TO NIE SĄ MOJE DŁUGI >>>

ANTYKOMUNIZMEM
POWINIEN ZAJĄĆ SIĘ INTERPOL!!!

Mam pytanie…

Co to jest wolność?

Wolność jest wtedy, gdy mojej przestrzeni bronią prawa – przestrzeni psychologicznej i fizycznej. Przy założeniu – oczywiście – że te prawa nie są tylko martwą literą. Należę do społeczności, wiem, że powinnam nie być obojętna na to, co się w tej społeczności dzieje. Ale powinnam mieć w tej społeczności zagwarantowaną dla siebie przestrzeń – psychologiczną i fizyczną. Wolność nie polega na tym, że wolno mi robić, co mi się podoba. Wolno mi wszystko, ale w pewnych określonych granicach. Innym ludziom też wolno wszystko w pewnych określonych granicach, łącznie z uszanowaniem mojej przestrzeni wolności. Chcę mieć prawo do własnych poglądów, do spędzania czasu według własnego upodobania, do własnych marzeń, a nawet błędów. Okropnie źle się czuję, gdy mam wrażenie, że stapiam się ze społeczeństwem w jedną bezpostaciową masę.

obrazek

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. /1Kor 6, 12/

Nie bądźcie więc niewolnikami ludzi. /1Kor 7, 23/

Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje. /1 Kor.10;23/

Bo dlaczego by czyjeś sumienie miało wyrokować o mojej wolności? /1Kor 10, 29/

Jak moje wiano wylądowało na śmietniku

Moi rodzice założyli mi książeczkę mieszkaniową i wpłacali na nią regularnie. Gdy osiągnęłam pełnoletniość, wkład na książeczce miał wartość mieszkania „kawalerki”. Potem poznałam przyszłego męża, urodził nam się syn. Mieszkaliśmy w mieszkaniu jego rodziców. Zlikwidowałam książeczkę, licząc, że wspólnie z mężem stopniowo – jak każde małżeństwo – będziemy się dorabiać. Pieniążki z mojej książeczki wydaliśmy na ślub, urządzenie się w pokoju u teściów i na wyprawkę dla dziecka. Niestety wszystko się pokręciło, doszło do rozwodu. Wyprowadziłam się do pustostanu, który był marną „pojedynką”. Z wiana zostały mi meble.

 „Pojedynkę” zajęłam 13 grudnia 1981 r., zachęcona wypowiedzią dziennikarza z Kroniki Krakowskiej, który w trakcie jednego z programów doradzał, by Krakowianie niemający gdzie mieszkać, zajmowali pustostany, zgłaszając jednocześnie władzom Krakowa fakt. Pustostany w Krakowie istniały dlatego – jak twierdził dziennikarz – ponieważ położyli na nich łapę towarzysze z PZPR-u. Za radą dziennikarza zajęłam wspomniany pustostan, powiadamiając o tym Urząd Miasta Krakowa i prosząc jednocześnie o rozwiązanie mojego problemu mieszkaniowego. Otrzymałam odpowiedź. Urząd skierował decyzję do niższej instancji. Z decyzji wynikało, że niższa instancja ma rozważyć możliwość przyznania mi tego lub innego pomieszczenia zastępczego. Ponieważ nic w sprawie się nie działo, udałam się do Prezydenta Miasta. Solidarnościowy pan Prezydent ochrzanił mnie słowami potępienia za mój czyn zajęcia pustostanu, bo „co by to było, jak by wszyscy samowolnie zajmowali pustostany”. O skorumpowanych i obrzydliwie uprzywilejowanych partyjniakach z PZPR nie wspomniał nic.

Do Okrągłego Stołu sukcesywnie składałam podanie do Urzędu Miasta o przyznanie mi jakiegokolwiek pomieszczenia mieszkalnego. Kolejka oczekujących przesuwała się z roku na rok, tak że moje nazwisko znajdowało się co roku wyżej, aż znalazło się pewnego roku prawie u samej góry. Jakimś cudem nigdy nie przekroczyłam tego poziomu wzwyż, od którego mieszkanie należałoby mi się. Ostatecznie po Okrągłym Stole otrzymałam pismo, że władze państwowe kasują wszystkie starania obywateli o mieszkanie. Tak skończyła się historia moich starań o mieszkanie, starań według praw PRL-u. Musiałam się z pustostanu wyprowadzić.

Na tymczasem zamieszkałam z synem u matki, nie mogłam zabrać ze sobą moich mebli – nie było ich gdzie wstawić. Poza tym matka nie godziła się na jakieś zmiany: „Nie będziesz mi tu meblować!”. Po czasie Urząd Miasta Krakowa opróżnił „pojedynkę” i meble zabrał do magazynu. Ponieważ długo nie odbierałam ich od Urzędu, wylądowały na śmietniku, zgodnie z prawem.

Regiony:    

Mały przeciek

Ciekawej rzeczy się dowiedziałam z Wikipedii:

Układ Warszawski miał obowiązywać przez 30 lat (art. 11). 26 kwietnia 1985 roku jego ważność przedłużono o następne 20 lat, z możliwością przedłużenia o dalsze 10 lat w razie niewypowiedzenia.

Ciekawe, dlaczego nie mówiono o tym w środowisku solidarnościowo-niepodległościowym? Ale to tylko dygresja, bo nie o tym chciałam pisać.

Nasze państwo jest jak dwupiętrowy tort, a najciekawsze dzieje się w części tajnej owego tortu. Tam panuje ustrój zupełnie niewyobrażalny dla przeciętnego obywatela. Jest to ustrój terrorystyczny. Panuje tam hierarchia. Ale według stopni nie takich jak w policji czy wojsku. Najwyżej znajdują się ci, którzy zdolni są popełniać największe okrucieństwa. Ci szantażują niższe poziomy. I tak aż do samego dołu, hierarchicznie tajny aparat państwowy szantażuje i jest szantażowany.

Regiony:

Zimna struktura systemu

Miałam szczery zamiar napisać coś w rodzaju opracowania na temat historii poszczególnych partii po Okrągłym Stole. Najpierw zabrałam się za to od strony nazwisk postaci polskiej sceny politycznej – ale przecież oni wszyscy przechodzili od partii do partii tam i z powrotem. Istny żywioł! Potem zabrałam się od strony nazw partii – łączyły się i dzieliły, powstawały nowe. Istny horror! Poddałam się – nie da się takiego opracowania napisać. Scena polityczna po Okrągłym Stole jest to po prostu JEDNA PARTIA z ogromnym mnóstwem niby-partii, powstałych dla stworzenia pozoru demokracji. Jest to taka piramida polityczno-finansowa. Przedtem był system jednopartyjny z PZPR-em, a teraz jest z tą JEDNĄ PARTIĄ. Oni tak naprawdę kłócą się między sobą na niby, a łączy ich jeden „szczytny” cel – kasa!

Regiony:

Ewolucja… wsteczna

Zaangażowałam się w ruch solidarnościowo-niepodległościowy dwa lata przed stanem wojennym. Potem wszystko się pogmatwało – zaczęły się jakieś dziwne działania wobec mnie i mojej rodziny. Dziwne dlatego, bo szczególnie okrutne, o wiele bardziej niż wobec innych działaczy, a poza tym – jak udało mi się ustalić – nie pochodziły z ręki aparatu PRL-u. Mój los od tego momentu kształtowany był nie przeze mnie, ale jakieś tajne struktury. Moje ustalenie, że to nie aparat PRL-u mnie atakował, można by potraktować jako błąd w ocenie, ale po Okrągłym Stole, z biegiem lat i utrzymujących się akcji agresywnych wobec mnie, coraz bardziej stawało się jasne, że sprawcami faktycznie nie są tajne struktury komunistyczne.

Jak człowiek ma się wobec takiej sytuacji zachować? Jest atakowany, materialnie utrzymywany na poziomie ubóstwa, izolowany od społeczeństwa, a potem nawet od członków rodziny rozmaitymi oszczerstwami, zaznaje strasznych aktów terroru. Co może zwykły przeciętny człowiek uczynić, by siebie wyratować?

To rujnowanie mnie materialnie i nieludzkie traktowanie spowodowały, że wiodącym motywem moich działań stała się chęć wydostania się z tego piekła. W jakikolwiek sposób. Doszłam do wniosku, że niezależnie od moich poglądów i światopoglądu takie traktowanie mnie jest po prostu przestępstwem – wyjątkowo brutalnym. I szokuje mnie fakt, że popełniane jest wbrew międzynarodowym prawom, wyrażonym między innymi w „Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania)”. 

Jak brzmi mój system wartości? Co sądzę o wydarzeniach w świecie? Jak oceniam politykę Polski? Mam wrażenie, że świat zwariował. Że stoi na głowie. Jakże inaczej można ocenić świat, w którym możliwe jest zrealizowanie tego, co zrealizowano wobec mnie? To jest generalny kryzys wartości i w ogóle cywilizacji. Uważam, że trzeba przewartościować wszystko, począwszy od metod przeprowadzania przewrotów w państwach. Przecież te wszystkie zrywy społeczne są sterowane. Przecież to nie sprzeciw społeczny, lecz teatr kukiełkowy! Państwom nie rewolucje są potrzebne, ale ewolucje. Ewolucje intelektualne. Ale „spryciarze” światowi już się zabezpieczyli przed ewolucją intelektualną – przed myśleniem. Zaatakowali po prostu mózgi!

Regiony:        

Porządki

Moja mama ma dziwny sposób robienia porządków. Najpierw wprowadza totalny bałagan: przesuwa meble, żeby odsłonić zakurzone miejsca na podłodze, przesuwa każdy z mebli, tak że nie ma jak chodzić po pokoju. Rozstawia byle gdzie pastę do podłogi, różne szmatki, mop, odkurzacz – już całkiem można się na tych betach zabić. Potem klnie co chwilę, bo na coś wpada albo się potyka. To mi przypomina współczesną strategię. Sprząta ambitnie od początku do końca, sapie, stęka, ledwo zipie, ale jak sobie zaplanowała, tak musi być! Nawet jeśli trzeba by potem dzwonić po pogotowie.

Regiony:

Różnorodność

Przyroda to różnorodność. Niewyobrażalna ilość rozmaitych form i gatunków. Natura kocha różnorodność. Również ludzie to ogromna rozmaitość.

Rasa człowieka – system klasyfikacji ludzi na duże i odrębne populacje lub grupy ze względu na dziedziczne cechy zewnętrzne (fenotyp), pochodzenie geograficzne, kulturę, historię, język, wygląd zewnętrzny, etniczność i status społeczny.

WIKIPEDIA

Lata młodości mojego pokolenia (rocznik 1953) przypadają na okres dominacji sowieckiej, ale na ten etap, który można nazwać stabilizacją. Żyliśmy w PRL-u w warunkach bezpieczeństwa – nie odczuwaliśmy ani agresji z zewnątrz, ani ze strony środowisk patologicznych. Rozmaite gangi wyrosły nagle, jak grzyby po deszczu dopiero po Okrągłym Stole. Przedtem bali się chuligani i pijacy, a teraz jest odwrotnie: chuliganów i pijaków boimy się my, porządni obywatele. Nasze bezpieczeństwo wynikało też z dobrej i szeroko dostępnej dla każdego opieki medycznej. Szkolnictwo było idealnie zorganizowane, dostęp do kultury nieograniczony. Życie miało sens, czuliśmy się obywatelami naszej ojczyzny. System zbudowany przez Sowietów taki oto miał na nas wpływ. Tak oto nas ukształtował. Ale nigdy nie miałam poczucia odizolowania od Zachodu. Nikt nie tępił mnie za zainteresowanie Zachodem, za moje zamiłowanie do amerykańskiej kinematografii. Wielu ludzi wyjeżdżało na Zachód, wielu tam pracowało. Potem przyjeżdżali i opowiadali, jak tam jest. Ludzie jeździli też do innych krajów Układu Warszawskiego. Na polskich uczelniach studiowali młodzi obcokrajowcy, nie było w modzie szykanowanie ich.

Nie izolowano nas od różnorodności świata. Byliśmy jej świadomi. Ja osobiście bardzo lubiłam tą zachodnią różnorodność: inna była Francja, inne Niemcy, inna Hiszpania, Austria, Włochy, USA itd. Tak bardzo podobała mi się ta różnorodność, że teraz nie wyobrażam sobie Europy bez tej różnorodności. Boli mnie myśl, że miałoby się to wszystko zlać w jedną bezpostaciową masę. Przeżywam to osobiście.

Regiony:        

Wszystko się zawaliło

Pierwszą stronę internetową wykonałam na zlecenie w 2008 roku. Pracowałam nad nią półprzytomna, chora z niedospania. Uznałam wówczas, że pora odważyć się i po wielu miesiącach samodzielnej nauki kodowania zadebiutować w środowisku twórców stron. Wcześniej czytałam dużo o webmasterstwie w internetowych gazetkach, uczyłam się zasad kodowania na rozmaitych kursach online, przyglądałam się kodom stron i zastosowanym sposobom oraz grafice, ćwiczyłam, bo – jak wiadomo – praktyka czyni mistrza. Bywałam często na forach poświęconych tworzeniu stron, gdzie z innymi userami wymienialiśmy się doświadczeniem. Poznałam dużo ludzi, z niejednym potem współpracowałam przy tworzeniu stron. Na początku podejmowałam się drobnych zleceń, na przykład polegających na korekcie i usprawnieniu kodu. Ponieważ bandyckim traktowaniem doprowadzono mnie do biedy, każdy zarobiony grosz był dla mnie cenny.

Stawałam się samodzielna, zaczęłam przyjmować coraz poważniejsze zlecenia. Wykonując kolejne strony, szlifowałam swoje umiejętności. Początkowo zdarzały się zgrzyty z klientami, ale też bardzo miłe pochwały. Nagromadziłam sobie sporą grupę klientów, którzy do mnie wracali lub polecali mnie innym. Rozkręcałam się, aż w końcu mogłam uznać, że to moje zajęcie jest po prostu moją pracą. Wyszłam z długów. Przez kilka lat utrzymywałam matkę, bo z kolei ona w długi strasznie się pogrążyła. Utrzymywałam naszego kota 🙂 Za zarobione pieniądze robiłam bieżące zakupy, kupiłam wiele drobiazgów koniecznych w mieszkaniu, zwłaszcza w kuchni, których brakowało. Do chwili rozpoczęcia fatalnej akcji jesienią 2016 r. finansowo byłam ustabilizowana. Czyste konto w BIK-u, zawsze popłacone wszystkie rachunki, opłacałam abonament multiroom TV+Internet. Obie z matką oraz kot byliśmy dożywieni. Gdy przyznano mi emeryturę w 2014 r., wreszcie zyskałam zdolność kredytową. Rok później założyłam firmę. Wzięłam kredyt, kupiłam za niego dwa komplety ładnych mebli, wejściowe porządne drzwi, nowy komputer, porządny fotel obrotowy, mały telewizorek na biurko i jeszcze parę innych potrzebnych drobiazgów. Raty spłacałam regularnie, BIK pozostawał czysty.

Za komuny, gdy ktoś nie mógł pracować na etacie, na przykład matka opiekująca się niemowlęciem lub ktoś chory, można było podjąć pracę chałupniczą, np. malowanie i ubieranie laleczek ludowych do Cepelii, złocenie literek do metek itp. W latach dziewięćdziesiątych szukałam tego rodzaju pracy, w związku z tym, że z kolejnych prac mnie wyrzucano na tkzw. „własną prośbę”, a potem nękano falami i nie pozwalano się wysypiać. Szukałam takiej pracy, ale nie udało mi się znaleźć. Chyba ta forma zatrudnienia upadła. Były jedynie jakieś oferty nieuczciwe. Tak więc profesja, której się samodzielnie wyuczyłam, okazała się zbawienna. Cieszyłam się nią, cieszyłam się, że nie muszę się użerać z żadnym szefem. Wydawało mi się, że tej pracy już nikt nie będzie w stanie mnie pozbawić. A jednak…

Przy bankomacie, wypłacając pieniądze, odczuwałam ogromną satysfakcję i często powtarzałam sobie w duchu: „moje własne, zarobione pieniądze. A miałam jeść – według moich prześladowców – trawę”. Na prawdę smakowałam każdą taką chwilę przy bankomacie. Nie wypłacałam pieniędzy machinalnie, ale zawsze z poczuciem satysfakcji, wręcz zwycięstwa, z namaszczeniem niemal.

Regiony:

Imperium zła wg. Reagan’a

Prezydent Reagan nazwał ZSRR „imperium zła”. Określenie to brzmiało jak science-fiction dla mojego pokolenia. Urodziłam się w roku, w którym umarł Stalin, tj. w 1953. Natomiast prezydent Reagan urodził się w roku 1911, czyli prezydent był w wieku mojego dziadka. Nic więc dziwnego, że to, co wymyślił Reagan, dla mnie było niezrozumiałe. Po roku 1953 komunizm przechodził różne fazy ewolucji. W efekcie doświadczyłam innego komunizmu niż ludzie do 1953 roku.

Przedszkola, szkoły, przychodnie lekarskie prawie na każdym osiedlu, dostęp swobodny i darmowy do sportu, domów kultury, Tysiąc Szkół na Tysiąclecie, wyż demograficzny. Jakie „imperium zła”???!!! Moi rodzice nie należeli do PZPR, a mimo to do czasu zrywu solidarnościowo-niepodległościowego w latach osiemdziesiątych w ogóle nie wiedziałam nawet, że jest coś takiego jak Służba Bezpieczeństwa. Nigdy w żaden sposób nie byliśmy niepokojeni przez SB ani inne służby PRL-u czy ZSRR. Jakie „imperium zła”???!!!

Polscy antykomuniści podłapali retorykę Reagana i żyją nią do dziś. Tak oto moje pokolenie i owi antykomuniści żyjemy w dwóch odrębnych światach. Oni wciąż walczą z komunizmem stalinowskim, czyli sprzed 1953 r. i z komunistami. Jak ktoś nie wierzy, niech posłucha TV – każdego dnia można usłyszeć coś okropnego o ZSRR i komunistach. Wciąż walczą!

Regiony:        
Page 84 of 86
1 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86

Tylko świnie siedzą w kinie!

This will close in 1 seconds