Geopolitycy przekonują nas, że świat podzielony jest na strefy wpływów. Ale co to jest właściwie „strefa wpływów”? Państwo znajdujące się w strefie wpływów nie jest państwem suwerennym. Rządzi nim częściowo, a bywa, że w całości, hegemon, do którego należy dana strefa wpływów. Rządzi w sposób bardziej lub mniej widoczny i łamiąc bardziej lub mniej ustawę zasadniczą zależnego od niego państwa, inne prawa i obyczaje. Po co hegemonowi zależne od niego państwa? Po co hegemonowi strefa wpływów? Z dobrego serca wpływa na funkcjonowanie zależnych od niego państw? W trosce o dobro zależnych państw i ich narodów? W trosce o porządek między państwami? W trosce o porządek świata? Czy dla własnych korzyści? Dla porządku czy dla korzyści? Czy Stany Zjednoczone zabiegają o posiadanie swojej strefy wpływów dla porządku czy dla własnych korzyści?
Istnieją w Polsce ludzie i całe środowiska, które podlizują się Stanom Zjednoczonym, do obrzydliwości włącznie. Dla szczęśliwości Polski i narodu polskiego czy dla własnych korzyści, indywidualnych i/lub grupowych? USA cieszą się, że Polska znajduje się w ich strefie wpływów i lizusy również cieszą się z tego samego. A my, zwykli obywatele Polski, usiłujemy rozwiązać następującą zagadkę: czy Polska stacza się i niszczeje z winy USA, naszego hegemona, czy z winy władz i służb Polski?
Kiedyś na prezydenta obrano nam elektryka. Teraz o losach Polski i Polaków decyduje sitwa lizusów względem USA. Tej sitwy nie da się naprawić!. Nie da się wychować! Trzeba albo urządzić im wszystkim noc długich noży, albo z mocy prawa obalić siłami wojskowymi polskimi, albo jakoś skrycie, aksamitnie postrącać ich z tych ich stołków. Bez tego nie ruszymy z miejsca. Szanowny Panie USA, nie chcemy tej wielbiącej Was sitwy lizusów. Musimy ich obalić! (Polskimi siłami, rzecz jasna.)


