mi o złą rzeczywistość powstałą z przyczyn jakichś prywatnych, lecz o odczuwalny w naszym życiu prywatnym rezultat funkcjonowania w Polsce państwowego systemu. W innych okolicznościach, czyli w innym kraju, radzilibyśmy sobie całkiem dobrze, ale tutejszy system nam to uniemożliwia. Zły system jest jak wojna. Niszczy. Nasze domy są systematycznie ostrzeliwane, od czasu do czasu spada na nie bomba. Mozolnie usuwamy skutki wojny, uparcie naprawiamy szkody, a gdy spotykamy się na forach przybieramy minę numer pięć, przewidzianą na spotkania towarzyskie. Wychodzimy z naszej ostrzelanej i zbombardowanej rzeczywistości do innej, wizytowej. Wychodzimy na chwilę i bawimy się w grę polegającą na nie nazywaniu rzeczy po imieniu. Bawimy się w grę polegającą na nazywaniu niszczenia naszego życia jakoś inaczej – nie drastycznie, nie dosadnie. Salonowo. Bo w salonie dyskusyjnym nie wypada tłuc pięścią w stół, ulegać porywom emocjonalnym ani używać niecenzuralnych słów. Trzeba rozpacz i skrajne oburzenie zbrodniczym wyniszczaniem stłumić w sobie i zachowywać się kulturalnie. Bo jak nie, to ban. Ban od kogoś być może, kto też tłumi w sobie niesalonowy bunt.

Nasze domy zbombardowano metodami pokojowymi. W minionym dwudziestoleciu większość polskich rodzin zubożała tak straszliwie, jakby przez kraj przetoczyła się całkiem prawdziwa wojna. Młodsze pokolenie z takich rodzin, zamiast korzystać z dorobku starszego i pomnażać ojcowiznę, usiłuje wydobyć się ze zgliszczy. Otóż właśnie ludzie z takich rodzin są bywalcami forów. Lamentowanie nie jest w dobrym tonie i nikt nie chce stawiać się w roli godnej pożałowania ofiary losu. Tym sposobem szkody wyrządzone przez system nam i naszym rodzinom nie awansują do poziomu forumowych wątków. Tematy i klimat dyskusji nadają osoby, których drastycznie wojna pokojowa nie dotknęła. W tej atmosferze jakiś los szczególnie tragiczny zostałyby przyjęty jak opowieść science fiction.

Regiony:

Trzy kartki z pamiętnika (grudzień 2006)

30 grudnia 2006
Kończy się rok. Zawsze bardzo lubiłam sylwestrową noc – wybrałam sobie ten moment roku na moje własne święto. Traktuje je bardzo osobiście. Noc sylwestrowa to czas tańca i radości. Uprawiałam za młodu taniec sportowo – kocham taniec, muzykę i piękno. W tą noc mogłam nacieszyć się swoim wyglądem i naturalnym dla mnie pogodnym nastrojem – mogłam się wytańczyć, wyszaleć i błyszczeć pośród towarzystwa. Tak, Sylwester to zawsze było moje święto, podczas którego miałam okazję rozwinąć okazały pióropusz moich walorów. W tę noc stawałam się księżniczką i czułam się księżniczką.

Od paru lat nie uczestniczę w sylwestrowych balach – to moje święto urządzam sobie w domu. Nadal jest ono moim własnym bardzo osobistym świętem. Staje się jego główną postacią. Nie inni, nie jakieś tradycje święte czy narodowe, nie Bóg, nie niepodległość kraju – ale ja i to wszystko, co kocham. Sobie i temu, co kocham poświęcam tą noc.

25 grudnia 2006
Święta Bożego Narodzenia nie są dla mnie świętami religijnymi. Właściwie, gdy się zbliżają, ich nie lubię. Chwilami na nie wręcz się wściekam. Wciskają się w moje życie osobiste i muszę wkalkulować je w mój plan spraw. Wszystko trzeba im podporządkować, i to na wiele dni zanim się zaczną. Zakupy, wielkie sprzątanie, ustalanie menu na wigilię i świąteczne dni. Gdy w końcu po tym całym wariactwie przychodzą, nagle cały świat wokół się zmienia. Ludzie się zmieniają. Odchodzi gdzieś w najdalszą dal system państwowy. Urzędnicy, obrzydliwe przepisy, znienawidzeni politycy, szefowie z pracy, zwłaszcza ci obrzydliwi – na dwa i pół dnia to przestaje istnieć. Ludzie stają się tacy, jacy powinni być. Na luzie, skoncentrowani na sobie i najbliższych. Odżywają ogniska – i te domowe, i te przyjacielskie. Można wreszcie czas poświęcić sobie – oddać się rozmyślaniom i marzeniom.

17 grudnia 2006
Chciałabym żyć w kraju, w którym nie padają kilka razy każdego dnia słowa „ofiara” i „rozliczanie za przeszłość”. Życie publiczne w Polsce jest cholernie nudne. Do tego jeszcze w kółko Kościół. Nie dość że jest cienko pod względem materialnym, to jeszcze usiłuje się umartwiać nas przeklętą prostacką nudą poprzez media. A kiedy będziemy się śmiać? W życiu po życiu? Polak koniecznie musi być zbolały i wynędzniały. Nowa cecha narodowa! I stale następne pokolenia muszą czcić tragedie poprzednich pokoleń. Gdy byłam młoda czciło się pamięć ofiar II Wojny Światowej. Potem czciło się pamięć ofiar II Wojny Światowej i komuny sowieckiej. A teraz czci się ofiary II Wojny Światowej, ofiary komuny sowieckiej i ofiary III Rzeczypospolitej. Co nam jeszcze dojdzie w następnej kolejności?

Regiony:

SB

SB fajna firma. Co mi tu zachodni i prozachodni będą pieprzyć. Ja wiem swoje. Widziałam na własne oczy, a więc wiem. Klasa, godność, dyscyplina. A oto przykładowe nauki udzielane przez oficerów SB:

  • Naród to nie wróg
  • Szlachectwo zobowiązuje
  • Nie wolno Tajnemu Współpracownikowi wykorzystywać dla własnych celów jego relacji z SB
  • Tajnego Współpracownika może odwołać tylko prezydent
Regiony:

Chrzanię taką ojczyznę

Ten kraj jest do kitu rządzony. Z wierzchu jako tako, a gdy zajrzeć w głąb – istna stajniach Augiasza! Człowiek powinien w swoim kraju czuć się pewnie. Powinien mieć zapewnione miejsce zamieszkania i środki na utrzymanie. Nie przekonuje mnie teoria, według której kapitalizm musi być rodzajem ringu, na którym każdy walczy sam o warunki do istnienia. Mieszkanie i środki na utrzymanie to warunki, bez których człowiek nie jest w stanie istnieć. Człowiek to nie tylko obywatel kapitalistycznego kraju, to także obywatel swojej OJCZYZNY.

Media co dzień relacjonują różne tragedie ludzi, którzy parają się z problemami powstałymi z winy rządzących — krajem czy regionami. Ten kraj to jest padół łez, a nie ojczyzna. Tu nawet porządnego kontrwywiadu nie ma, który by chronił nas przed zewnętrzną agresją (nie wschodnią mam na myśli — dla jasności).

Regiony:

Prześladowanie to przestępstwo

Pamiętam, że ktoś powiedział, że prześladowanie to przestępstwo. Powiedział w czasie chyba tuż przed obradami Okrągłego Stołu, może w trakcie obrad, może zaraz po — dokładnie nie pamiętam. Teraz Internet jest wysprzątany i tego prawa nie ma. Są tylko tematy związane z prześladowaniem typu mobbing itp.

To jest istotne, że prześladowanie to przestępstwo, ponieważ daje osobie prześladowanej drogę prawną do samoobrony. Czy to prawo w Kodeksie Karnym, które istniało za komuny, jeszcze istnieje? A może zniknęło tak samo jak z Internetu?

Regiony:    
Page 2 of 2
1 2

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds