Propaganda działa jak Kościół Katolicki. Gdy zaczęłam czytać Nowy Testament, początkowo nie docierał do mnie sens tego, co czytam. Stale pewne sformułowania przywoływały skojarzenia wpojone przez Kościół, i to pomimo że jestem ateistką. Od najmłodszych lat, całe życie retoryka katolicka docierała do mnie zewsząd, mimo że nie uczęszczałam na msze, poza kilkoma sytuacjami, gdy uczestniczyłam w mszach patriotycznych za czasów zrywu solidarnościowego. Musiałam popracować nad wyzbyciem się katolickich skojarzeń. W miarę gdy czytałam Nowy Testament, stopniowo sens zaczęłam pojmować wprost.
Stwierdzam, że nie da się samemu wyzbyć wszechobecnej żadnej retoryki – musi ktoś w tym pomóc. W przypadku Nowego Testamentu, pomogła mi treść tej księgi – w miarę zagłębiania się w nią, zatraciły się skojarzenia katolickie. Uważam, że w przypadku propagandy należy człowiekowi pomóc otrząsnąć się z wpojonych skojarzeń. Należy pomagać sobie nawzajem. Czasem wystarczy jedno zdanie, by odwrócić wyobrażenia propagandy i wyjść na prostą. Kojarzy mi się to z opisanym w Nowym Testamencie zwyczajem obmywania nóg. Trzeba sobie nawzajem obmywać nogi przyprószone gruntem, po którym co dzień się stąpa.

