Moja droga z Polski do Jarosławia w Rosji trwała… pięć dni. Kto by pomyślał, że w XXI wieku, kiedy w zaledwie dziesięć godzin można przelecieć połowę globu, pomiędzy narodami słowiańskimi w Europie zostaną postawione takie przeszkody, że droga do sąsiedniego kraju zacznie przypominać średniowieczną podróż… /…/
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy każdemu Polakowi w Rosji, a zwłaszcza w tak stosunkowo monoetnicznych rosyjskich miastach jak Jarosław, jest całkowity brak nienawiści do Polaków. Powita cię, jakby to nazwać, serdeczna ciekawość, a na co dzień – chęć pomocy. Rosjanin spotykając Polaka nie będzie pamiętał, że Polska jest teraz głęboko zaangażowana w konflikt na Ukrainie i zaopatruje Kijów w broń, Rosjanin będzie pamiętał, że kocha Annę German i Barbarę Brylską, że jesteśmy Słowianami, że nasze narody są przeciwne „tęczowej wściekłości”. /…/
Kiedy weszliśmy do hotelu, wydarzyło się coś niespodziewanego: dowiedziawszy się, że jestem Polakiem, recepcja udzieliła mi… zniżki. /…/
Przejdźmy teraz do sklepów. Moja mama prosiła mnie o… radziecką chałwę. Wspominała to z nostalgią i poprosiła, abym przyniósł jej kawałek. Poszedłem do sklepu i całkowicie zatraciłem się w różnorodności towarów… Gdzie wszakże są sankcje? Jak wpłynęły one na Rosjan?
wolnemedia.net – dr Krzysztof Karczewski
„Byłem w Rosji w 2024 roku”
