Trudnością dla mnie w prowadzeniu relacji na żywo jest fakt, że atak służb odbywa się w mieszkaniu prywatnym, gdzie nie mieszkam sama. Atak dotyczy nie tylko mnie, lecz wszystkich domowników, o czym nie wypada pisać publicznie, a koniecznie należałoby. Zwracam na to uwagę.
Nie będzie ze mną żadnych tajnych gier! Nie pisałam się na nie NIGDY!
„Wiem” – jest to metoda, polegająca na przepływie myśli od maszyny tajnej do człowieka i odwrotnie. Tą metodę możecie wsadzić sobie w dupę. Nie jestem zainteresowana tą metodą kontaktu. Dlaczego? Ponieważ nie wszystkie służby w Polsce, posługujące się bronią psychotroniczną mają możliwość techniczną nasłuchu takiego przekazu myśli. Gram w otwarte karty i skoro już przymuszono mnie do tego rodzaju kontaktu, to ewentualnie proszę używać wyłącznie słów, aby wszelkie nasłuchy w Polsce były w stanie je nasłuchać. Zapowiadałam ten swój warunek już w pierwszych w miesiącach Waszego ataku na mnie, jesienią 2016 roku. To moje żądanie zostało OCZYWIŚCIE zignorowane. Nie dam się wrobić w żadne tajne knowania, ze szczególnym uwzględnieniem knowań przeciwko Polsce!
Radzę głównodowodzącym i poniższym dowódcom powściągnąć swoich podkomendnych, bo nie zamierzam niczego tu ukrywać. Nie ja jestem stroną winną tej sytuacji i nie dam się dłużej szantażować. Jakikolwiek błąd popełnią, przeciek, jaki tu nastąpi, pójdzie na ich konto. Tej samej rady udzielam niniejszym wszelkim służbom zagranicznym, nie bez USA.
Jak można zachować obojętność, gdy się wie, co się przez mój dom i rodzinę przez minione czterdzieści lat przewinęło?! To jest kluczowe na teraz pytanie i kluczowa odpowiedź. Widać można, bo oto, mimo nie do pojęcia przez zwykłego człowieka strasznej mojej przeszłości, teraz na mojej osobie służby wykazują swoją lojalność wobec USA. Że prawdziwym moim rywalem są Stany Zjednoczone, w to niedowiarki uwierzą, jeśli uzmysłowią sobie sposób traktowania mnóstwa różnych narodów przez służby amerykańskie. Patrzę na mój zabiedzony dom, patrzę na moją straszną przeszłość i myślę, że USA i słowo „niszczenie” to synonimy. Ale wykonawcą niszczenia mojego życia i dobytku były i są polskie służby! Gratulować służbom polskim dorównania poziomem do służb USA, czy napluć w pysk?
Ostatnia tajna operacja wobec mnie odbyła się pod pozorem oczywiście pozytywnym: pomoc mnie i wyjaśnianie przeszłości. Rozmowy, informacje, atmosfera jak u cioci na imieninach, przeplatane sadyzmem fizycznym i psychicznym. Moje nastawienie w związku z tym zmieniało się jak sinusoida: to łudziłam się, że zamiar działań jest pozytywny, to szalałam z gniewu i rozpaczy. I tak minęło sześć lat. Nie do wiary! A byłam czysta jak łza. Jak święta Madonna. Jakim mianem określa się typa, który włamał się do czyjegoś domu i zrujnował wszystko? Bandyta. I analogicznie należy nazwać pracowników służb, którzy wtargnęli do mojego domu i zrujnowali mi wszystko. Bandyci, po prostu bandyci. Nie zapraszałam ich, nie prowokowałam, jedyna działalność, jaką prowadziłam, to zarabianie na wykonywaniu internetowych stron. Mimo to wpadli do mnie, do mojego domu jak do swojej stodoły!
Nurtuje mnie wciąż pewne pytanie: dlaczego nikt z polskich służb spoza tych posługujących się bronią psychotroniczną nie zaciekawił się całą tą sytuacją i otoczką tworzoną wokół mnie? Odkąd wtargnięto w moje życie, a ja natychmiastowo zaczęłam swoją kampanię obronną, w ramach której napisałam ogrom listów do stosownych władz i telefonowałam, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi i nie padło ani jedno zapytanie, zmierzającego do przybliżenia sprawy. Ani jedno pytanie! Aż mam ochotę wykrzyczeć: Tchórze! Łajzy! Pajace! Pośmiewisko! Oto koniec Waszej drogi — Liban dziś
