Wszyscy mają już dość „Solidarności” – opowieści o wielkiej roli tej organizacji i jej działaczach. Przy tym temacie każdemu robi się niedobrze, nawet mnie, mimo że w szeregach „Solidarności” walczyłam o obalenie komunizmu i wyzwolenie spod sowieckiej dominacji. Doszło już do tego, że wstyd się przyznać do przynależności do tej organizacji. Wizerunek „Solidarności” został całkowicie zeszmacony. Nie stało się to – oczywiście – przypadkiem. Nasi „sojusznicy” zachodni pracowali nad degradacją tego wizerunku drobiazgowo, a chętnych w Polsce do realizacji tego zadania – jak widać – pozyskali całkiem sporą ilość. Nawet dobór osób na scenę polityczną nie był przypadkowy. Jaka jest jakość „naszych” polityków aż do dziś, nie muszę opisywać, bo widać to aż nazbyt wyraźnie. Służący zachodniej kampania degradacji pracowali też nad moim wizerunkiem, a nie mieli łatwego zadania. Zdegradować kogoś to nie jest taka prosta sprawa. Musieli zatrudnić specjalistów od pływania, od tańca, od kodowania, od jazdy na rowerze, od spraw finansowych, od kondycji psychicznej, od kondycji fizycznej, od urody itd. itd. Ogromnie dużo pracy kosztowała ich ta degradacja, a budżet państwowy niemało pieniędzy.
Niezależnie od tego, jak robi nam się niedobrze przy temacie „Solidarności”, trzeba wiedzieć, że podjęliśmy się dokonania wyłomu w Układzie Warszawskim. Podjęliśmy się tego dzieła, my, naród polski strajkujący i wiecujący, jako pierwsi. Byliśmy lodołamaczem. Ludzie ryzykowali. Chwała Rosjanom za to, że nas nie atakowali i nie przeszkadzali. Ryzyko – o dziwo – przyszło od Zachodu, nie od Wschodu. Mieliśmy świadomość, że dajemy początek wielkiej reorganizacji Europy i świata. My, Polacy walczyliśmy dla siebie, ze świadomością, że dajemy początek wielkiej reorganizacji Europy i świata. Demonstrowaliśmy swoją wolę i prowadzili działalność niepewni, jaka może nastąpić reakcja Moskwy wobec Polski i każdego z nas. Stanowiliśmy czoło antykomunistycznego frontu.
Co słyszymy dziś od ukraińskich władz? Słyszymy, że Ukraina, walcząc z Rosjanami, ratuje Europę i świat.
