Wolność jest wtedy, gdy mojej przestrzeni bronią prawa – przestrzeni psychologicznej i fizycznej. Przy założeniu – oczywiście – że te prawa nie są tylko martwą literą. Należę do społeczności, wiem, że powinnam nie być obojętna na to, co się w tej społeczności dzieje. Ale powinnam mieć w tej społeczności zagwarantowaną dla siebie przestrzeń – psychologiczną i fizyczną. Wolność nie polega na tym, że wolno mi robić, co mi się podoba. Wolno mi wszystko, ale w pewnych określonych granicach. Innym ludziom też wolno wszystko w pewnych określonych granicach, łącznie z uszanowaniem mojej przestrzeni wolności. Chcę mieć prawo do własnych poglądów, do spędzania czasu według własnego upodobania, do własnych marzeń, a nawet błędów. Okropnie źle się czuję, gdy mam wrażenie, że stapiam się ze społeczeństwem w jedną bezpostaciową masę.

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. /1Kor 6, 12/
Nie bądźcie więc niewolnikami ludzi. /1Kor 7, 23/
Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje. /1 Kor.10;23/
Bo dlaczego by czyjeś sumienie miało wyrokować o mojej wolności? /1Kor 10, 29/


