TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

Miesiąc: luty 2022

„Trzymać się z dala od Anglosasów” [Myśl polska]

Warto przeczytać artykuł, którego fragment tu przytaczam:

Skiwski ostrzegał przez Ameryką. Pisał: „Ameryka jest olbrzymią rozpędzoną maszyną, z którą nie może być żadnych „dyskusji” i która jest nastawiona na pożeranie. Dosłownie: na pożarcie świata (…) Wszystkie sentymentalne „ale” popiskujące w jej stalowych kiszkach nie zmieniają ani na włos planu zakreślonej marszruty. Ameryka choruje na przerost mięśni. Jej potęga materialna wylewa się poza brzegi. Podstawą jej potęgi jest technika i mowy nie ma o zwekslowaniu potęgi amerykańskiej na jakieś „inne tory”.

„Myśl polska”
Regiony:

Zabiliście nas!

Znam takie określenia jak: broń psychotroniczna, psychotronika, broń elektromagnetyczna, broń skierowana. Nie jestem zawodowcem w tej dziedzinie, ale wiem, że taka broń istnieje, choć nie mam pewności, czy dokładnie rozumiem znaczenie wymienionych tu określeń. Dla ludzi, którzy tym tematem się nie interesują, bo nie muszą lub nie chcą, dziedzina ta jest czarną magią, zaliczają ją do science-fiction lub sądzą, że to sprawa dopiero dalekiej przyszłości. Dziwią mnie niedowiarki, bo przecież nie trzeba być fizykiem, by skojarzyć, że odbieranie słabiutkich sygnałów emitowanych przez mózg i ciało jest w dzisiejszych czasach wykonalne. Nie za sprawą cudu NASA uzyskuje dane z krańców galaktyki, steruje swoimi łazikami na Marsie i nie za sprawą cudu działają nasze smartfony, które bez żadnego przewodu drogą powietrzną przesyłają i odbierają sygnały.

Po mózgu krąży prąd elektryczny – to dzięki niemu myślimy, czujemy, rozumiemy. Fizycy, matematycy, chemicy, biolodzy i psychologowie łączą swe siły, aby śledzić jego ścieżki. Wspierając się wzajemnie, coraz lepiej rozumieją, w jaki sposób i gdzie ów prąd powstaje, dlaczego w danym momencie biegnie akurat do tego, a nie innego miejsca.

„Myśli i uczucia płyną z prądem”

Nasze polskie służby i wojsko są w posiadaniu urządzeń pełniących rolę broni psychotronicznej, elektromagnetycznej,  skierowanej. Osiągnęli wysokie umiejętności, posługują się tymi urządzeniami z dużą precyzją, a nawet perfidią. Zostali doskonale przygotowani, z przysłowiową amerykańską perfekcją, pod względem psychologicznym – z psychologii terroru i okrucieństwa. Ale czy dla obrony narodu? Na podstawie moich doświadczeń wnioskuję, że nie dla obrony narodu, lecz realizacji celów strategii zachodniej, w tym Stanów Zjednoczonych. Może przede wszystkim Stanów Zjednoczonych? Co to za różnica? Jawią się całemu światu wraz z innymi krajami zachodnimi jako jeden solidarny front, a pokłócić się mogą między sobą co najwyżej w kwestii podziału łupów. A które państwo temu frontowi przewodzi, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Tak oto, mamy służby i wojsko świetnie przygotowane do wojny… w obronie zachodnich interesów. Do tego stopnia przygotowane, że nasi teoretyczni obrońcy nabyli umiejętność bicia przedstawicieli narodu polskiego, swoich rodaków, a to bez dociekania, po co i dlaczego wystawiono tą czy inną ofiarę na cel.

„Amerykańscy dyplomaci mogli być poddani działaniu szkodliwej energii elektromagnetycznej” PAP

Gdybym nie znała faktów, popłakałabym się nad losem amerykańskich dyplomatów potraktowanych bronią elektromagnetyczną! Śmiesznie mało przekazują Amerykanie do publicznej wiadomości na temat możliwości tej techniki. Dowiadujemy się, że poszkodowani cierpią na tzw. „syndrom hawański”, a oto skromny opis skutków oddziaływania tej broni:

„Syndromem hawańskim” określa się zespół dolegliwości, w tym zawroty i bóle głowy, karku, a także nudności, przemęczenie, problemy ze słuchem, ciśnieniem tętniczym krwi, pamięcią, czy poważniejsze zaburzenia pracy mózgu.

„Amerykańscy dyplomaci mogli być poddani działaniu szkodliwej energii elektromagnetycznej” PAP

Wymienione dolegliwości wobec rzeczywistych możliwości tej techniki to niewinne pieszczoty. Przecież technika psychotroniczna to straszna, makabryczna broń. Polska jest w nią wyposażona. Jednocześnie psychologicznie przystosowano obsługujących ją żołnierzy i pracowników służb, by ślepo przyjmując rozkazy zdolni byli godzić w swoich rodaków.

Regiony:    

Mięso armatnie czy worki z ziemniakami?

Ponad osiem lat pracowałam nad internetowymi stronami, głównie jako koder, czasem jako grafik. Miałam 123 klientów, dla niektórych wykonałam po kilka stron. Dzięki mojej pracy zaistniało w Internecie dość sporo stron. Myślę, że mogę śmiało stwierdzić, że w pojedynkę osiągnęłam dużo – mam się czym pochwalić.

Wracam czasem do moich prac, przyglądam im się w Internecie, w 99%-tach jestem z siebie zadowolona. No, może w 95-ciu, ale przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, o czym każdy koder wie. Moje strony wyglądają i działają całkiem profesjonalnie. Naprawdę jakby nie powstawały w kuchni. W niedużej kuchni 2 na 3 m kw., w kącie obok kaloryfera.

Za plecami matka choleryczka ciska garami, nie zważając na to, że pracuję, co chwilę zadaje pytania jak do podkuchennej jakiejś, a to na odmianę gulgoce przekleństwa wściekła na cały świat i mnie. Ponieważ na każdą moją prośbę o spokój dostaje szału, rzadko kiedy reaguję. Kulę się w sobie, usilnie koncentruję na moich kodach — znoszę to, bo prymitywna awantura szarpie moje nerwy i wytrąca z równowagi na długie godziny, uniemożliwiając pracę nie mniej niż ten chamski za plecami rumor. Udało mi się wypracować jeden sukces: już nie dostaje szału, gdy odmawiam próbowania gotowanych przez nią potraw. Nasze gusty kulinarne różnią się, a na krytykę reaguje w skali od prychnięcia ze wzrokiem pełnym morderczej nienawiści, po wielodniową obrazę poprzedzoną inwektywami. Nie udało mi wypracować sukcesu w kwestii kipienia. Zrywam się niejednokrotnie, biegnę w kierunku kuchenki na złamanie karku, bo garnek szczelnie przykryty, płomień gazu na full, a mamcia ogląda telewizję w pokoju.

W takiej oto scenerii powstawały moje strony. W pewnym momencie zarejestrowałam sobie firmę – miałam więc firmę całkiem serio, z opłacaniem podatków i składek ZUS. Klientów ani kontrahentów-grafików do domu, do tej kuchni zapraszać oczywiście nie mogłam, kontaktowaliśmy się online. A dlaczego mam takie podłe warunki? Bo jakiś skurwiel prześladowca uczepił się mnie wiele, wiele lat temu i wraz ze swoją bandą, uważaną za legalne służby państwowe, torpedował wszystkie moje życiowe cele. A ponieważ w kraju zapanowała ślepa wiara w to, że w III Rzeczypospolitej prześladowców już nie ma, to dlatego nie udało mi się „upolować” tego zwyrodnialca i uzyskać pomocy należnej mi z racji prawa polskiego i międzynarodowego. W międzyczasie okazało się, że nici od „mojego” zwyrodnialca i jego bandy wiodą aż poza granice naszego kraju, na Zachód. A Zachód w dupie ma tą jakąś „brudną Polkę”, natomiast zwyrodnialcy i wszelkie bandy są bardzo mile widziani. Zachód generalnie wrzucił nas, Polaków, do grupy państw, które nadają się wraz z ludnością do wyzyskania, bo do czego innego dawne demoludy – według Zachodu – się nie nadają.

Bestialskie czasy nastały. Osoby cywilne w rejonach działań służb specjalnych i wojska bywają traktowane w sposób absolutnie nieludzki. W rejonach konfliktów zbrojnych, gdzie spadają bomby i odbywają się starcia wojsk, okrucieństwo wobec ludności cywilnej jest oczywiste. Niszczy się dobytek osób cywilnych, ich domy, narażone są na rany, a nawet śmierć. Tracą nieraz dorobek całego życia. Takie tragedie da się opowiedzieć i udokumentować. Da się też udzielić pomocy humanitarnej. Natomiast tragedie osób cywilnych w wyniku działań zakamuflowanych, przeprowadzanych przez służby tajne, w tym wojskowe, pozostają poza wiedzą opinii publicznej. Nie ma możliwości je udokumentować, a nawet ciężko opowiedzieć, bo mogą wydać się nieprawdziwe.

Osoby cywilne w czasie działań wojennych podlegają ochronie. Zabronione są ataki na ludność cywilną jako taką lub na osoby cywilne, zabronione są też akty i groźby przemocy, których głównym celem jest zastraszenie ludności cywilnej oraz ataki bez rozróżnienia (nie skierowane przeciwko określonemu celowi wojskowemu). Szczegółowo opisuje to Pierwszy Protokół Genewski (1978) w art. 51.

Wikipedia

W udowadnianiu poważnych przestępstw popełnianych przez „czarne owce” w służbach polskich i wojsku, służby te uczestniczyć nie chcą. Wykonałam bowiem kilka kroków, wysłałam pisma powiadamiające w kilka ważnych miejsc, z nadzieją (choć bardzo słabą), że może służby zechcą wesprzeć mnie dowodami, którymi dysponują. Najcięższe z przewinień – jak się okazuje – tolerowanych to: nieludzkie traktowanie i tortury, niewolnicze wykorzystywanie osoby cywilnej, działania rozbójnicze.

Regiony:    
Page 3 of 3
1 2 3

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds