Przepis na wypieprzenie człowieka z jego własnego mieszkania opracowały służby aparatu polskiego tajnego. Podejrzewam, że z inspiracji USA, ale — uczciwe mówiąc — nie wiem na pewno.
Najpierw organizuje się zbiorowy nalot na osobę, przy użyciu techniki skierowanej. Paraliżuje się tym sposobem zdolność do swobodnego funkcjonowania osoby-celu. Atakuje się umysł, a także ciało, w taki sposób, że osoba staje się częściowo niesprawna. Efekt jest taki, że osoba nie jest w stanie pracować, a więc zarabiać. Następnie sugeruje się, że ten atak to nie atak, lecz operacja specjalnego znaczenia, mająca za zadanie rozprawić się z pewnym szalenie groźnym procederem przestępczym i wrogim względem całego kraju. Nawet kontaktuje się z ofiarą pracownik kontrwywiadu wojskowego, dzwoni z informacją, że operacja prowadzona jest przez służby aparatu państwowego. Osoba, uspokojona, że nie dzieje się nic złego, pomimo niewyobrażalnych uciążliwości nabiera zaufania do kontaktujących się z nią za pomocą kontaktu bezpośredniego służb. No cóż, ojczyzna w potrzebie, trzeba się poświęcić. Ale skąd wziąć kasę na życie, skoro nie da się pracować, a więc zarabiać? Ponieważ to operacja legalna państwowa, to pewnie nie na koszt nawiedzonego przez tajnych obywatela. Obywatel zaciąga więc pożyczki. Mijają tygodnie, miesiące — tu pożycza, tam oddaje. Mija rok, dwa. Osoba zaczyna się denerwować, bo czas ucieka, a dług rośnie. Pisze więc pisma do stosownych urzędów jawnego aparatu państwa. Odpowiedzi nie otrzymuje. Jeszcze jakiś czas osoba daje się zwodzić, aż w końcu trrrach! Mówi dość! Niestety już jest za późno. Nalot wciąż trwa, jest tak przykry, że nie ma wątpliwości, iż jest to atak wrogi. Kolejne pisma do jawnych władz nie odnoszą skutku. Pracować w dalszym ciągu się nie da. I zaczyna się to, czego łatwo można się domyślić. Upomnienia wierzycieli o zwrot pożyczek, a następnie komornik. Koszty rosną w makabrycznym tempie. Komornik zabiera mieszkanie.
Proszę mi zwrócić koszty tej operacji, którą zaczęto jesienią 2016 r.
