TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

„Psychologia polityczna linczu” [Piotr Żuk – 2015]

W jednym z ostatnich numerów „Polityki” Artur Domosławski – jak zwykle w dobrej formie – opisał społeczne mechanizmy linczu. Skupił się na Ameryce Południowej, ale wspomniał też o rasistowskich linczach na czarnoskórej ludności w Stanach Zjednoczonych. Trudno nie zgodzić się z tezą autora, że lincze wcale nie stanowią broni biednych i niewykształconych, lecz są symbolem i pomocnym środkiem panowania uprzywilejowanych.

Choć zazwyczaj są to pozornie spontaniczne akty bezkarnej przemocy (których sprawcy rzadko kiedy zostają pociągnięci do odpowiedzialności), najczęściej kierunek agresji i dzikiej nienawiści jest sprawnie nakierowany oraz zarządzany przez przedstawicieli oficjalnego porządku społeczno-politycznego. Nie zawsze oficjalny aparat państwa chce sobie brudzić ręce hańbiącymi aktami przemocy. Może do tego celu posłużyć się wykolejonymi i zdemoralizowanymi kręgami podklasy czy – jak by powiedział Marks – lumpenproletariatu. A ten ostatni zazwyczaj nie jest rewolucyjny, lecz autorytarny, ksenofobiczny i podatny na hasła nacjonalistyczne.

Zanim Hitler zdobył pełnię władzy, posługiwał się bojówkami SA, złożonymi ze sfrustrowanych i często przestępczych kręgów, które były pomocnym środkiem do napadów na konkurencję polityczną. Kiedy umocnił swoje panowanie, w 1934 r., w czasie nocy długich noży pozbył się niepotrzebnego już balastu i polecił mord na kierownictwie SA. Zanim to nastąpiło, brunatne koszule specjalizowały się w napadach na przeciwników i „spontanicznych” linczach.

O ile wyznaczaniem celów ataku zazwyczaj zajmują się przedstawiciele, pomocnicy czy doradcy panującego porządku, o tyle ofiarami prawie zawsze są ludzie pozbawieni obrony i naznaczeni przez panującą ideologię jako źródło zła. Tego typu akty bezkarnej przemocy pozwalają rozładować frustracje społeczne, ale także skutecznie odwracają uwagę od realnych problemów społeczno-ekonomicznych oraz rzeczywistych źródeł ucisku i wyzysku. Wykonawcy i uczestnicy linczów, pochodzący czy to z kręgów wyrzuconych na margines rynku pracy, czy z zagrożonej obniżeniem swojego statusu drobnej klasy średniej, na tle ofiar zawsze mogą się dowartościować i poczuć się wyżej, niż w istocie są w hierarchii społecznej (kryminaliści z SA mogli się poczuć wyżej niż Żydzi w hierarchii społeczeństwa opanowanego przez faszystów). A ci, którzy zarządzali tym przedstawieniem, byli niewidoczni, zupełnie bezkarni i mogli w spokoju kontynuować umacnianie swojej władzy.

Czytaj dalej na tygodnikprzeglad.pl – Piotr Żuk
„Psychologia polityczna linczu” [Piotr Żuk – 2015]
Regiony:

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds