TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

Jedna z twarzy kapitalizmu

Moja „znajomość” z Internetem zaczęła się około 15 lat temu. Komputer miałam już mniej więcej od roku. Syn postawił mi go na stole i powiedział „ucz się”, a sam pojechał sobie na miesiąc na wakacje. Szczyt sadyzmu! Cud, że nie dostałam zawału przy tym urządzeniu, tak strasznie, przeokropnie się bałam, żeby tego urządzenia nie popsuć jakoś. Pokazał mi przed wyjazdem, jak się włącza, wyłącza i parę prostych ruchów, bo nie miał – jak zwykle – czasu. No to zaczęłam się uczyć.

Zaczęłam oczywiście od Worda. Przeklejałam słowa i zdania z góry na dół albo odwrotnie, gdzieś do środka tekstu albo całkiem kasowałam. Powiększałam i zmniejszałam litery dowolnie, nadawałam im kolor, fragmenty tekstu ubierałam w ramki, nadawałam kolorowe tło. Fantastyczne! Wcześniej pisałam na maszynie do pisania i przeredagowywanie tekstu wymagało mnóstwa czynności – wycinałam fragmenty, przeklejam taśmą przezroczystą, zamazywałam korektorkiem błędy. Dzięki komputerowi przeżyłam cywilizacyjny skok!

W końcu syn przyjechał z wakacji, wyżaliłam mu się, jak okropnie się bałam, a on skwitował spokojnie: przecież tego nie da się popsuć. Wpadał dość często, żeby ubogacić mój komputer w różne programy i udzielał mi wskazówek w stopniu – oczywiście ­– mocno podstawowym tylko, bo stale miał mało czasu. Zaczęłam rysować, nagrywać muzykę z komputerowego radia na antenę, oglądać filmy na komputerowym programie TV i robić zrzuty ekranu. Kupiłam sobie kolorową drukarkę atramentową, drukowałam swoje rysunki i plakaty, a także teksty. Wyszłam z lasu!

Któregoś dnia syn stwierdził: twój komputer jest martwy. Powinnaś mieć Internet. No to opłaciłam abonament na dostawę Internetu. Dacie wiarę, co się zaczęło?!

Pooglądałam różne strony i prawie od razu natrafiłam na Yahoo! Co za piękne logo! Jaki porządek tam mają i jak ładnie – pomyślałam. Założyłam sobie konto, pocztę Yahoo mam do dziś. Potem przetestowałam bardzo wiele poczt, ale ta jest najlepsza jednak. Tego się nie da opisać, ile oni mają tam przeróżnych działów! Utknęłam przy Yahoo na długo. Wypróbowałam wszystko, co udostępniali za free. Genialne! Na tekstach Yahoo uczyłam się korzystania z Internetu: jak zawierać znajomości, zasad kultury w społecznościach internetowych, jak unikać niebezpieczeństw różnego rodzaju itp. itd. Każdy z ich serwisów opatrzony jest w opisy wprowadzające, bardzo szczegółowe i zrozumiałe dla niedoświadczonych nawet internautów. Miałam ich różne widgety, np. zegar, pogodę itp. Miałam program do kolekcjonowania i słuchania muzyki, ale także do utrzymywania na bieżąco kontaktów z innymi pasjonatami muzyki. Miałam ich Messenger (takie ich Gadu-Gadu). Miałam konto Video, też z możliwością utrzymywania kontaktów. Miałam dwie strony internetowe – jedną firmową Yahoo zwierającą news, gdzie zawartość można było samemu dobierać albo odrzucać oraz drugą stronę, swoją własną, wykonaną na ich generatorze. Czułam się – autentycznie – częścią społeczności Yahoo, gdzie panuje atmosfera ciepła i prawdziwie gościnna. Ściągnęłam sobie na komputer ich filmik firmowy, ukazujący jak wygląda ich siedziba, a szalenie sympatyczni pracownicy opowiadają o swojej pracy.

Takie oblicze kapitalizmu poznałam.

Internauta niezamożny korzysta na fakcie istnienia takiej firmy jak Yahoo. Firma udostępnia część swoich produktów za darmo. Takie firmy jak Yahoo udostępniają bardzo hojnie, przy czym nie masz absolutnie odczucia, że otrzymujesz odpady ani że jesteś postrzegany jako żałosny żebrak. Stajesz się częścią społeczności, czujesz się zaopiekowany.

Jedna z twarzy kapitalizmu
Regiony:

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds