Unia Europejska
Jak powstają wojny? Wojny powstają z niczego. Wszyscy żyją sobie normalnie, pracują ewentualnie, itd. To jest pierwszy akt, a w ostatnim szaleje kompletna zawierucha wojenna. Można by nawet sporządzić receptę, na podstawie współczesnych czasów, jak doprowadzić do wojny.
Przypominam sobie, jakie było moje nastawienie do państw Europy, jeszcze przed 1989 rokiem – pozytywno-entuzjastyczne. Mijały lata, a moje nastawienie stopniowo zmieniało się. Coraz więcej wydarzeń wzbudzało moją nieufność, aż w końcu mój entuzjazm zgasł definitywnie. Nie umiała Europa stworzyć klimatu rodziny państw. Nie odczuwam komfortu z przynależności Polski do Unii, lecz niepewność, a nawet strach. Wielką obawę budzi nieustająca kampania parcia na Wschód. Niesmakiem napawają wieczne kłótnie i obłudne słowa zarzutów pod adresem Polski. Obłudne dlatego, bo przecież pod wpływem Europy Polska jest taka jaka jest. Politycy europejscy czepiają się nie tych akurat szczegółów, które są istotne. To, co trzeba by naprawdę zmienić w Polsce, przemilczają. Rzecz w tym, że Polska słaba bardzo Europie odpowiada. Problem, z którym ja walczę od dekad i który przyczynił się do zrujnowania życia mnie i mojej rodzinie, jest dla Unii i państw Unii tematem tabu. Problemem tym jest system bezpieczeństwa i skandaliczne praktyki popełniane przez służby. Tak oto z pięknych marzeń o spokojnej Europie nie zostało nic, a powstał zaczyn wojenny.
DOM
Przeciętna osoba cywilna z przeciętnie światłej rodziny reaguje na wrogie względem niej działania zwyczajnie – zgłasza na policję lub do jakichś innych państwowych stosownych władz. I tak być powinno. Gdy dzieje się człowiekowi krzywda, pierwszą myślą jest zgłosić gdzie należy. Nie ma znaczenia, jaki w kraju panuje ustrój, czy kraj jest akurat w okresie stabilnym czy przełomowym, czy panuje wojna czy pokój. Trzeba zgłosić, bo samemu przecież nic się nie zdziała. Nie zdziała się dlatego, że do walki z wrogiem potrzeba sił, środków i czasu. Żeby była jasność: zgłoszenie wrogich działań stosownym władzom, to nie jest wina.
Już dawno temu usilnie starano się wpędzić mnie w poczucie winy za to, że podjęłam działania w samoobronie znanym mi w/w sposobem, czyli zwracając się do stosownych władz. Zaczęłam więc praworządnie dywagować: może jakieś służby dają mi tą metodą znać, że czegoś ode mnie chcą? Aby jednak wymyślić, czego służby chcą, trzeba mieć warunki do myślenia. Czterdzieści lat daję do zrozumienia, że nie mam warunków myśleć o niczym poza swoimi obowiązkami. Nikt nigdy i w żaden sposób o warunki do myślenia dla mnie się nie postarał! Bicie mnie i prześladowanie niczego nie zmieniały i nie zmienią, ponieważ problemem nie jest brak woli z mojej strony, lecz warunki!
WARUNKI
Przeciętna cywilna osoba pochłonięta jest w całości sprawami osobistymi typu praca, utrzymanie rodziny itp. I choćby się służby specjalne zesrały nawet, to przeciętna cywilna osoba nie może zrezygnować ze swoich osobistych obowiązków i nie może przestać zarabiać, bo przecież ma na utrzymaniu rodzinę, w tym dzieci. Jeśli osoba taka jest w rodzinie jedynym żywicielem – jakim ja byłam wówczas – tym bardziej zaniedbać swoich osobistych obowiązków nie może.
Ciemnota uważa, że praca kobiety żony i matki, to nie praca. Mężczyzna pracuje, najczęściej ciężko, wraca z pracy wykończony, natomiast kobieta w domu – jak uważa ciemnota – zbija bąki. I podobnie służby państwowe stawiające wobec obywatela wymagania ponad siły uważają, że osobiste obowiązki takiego obywatela to jakieś lekkie średniego znaczenia zajęcie. Uchylanie się od wymagań współpracy ze służbami traktowane jest w naszym kraju jak rodzaj zbrodni.
WARUNKI
Gdyby zaistniały odpowiednie warunki zamiast codziennego kieratu, wówczas mogłabym porządnie, a nie wyrywkowo i powierzchownie zastanowić się nad tym, co się wokół mnie dzieje i czego się ode mnie oczekuje. Tkwiłam niestety w zamkniętym kole i to służby były w stanie koło to przerwać, nie ja. Więcej powiem, całe życie starannie służby dbają o to, bym warunków bytowych umożliwiających współpracę z nimi nie miała. I to jest paranoiczna sytuacja. Trwa czterdzieści lat. Nie komunizm czy antykomunizm, terroryzm czy antyterroryzm motywują moją niechęć do służb, przeszkodą są warunki. A to z kolei stwarza dogodne możliwości dla wszelkiego rodzaju manipulantów, którzy usilnie robią coś z niczego, przypisując mi coraz to inne motywy i przynależność polityczno-strategiczną.
Rozumuję tak: żeby rozszyfrować całą skomplikowaną rzeczywistość, skomplikowaną w kraju i na świecie, muszę mieć stały dostęp do informacji oraz spokojny umysł. W tym celu muszę mieć pieniądze i mieszkanie. Dążyłam do tego we własnym zakresie, lecz moje dążenia systematycznie torpedowano. Nasuwa się wniosek, że moja niestabilność materialno-mieszkaniowa jest więc zamierzonym celem. Daje komuś dogodność do wszelkich manipulacji, mających za zadanie przypisać moim działaniom zmyślone cele. Coraz to inne cele.
Całe życie walczę o swój dom, w znaczeniu dosłownym oraz ogniska domowego. Nie zwyczajnie zabiegam i staram się, lecz walczę. Ten osobisty mój cel jest systematycznie unicestwiany, co kiedyś nazywano prześladowaniem, a należałoby nazwać w odniesieniu do mnie i mojej rodziny wyniszczaniem. Mam przesłanie dla sprawców: puknijcie się w czoło!! Bo walcząc o swój osobisty cel walczę jednocześnie o dostęp do wiedzy na temat bieżących wydarzeń krajowych i światowych. Chcąc podjąć decyzję, jaką postawę wobec tych wydarzeń przybrać, trzeba mieć wiedzę!
TRZEBA MIEĆ WIEDZĘ!!
Przez całe życie staram się o tą wiedzę na własny koszt, uszczuplając swoje dziadowskie środki utrzymania! Dziadowskie, bo celowym działaniem spychana jestem non-stop w nędzę!
NIE INWESTUJESZ, NIE WYMAGAJ!!
Kto nie chce pracować, niech też nie je! /2 Tes 3, 10/
