Wreszcie mam fotel, który nie trzeszczy przy każdym najmniejszym ruchu. Trzeszczący fotel to jak czapka krakowska z pawim piórkiem, demaskująca twoją pozycję w okopach na froncie. Matka od razu wie, że wstałam w nocy i usiadłam do komputera. A gdy słyszy, że ja wstałam, a sama też nie śpi, wtedy zwala mi się tu do kuchni, bo nagle chce jej się pić, jeść i ma potrzebę pogadać towarzysko, czyli o tym, co jej aktualnie dolega. A ja chcę sobie w spokoju coś przy komputerze popisać, poczytać i pooglądać!!! Teraz usiadłam po cichu jak duch i nic nie zatrzeszczało. Komfort. W pokoju u matki nadal ciemno, kot chwilowo nie krzyczy. Wielka ulga.
Tak, mój kot krzyczy. Ma prawie dziewiętnaście lat, a podobno wszystkie koty na starość wokalizują. Nasz wokalizuje w ten sposób, że nie miauczy, tylko krzyczy, a czasem wręcz wrzeszczy. Od kogo on się tego nauczył? Ano nauczył się od nas. Nieraz był świadkiem awantur między mną a matką i pewnie doszedł do wniosku, że chcąc osiągnąć istotną pozycję w stadzie, należy krzyczeć. A nawet trzeba wrzeszczeć tak głośno jak to możliwe, aby wymusić jakieś usługi, na przykład miskę jedzenia, posprzątanie brudnej kuwety WC, głaskanie lub po prostu nasze towarzystwo i zainteresowanie. Co jest do licha, przecież ja mam potrzeby!!!!!! – tak by to można zinterpretować.
Teraz wreszcie robię coś sensownego – piszę. Robię coś godnego homo sapiens, bo przed chwilą jeszcze wykonywałam kretyńskie prymitywne czynności małpy, aby móc przy komputerze w ogóle usiąść. Komputer mam w kuchni, tu też sypiam na materacu. Musiałam ten materac przesunąć, aby przysunąć do komputera fotel. Aby przesunąć materac, musiałam pościągać z niego całą pościel wraz z trzema dodatkowymi kocykami, które wypełniają zagłębienie pośrodku, odgniecione w materacu (za „trzynastkę” kupię sobie nowy, znów będzie na dwa-trzy lata). Po ustawieniu materaca we właściwym miejscu, z uwzględnieniem miejsca w kuchni dla mojej kwarcowej farelki, z powrotem wszystkie te bety i bambetle poukładałam. I wreszcie siedzę. W międzyczasie deptając po moim pościelonym już materacu dotarłam do czajnika i zrobiłam sobie małą kawkę.
