Wkurzają mnie Stany Zjednoczone! Wkurzają mnie te ich wojny, okrutne praktyki takie jak w Abu Ghraib i puste obietnice zaprowadzenia na świecie pokoju, sprawiedliwości i demokracji. Każdy na świecie wie, że dla USA liczy się przede wszystkim kasa. Nawet wojny stanowią dla nich źródło zysku. Jak to jest, że gdy oglądam amerykańskie filmy, wtedy przenoszę się w rzeczywistość sensu? Pomijam ewidentną tandetę, bo w takim ogromie filmów nic dziwnego, że i tandetne się zdarzają, ale nawet zwykłe kryminały przenoszą mnie w rzeczywistość sensu. Czas spędzony na oglądaniu amerykańskiego filmu to nigdy nie jest czas zmarnowany. Albo jest to świetna rozrywka, albo kryminalna łamigłówka, albo coś dostarczającego wzruszeń, coś pouczającego, odkrywczego itd. itd. Po obejrzeniu filmu europejskiego bardzo często budzi się we mnie gniew, mam odczucie, że twórcy filmu zrobili mnie w konia. Zmarnowali mój czas. Oszukali. Obrazili płytkością, bylejakością, dłużyznami i nudą. Natomiast filmy amerykańskie niepostrzeżenie – można powiedzieć, podstępem – porywają mnie w inną rzeczywistość, w której tkwię nierozpraszana niczym aż do końca filmu. Ani sekundy nudy. Nic nie rani mojej wrażliwości estetycznej, każde ujęcie jest jak obraz, dopracowany w szczególe. Nawet najdziwniejsze ujęcie ma swoje uzasadnienie – do góry nogami, mocne przybliżenie twarzy itp. Aktorzy w swych rolach są absolutnie przekonywający. Nawet w ich oczach nie dostrzegam najmniejszej iskierki fałszu, a nieraz próbowałam „przyłapać” ich na jakichś niedoróbkach – nadaremno. Amerykańska gra aktorska jest perfekt. Mam silne, niezachwiany poczucie, że twórcy filmu szanują mnie. Traktują w najwyższym stopniu poważnie. Z całą pewnością są wobec mnie uczciwi!
Wspaniała kinematografia USA
